Gorące tematy: Wybory 2020 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
198 postów 138 komentarzy

Operacja „Wisła” – inne spojrzenie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

,,Operacja „Wisła'' była zrealizowana w obronie polskiej racji stanu. Bez ewakuacji ukraińskiej ludności cywilnej – dobrowolnie lub pod przymusem wspierającej nacjonalistów – skuteczne przeciwdziałanie antypolskiemu terrorowi nie byłoby możliwe.

 

Autor - dr. Artur Brożyniak

Dominuje u nas pogląd, że przesiedlenie Ukraińców i Łemków w 1947 r. to zasługująca na jednoznaczne potępienie zbrodnia komunistyczna.* Jednak część historyków główne zło upatruje w ideologii i działalności nacjonalistów z OUN i UPA, a akcję tę uznaje za działanie w stanie wyższej konieczności.

,,Operacja „Wisła” –mimo że przeprowadzona przez władze komunistyczne – byłaby zatem realizowana w obronie polskiej racji stanu (i zgodnie z ustawą z 1939 r.). Bez ewakuacji ukraińskiej ludności cywilnej – dobrowolnie lub pod przymusem wspierającej nacjonalistów – skuteczne przeciwdziałanie antypolskiemu terrorowi nie byłoby bowiem możliwe.

 

Korzenie zła

Korzenie ukraińskiego nacjonalizmu sięgają końca XIX w. Jego ideologia została oparta na wulgarnym darwinizmie społecznym, który zakładał brutalną walkę między narodami na wyniszczenie drugiej strony. Zaadaptowano krwawe tradycje kozacko-hajdamackie, a później także wzorce działań wypracowane przez włoskich i niemieckich faszystów. Nacjonalistom ukraińskim imponowała też bezwzględność terroru sowieckiej Rosji. Przyszłe państwo ukraińskie, w myśl teorii Dmytra Doncowa, miało być jednolite narodowościowo, rządzone na zasadach państwa faszystowskiego przez tzw. mniejszość inicjatywną (z „wodzem nacji” na czele), której obowiązkiem było stosowanie „twórczej przemocy” wobec pozostałej masy narodu ukraińskiego. Członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) głosili kult siły, przemocy i bezwzględności. Pogardzali tolerancją etniczną, demokracją i osobami okazującymi litość.

W okresie II wojny światowej podjęli próbę budowy niezależnego państwa ukraińskiego. Jednolitość etniczną przyszłego państwa zamierzali osiągnąć poprzez wymordowanie ludności polskiej i innych obcych narodowo mieszkańców tzw. prastarych ziem ukraińskich, w tym Ormian i Żydów.W 1943 r. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) z rozkazu kierownictwa cywilnego banderowskiej frakcji OUN rozpoczęła ludobójstwo Polaków na Wołyniu. W następnym roku rozszerzono zbrodniczą działalność na pozostałe województwa Kresów Południowo-Wschodnich. W latach 1943–1945 unicestwieniu podlegali wszyscy zamieszkali tam Polacy, w tym starcy, kobiety i dzieci. Liczbę Polaków zamordowanych przez OUN/UPA szacuje się na ok. 130 tys. Zbrodnię tę poświadczają wspomnienia kilkunastu tysięcy świadków i setki dokumentów. Polacy, którzy uniknęli śmierci, pozostawiali swój dobytek i uciekali masowo do centralnej Polski. Organizowano oddziały samoobrony, wstępowano do polskiej i sowieckiej partyzantki, a nawet do niemieckiej policji.

W wyniku eksterminacyjnych działań OUN i UPA oraz przyłączenia większości Kresów Południowo-Wschodnich w 1944 r. do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej (USRS) polska ludność została zmuszona do opuszczenia terenów pozostałych poza granicami Polski.

Sotnia „U 4” Włodzimierza Szczygielskiego „Burłaki” we wsi Jamna, 1946 r. Fot. z publikacji: Litopys Ukrajinśkoji Powstanśkoji Armiji, t. 13, Toronto 2001

 

Działania UPA w Polsce w latach 1944-1946

W nowych granicach Polski pozostało jednak ok. 650 tys. Ukraińców. Spośród nich – na podstawie umowy z USRS z 14 września 1944 r. – przesiedlono ok. 480 tys. na Ukrainę sowiecką. W granicach powojennej Polski wciąż jednak działały struktury OUN i UPA, które dążyły do oderwania od Polski kilkunastu przygranicznych powiatów. Za tzw. prastare ziemie ukraińskie w granicach ówczesnej Polski uważano Łemkowszczyznę, Nadsanie, Chełmszczyznę i Podlasie, czyli obszary znacznie wykraczające poza teren działania UPA, w niektórych przypadkach nawet ziemie o zwartym polskim zaludnieniu, rzekomo należące do średniowiecznej Rusi, np. Rzeszów. W połowie 1945 r. sotnie UPA całkowicie opanowały tereny wiejskie w pasie wzdłuż granicy od Jaślisk po Tomaszów Lubelski. W tym czasie banderowcy dopuścili się licznych zbrodni na ludności cywilnej i żołnierzach Wojska Polskiego. Przy tym polska ludność opuściła znaczne obszary na wschód od Sanu.

Członkowie OUN i UPA byli zdemoralizowani i gotowi popełnić najstraszliwsze zbrodnie z przyczyn etnicznych, nawet na członkach własnej rodziny. Znaczna część cywilnej ludności ukraińskiej pomagała OUN i UPA dobrowolnie, dostarczając żywność, odzież, informacje wywiadowcze oraz pocztę organizacyjną, pozostałych banderowcy zmuszali do współpracy: albo podporządkują się rozkazom, albo będą karani, łącznie z utratą życia. Nacisk, jaki banderowcy wywierali na ludność ukraińską, był niewyobrażalny. Społeczność ta samodzielnie nie była w stanie wyrwać się ze spirali strachu i terroru.

 

Geneza operacji

 

Dla komunistów w latach 1945–1947 priorytetem było przejęcie pełni władzy w Polsce przez pokonanie polskiej opozycji politycznej i zbrojnego podziemia niepodległościowego. Nacjonaliści ukraińscy nie stanowili niebezpieczeństwa dla ich rządów, wręcz przeciwnie, ich działalność uzasadniała potrzebę stosowania pewnych nadzwyczajnych środków. Dowództwo WP nie stworzyło skutecznej taktyki zwalczania UPA. Urzędy bezpieczeństwa publicznego i Informacja Wojskowa nie potrafiły rozpracować struktur OUN i UPA. Powodowało to nieskuteczność działań. Siły wojskowe skierowane do Polski południowo-wschodniej były niewystarczające dla trwałego opanowania terenu i zapewnienia jego mieszkańcom bezpieczeństwa. Na wiosnę 1947 r. dowództwo UPA planowało kolejną intensyfikację ataków, szczególnie na obszarach o zwartym polskim osadnictwie. Przywódcy OUN i UPA spodziewali się rychłego wybuchu III wojny światowej, podczas której ukraińscy nacjonaliści mieli wywołać antykomunistyczne powstanie w Związku Sowieckim. Liderzy nacjonalistów łudzili się nawet, że Ukraina obejmie kierownictwo w ruchu narodów zniewolonych przez ZSRS.

Bezpośredni impuls do intensyfikacji działań przeciwko banderowcom dał udany zamach UPA na komunistycznego wiceministra obrony narodowej, gen. Karola Świerczewskiego, przeprowadzony pod Jabłonkami 28 marca 1947 r., a także masakra trzydziestu żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza w tym samym miejscu cztery dni później.

W pierwszej połowie kwietnia 1947 r. opracowano plan działania, który zakładał koncentrację na terenach objętych działalnością UPA ok. 20 tys. żołnierzy WP, a następnie przystąpienie do zwalczania grup OUN i UPA z jednoczesną ewakuacją całej ludności ukraińskiej i części polskiej (wspierającej UPA).

Pogrzeb Michała Dorociaka i jego trzech synów (17, 10 i 7 lat), zamordowanych przez banderowców 3 listopada 1944 r. w Sufczynie k. Przemyśla. Fot. Grzegorz Iwaneczko, ze zbiorów Dariusza Iwaneczki

 

Przebieg operacji

 

Operacja rozpoczęła się w drugiej połowie kwietnia 1947 r. od koncentracji jednostek Grupy Operacyjnej (GO) „Wisła”. Ewakuacja ludności cywilnej ruszyła 28 kwietnia. Podstawą prawną ewakuacji ludności ukraińskiej z terenu działań terrorystycznych OUN i UPA była ustawa z 30 marca 1939 r. o wycofaniu urzędów, ludności i mienia z zagrożonych obszarów państwa. Nakładała ona obowiązek zapewnienia pracy i warunków bytowych ewakuowanej ludności. Na realizację ewakuacji przeznaczono 65 mln zł. Zapewne kwota ta nie pokryła całości poniesionych kosztów. Ewakuowana ludność na każdym etapie znajdowała się pod opieką Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, który dostarczał jej żywność, paszę dla zwierząt oraz zapewniał opiekę medyczną. Ludność ukraińską osiedlono na tzw. ziemiach odzyskanych, czyli w zachodniej i północnej Polsce. Przesiedleńcy otrzymali poniemieckie domy i gospodarstwa rolne w zamian za pozostawione mienie. Przyznawano im zapomogi na zagospodarowanie. Na podobnych zasadach PUR osiedlał Polaków z Kresów Wschodnich. Państwo gwarantowało zachowanie własności prywatnej. Należy jednak przyznać, że część przydzielanych budynków była zdewastowana, a lepsze zostały już wcześniej zajęte. Operację przeprowadzono wiosną i latem w sposób humanitarny, co dawało dostatecznie dużo czasu na przygotowanie się do zimy. Niektórzy zdążyli nawet zebrać zboża jare lub ziemniaki na nowym miejscu osiedlenia. Dla części osób uwikłanych we współpracę z banderowcami przesiedlenie było swoistą szansą na uniknięcie odpowiedzialności karnej. Ponadto w nowych miejscach zamieszkania ludność ukraińska i łemkowska nie była narażona na terror ze strony OUN/UPA. Grupa Operacyjna „Wisła” przesiedliła 140 575 osób – Ukraińców i Łemków, w tym z województwa krakowskiego 10 510, rzeszowskiego 85 339 i lubelskiego 44 726. Polakom po kilku tygodniach przetrzymywania w tzw. punktach zbornych pozwolono powrócić do domów lub osiedlić się w sąsiednich miejscowościach. Spore skupiska ludności ukraińskiej pozostały w miastach, np. Przemyślu, Sanoku i innych miejscowościach. W sumie na terenach operacji „Wisła” pozostało kilka tysięcy Ukraińców.


Działania militarne

 

Na terenie Polski na początku 1947 r. działały cztery kurenie (bataliony) i kilka samodzielnych sotni (kompanii) UPA. Siły te należy szacować na ok. 2,5 tys. partyzantów, dobrze wyszkolonych oraz zaopatrzonych w broń i dużą ilość amunicji. Siłą ognia grupy UPA niejednokrotnie górowały nad podobnymi pododdziałami WP lub milicji. Do tego należy doliczyć ok. 3,5 tys. cywilnych członków OUN i różnych samoobron, których można było szybko wcielić jako uzupełnienia do UPA. Banderowcy w walce byli bezwzględni. Grupy OUN i UPA często uciekały się do podstępów – udając żołnierzy WP lub polskich partyzantów.W postępowaniu z jeńcami, żołnierzami WP lub milicjantami zazwyczaj były bezwzględne – mordowały ich na miejscu.

W początkowym okresie operacji „Wisła” oddziały WP prowadziły głównie działania rozpoznawcze. Oszczędzano zdrowie i życie żołnierzy. W tym czasie sotnie UPA utraciły zaopatrzenie, łączność i informacje wywiadowcze. Spowodowało to dezercje, nawet do pięciu członków sotni dziennie. Pod koniec maja 1947 r. nastąpiło wzmożenie działań WP przeciwko UPA na Pogórzu Przemyskim. Zgrupowania banderowców otaczano, ale oni przebijali się nawet przez potrójne linie wojska. Przy tym masakrowano żołnierzy. Za uciekającym kureniem przemyskim posłano oddziały WP, które nękały banderowców ciągłą pogonią. Wojsko zlikwidowało w całości sotnię „Łastiwki”, sotnia „Kryłacza” zmalała zaś do rozmiarów czoty (plutonu).

Brak bazy zaopatrzeniowej i nasycenie terenu wojskiem sprawiły, że sotnie UPA nie mogły dłużej przebywać na terenie Polski. Kureń łemkowski przeszedł granicę z USRS i tam kontynuował walkę. Sotnie kurenia przemyskiego pieszo przez Czechosłowację próbowały dostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Jednak do Niemiec dotarła tylko część sotni „Hromenki” z dowódcą przemyskiego kurenia, Mikołajem Sawczenką „Bajdą”, i Michałem Dudą „Hromenką” oraz niewielkie grupy z innych oddziałów. Sotnie na terenie powiatów jarosławskiego, lubaczowskiego i na Lubelszczyźnie rozproszyły się na mniejsze grupy, które po pewnym czasie likwidowało wojsko. Część członków UPA pod fałszywymi nazwiskami ukryła się pośród ludności cywilnej.

Przenoszenie trumien ze zwłokami żołnierzy WP, którzy zginęli podczas potyczki z trzema sotniami UPA; cmentarz na Zasaniu w Przemyślu. Fot. ze zbiorów Danuty Okoń

Według danych wojskowych, GO „Wisła” ujęła 820 banderowców. W czasie działań zabito 630 członków OUN i UPA. W walkach z banderowcami zginęło 93 żołnierzy GO „Wisła”, a 91 odniosło rany. Przy GO „Wisła” działał Sąd Wojskowy, który w trybie doraźnym skazywał ujętych z bronią członków banderowskiego podziemia. Zapadły 173 wyroki śmierci, z czego wykonano 120.

W wyniku operacji „Wisła” latem 1947 r. zakończyły się partyzanckie działania UPA w Polsce. W terenie pozostały nieliczne grupy członków ukraińskiego podziemia, które nie podejmowały większych akcji. Jednak ukrywający się banderowcy byli nadal groźni dla ludności cywilnej. Jeszcze wiosną 1948 r. miejscowi członkowie OUN oraz grupy przybyłe z USRS próbowały organizować akcje zaczepne.


Centralny Obóz Pracy

 

Aresztowani podejrzewani o współpracę z OUN/UPA byli kierowani do podobozu ukraińskiego w Centralnym Obozie Pracy (COP) w Jaworznie. Zgodnie z obowiązującym ówcześnie prawem osoby te miały status tymczasowo aresztowanych. Do Jaworzna trafiło 3871 osób. Wśród osadzonych znajdowali się Ukraińcy, Łemkowie i Polacy, zatem odosobnienie nie miało charakteru represji z powodów etnicznych. Dość szeroko traktowano formę współpracy z banderowcami, ponieważ uważano za nią również zawarcie lokalnego porozumienia o zawieszeniu broni. W literaturze ukraińskiej COP w Jaworznie jest kłamliwie nazywany obozem koncentracyjnym.

Upowcy złapani przez żołnierzy WP pod Sanokiem, maj 1947. Fot. AIPN

 

Spory uczonych

Działania prowadzone przez GO „Wisła” przeciwko banderowcom są określane jako operacja „Wisła”. Część historyków stosuje termin akcja „Wisła”, sprowadzając wydarzenia li tylko do akcji przesiedleńczej. Operacja „Wisła” jest oceniana różnie. Większość Polaków zamieszkujących tereny objęte działalnością OUN/ UPA uważa, że w ten sposób zdołano zakończyć krwawe walki i zmniejszyć poważnie liczbę ofiar wśród ludności cywilnej polskiej i ukraińskiej oraz żołnierzy WP. W południowo-wschodniej Polsce wojna trwała od 1939 do 1947 r.

W celu pacyfikacji ukraińskiego podziemia nie można było użyć rozwiązań politycznych, ponieważ nacjonaliści nie zakładali innego zakończenia swoich działań przeciwko Polakom niż „zwycięstwo albo śmierć”. Zatem alternatywą dla strony polskiej były opuszczenie terenów na wschód od Sanu i ewakuacja polskiej ludności lub całkowite zniszczenie ukraińskiego nacjonalizmu.

Celowość przeprowadzenia operacji „Wisła” jako działania w stanie wyższej konieczności w obronie polskiej racji stanu uznają m.in. następujący badacze: Władysław Filar – żołnierz 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, Zdzisław Konieczny, Lucyna Kulińska, Czesław Partacz, Ryszard Szawłowski i Andrzej Zapałowski. Również Ukrainiec Wiktor Poliszczuk, stwierdził, że operacja „Wisła” została przeprowadzona „w stanie wyższej konieczności”.

Niektórzy historycy ukraińscy i polscy uważają, że przesiedlenia dokonano, aby wynarodowić Ukraińców i zbudować jednolitą etnicznie Polskę lub że tzw. akcja „Wisła” była rewanżem za rzeź wołyńską. Są też badacze, którzy sądzą, że likwidacja partyzantki OUN/UPA była dla polskiego państwa koniecznością, lecz można było to osiągnąć bez przesiedlania ukraińskiej ludności cywilnej. Dodają przy tym, że przesiedlenia były formą stosowania odpowiedzialności zbiorowej, a używając tego środka, władze wybrały najłatwiejszy dla siebie sposób rozwiązania problemu.

 

* * *

Z pewnością pozbawienie Ukraińców i Łemków ich małej ojczyzny było bolesne.Jednak nikt spośród tych, którzy twierdzą, że banderowską partyzantkę w Polsce można było pokonać bez zastosowania masowych przesiedleń cywilów, nie przedstawił przekonującego planu innej operacji – takiej, która zmniejszyłaby cierpienia i ofary wśród cywilów.Za wynarodowienie części społeczności ukraińskiej i łemkowskiej winę ponoszą nacjonaliści, którzy wykluczyli z narodu ukraińskiego wszystkich niepodzielających ich barbarzyńskich idei. Ostatnio pogląd o wyłączeniu z narodu ukraińskiego wszystkich niepopierających ideologii banderyzmu dobitnie przedstawił syn dowódcy UPA, Jurij Szuchewycz, w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

Źródło:

https://przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/45190,Operacja-Wisla-inne-spojrzenie.html

KOMENTARZE

  • Sygnatariusze listu potępiającego akcję „Wisła” chcą byśmy zapomnieli o winie band UPA. Oto oni !!!
    Andrzej Ananicz, Andrzej K. Aumiller, Leszek Balcerowicz, Marek Balicki, Jacek Baluch, Jerzy Bartmiński, Władysław Bartoszewski, Bogumiła Berdychowska, Zygmunt Berdychowski, Andrzej Bober, Henryka Bochniarz, Jacek Borkowicz, Wojciech Borowik, Adam Borowski, Andrzej Borowski, Bogdan Borusewicz, Juliusz Braun, Jarosław Broda, Piotr Buczkowski, Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak, Andrzej Celiński, Mirosław Chojecki, Jolanta Chocholak, Jerzy Ciemniewski, Ireneusz Cieślik, Leszek Chwat, Grzegorz Cyganik, Izabela Cywińska, Waldemar Dąbrowski, Maria Dmochowska, Krzysztof Dołowy, Jan Dworak, Roman Duda, Małgorzata Dzieduszycka, Jerzy Eysymont, Czesław Fiedorowicz, Krzysztof Figel, Grzegorz Figura, Tomasz Fijałkowski, Zbigniew Florczak, Władysław Frasyniuk, Andrzej Friszke, Andrzej Gaberle, Wojciech Gasparski, Radosław Gawlik, Bronisław Geremek, Jerzy Giedroyc, Zbigniew Gluza, Jarosław Gowin, Marian Grześczak, Jerzy Gwiżdż, Adam Hanuszkiewicz, Józefa Hennelowa, Lothar Herbst, Adam Hlebowicz, Gustaw Holoubek, Stanisław Husakowski, Barbara Imiołczyk, Aleksander Jackowski, Zbigniew Janas, Andrzej Janowski, Jan Janowski, Tomasz Jarmot, Mirosław Jasiński, Adolf Juzwenko, Małgorzata Kamińska, Wiesław Kamiński, Zdzisław Kamiński, Bogdan Klich, Jerzy Kłoczkowski, Antonina Kłoskowska, Aleksander Koj, Eugeniusz Koko, Jerzy Kolczyński, Mirosław Kopydłowski, Stanisław Kracik, Jan Król, Krzysztof Król, Waldemar Kuczyński, Zofia Kuratowska, Joanna Kurczewska, Jacek Kurczewski, Jacek Kuroń, Marek Kurzyniec, Marek Langda, Irena Lipowicz, Jan Lityński, Krzysztof Luks, Andrzej Łoś, Andrzej Machowski, Janusz Maciejewski, Piotr Madajczyk, Agnieszka Magdziak-Miszewska, Tadeusz Maj, Zbigniew Makarewicz, Aleksander Małachowski, Piotr Marciniak, Henryk Markiewicz, Tadeusz Mazowiecki, Zbigniew Mączka, Jerzy Meysztowicz, Andrzej Micewski, Adam Michnik, Zdobysław Milewski, Czesław Miłosz, Piotr Mitzner, Leszek Moczulski, Kornel Morawiecki, Piotr Mucharski, Zdzisław Najder, Małgorzata Niespodzińska, Zbigniew Nosowski, Maria Nowakowska, Jerzy Marek Nowakowski, Piotr Nowina-Konopka, Barbara Okoniewska, Jan Okoński, Michał Okoński, Jan Olszowski, Janusz Onyszkiewicz, Zbigniew Opacki, Mieczysław Orski, Piotr Pankanin, Aleksander Paszyński, Robert Pawłowski, Krzysztof Piesiewicz, Wiesław Pietruszak, Piotr Polmański, Adam Pomorski, Jerzy Przystawa, Włodzimierz Puzyna, Anna Radziwiłł, Krzysztof Radziwiłł, Jan Maria Rokita, Andrzej Romanowski, Zbigniew Romaszewski, Andrzej Rościszewski, Jan Rulewski, Józef Maria Ruszar, Paweł Saar, Henryk Samsonowicz, Tomasz Schoen, Krystyna Sienkiewicz, Jacek Sieradzki, Włodzimierz Siwiński, Bohdan Skaradziński, Krystyna Słomińska, Artur Smółko, Stefan Starczewski, Joanna Staręga-Piasek, Tadeusz Stegner, Bożena Steinborn, Stanisław Stępień, Maria Stolzman, Toimasz Strzembosz, Hanna Suchocka, Bolesław Sulik, Tydeusz Syryjczyk, Jarosław Szostakowski, Adamm Szostkiewicz, Bernard Szweda, Iwona Śledzińska-Katarasińska, Jacek Taylor, Ludwik Turko, Jerzy Turowicz, Andrzej Urbanik, Andrzej Wajda, Roman Wapiński, Jan Waszkiewicz, Andrzej Werner, Andrzej Wielowieyski, Stefan Wilkanowicz, Tomasz Wiścicki, Jerzy Wocial, Jacek Woźniakowski, Henryk Woźniakowski, Jerzy Woźnicki, Wojciech Wrzesiński, Ludwika Wujec, Henryk Wujec, Krystyna Zachwatowicz, Bogdan Zadura, Maria Zajączkowska, Andrzej Zakrzewski, Paweł K. Zalewski, Marek Zieliński, Franciszek Ziejka, Wiesława Ziółkowska.
  • Pis i PO to pro banderowskie organizacje
    Obecność kaczyńskiego na majdanie i darcie ryja sława upadlinie oraz w nowych już okolicznościach takich jak jazda na upadline tych typów jak duda, tusk, kwasniewski i wielu innych zdrajców Polski jest hańbą i zdradą i pluciem na Polskie groby, ofiary bestialskiego ludobójstwa na bezbronnych niemowlętach, dzieciach, kobietach starcach i mężczyznach, dokonanego przez ukraińskie zwyrodnialców i bestie.

    Tyle złego dziś te wredne zakłamene pseudo historycy mówią i piszą o Rosji i Rosjanach ale to moich przodków i wiele innych Polskich rodzin w okolicach Tarnopola uratowali od zagłady właśnie żołnierze ROSYJSCY i byli ratunkiem dla Polakow w 44 roku. Ale niestety część zwyrodnialcy ukraincy z upa w okolicy Tarnopola zamordowowali.

    Dlatego nie mogę pojąć jak pis po czy nawet ten kwasniewski i inne gady popierają dziś tych co dokonali w Kijowie krwawego przewrotu i obecnie paradują z czerwono-czarnymi szmatami i symbolami upa i dalej w Donbasie mordują ludność i niszczą ich domy, szkoły szpitale a te parszywe dranie z pis, po, sld jeszcze z naszych podatków finansują tych neobanderowców i morderców ludności między innymi także w Odessie.
  • @Monaco 03:22:53
    Święta prawda!
  • @
    Jelenia Góra chce banderyzmu? Szokująca umowa z ANTYPOLAKAMI z Ukrainy ! Prof. Osadczy

    https://www.youtube.com/watch?v=YCmHnl3S4F4
  • Sygnatariusze to JUDE !!!!!! żydzi !!!!!!!!!!! wrogowie Polski i Polaków !!!!
    Autor pisze na początku artykułu [ Dominuje u nas pogląd, że przesiedlenie Ukraińców i Łemków w 1947 r. to zasługująca na jednoznaczne potępienie zbrodnia komunistyczna.* ] koniec cytatu .

    Słowianie ! od razu wiedziałem że ci dominujący to żydzi !!!!! i na końcu a jakże dowiedziałem się nazwiska tych dominujących !!!!! to są żydzi !

    POLSKA KRAJEM NEUTRALNYM ! wolna od dominacji żydów !!!!!


    Ireneusz Tadeusz Słowianin Lach.
  • "Operacja „Wisła” – inne spojrzenie"
    Inne spojrzeniem - tak naprawdę - to obecne nasycanie atrapy Polski banderssynami - czyli?
    Operację "Wisła" należy podzielić na dwa etapy - pierwszy etap - to (ograniczone) nasycanie atrapy Polski banderssynami w 1947 roku a drugi etap - to (nieograniczone), obecne nasycanie banderssynami atrapy Polski - które osiąga rozmiar milionów.
    Wniosek:
    To - co czarci pomiot zapoczątkował tutaj panem, towarzyszem Hitlerem i towarzyszem Stalinem - jest nadal kontynuowane. Zmieniają się tylko metody - cel pozostaje ten sam.
  • Zasady nic się nie zmieniły.
    Przyszłe państwo ukraińskie, w myśl teorii Dmytra Doncowa, miało być jednolite narodowościowo, rządzone na zasadach państwa faszystowskiego przez tzw. mniejszość inicjatywną (z „wodzem nacji” na czele), której obowiązkiem było stosowanie „twórczej przemocy” wobec pozostałej masy narodu ..............
  • @Jwu 09:36:58
    Panie Jacku, dlaczego w tytule jest zwrot "inne spojrzenie" ? Przecież do 1989 roku takie spojrzenie powszechnie obowiązywało ,tego uczyliśmy się w szkołach i to słyszeliśmy od uczestników tamtych wydarzeń.Strach pomyśleć co będzie, gdy to "właściwe",a nie "inne"spojrzenie będzie dalej ewoluowało?
    ************************
    Nie ja jestem autorem tego artykułu, ale Pan dr. Artur Brożyniak z rzeszowskiego IPN. Jeden z kilku, których da się policzyć na palcach jednej ręki, a być może i tak jeden lub dwa palce zostaną, uczciwych i piszących prawdę na ten temat ludzi z IPN. Z tego co się orientuję musiał użyć tych dwóch słów kluczy "inne spojrzenie", inaczej artykuł ten, najprawdopodobniej nigdy nie ujrzałby oficjalnie światła dziennego. Więc lepiej, że w IPNowskim wydawnictwie został puszczony tak, niż nie miałby ujrzeć światła dziennego nigdy.

    Tak jak gdański IPN, nie tyle załatwił, co zniszczył swoją młodą, uczciwą pracownicę, Panią Katarzynę Underwood, która nakręciła film z żyjącymi świadkami ukraińskiego ludobójstwa, i który miał premierę latem tego roku w Gdyni, gdzie byli obecni na premierz uczestnicy tego filmu, całe szefostwo IPN. Było miło, rąsia, buzia, uścisk dłoni szefów, wielkie gadki o zatroskaniu wyświetleniem prawdy o ludobójstwie na Kresach, że film ten pójdzie do szkół, aby na jego podstawie młodzież zdobyła swoją pierwszą wiedzę na ten temat i nagle... ZONK! Filmu zakazano rozpowszechniać w szkołach, jego autorce cofnięto wszystkie przyznane fundusze na dalsze nagrywanie relacji, żyjących jeszcze świadków i gnoi ją się za to co zrobiła zgodnie z zaleceniem koncertowo.

    Ja wiem, że do 1989 roku takie spojrzenie powszechnie obowiązywało ,tego uczyliśmy się w szkołach i to słyszeliśmy od uczestników tamtych wydarzeń, ale od czasów tzw. ,,przemian za przeproszeniem ustrojowych, sami daliśmy sobie założyć kajdanki i łańcuchy na umysł i sumienie, a teraz dziwimy się, że trzeba znów walczyć i dosłownie odwojowywać bojem rzeczy oczywiste.

    Po nowym roku opublikuję swój własny artykuł pt. SS-mani Andersa, wraz z filmem mówiącym o tym jak Anders uratował rzeźników z SS Galizien, pt. SS Galizien w Wielkiej Brytanii

    Pozdrawiam serdecznie
  • @Jacek Boki 11:15:25
    Dużo wcześniej niż od czasów tzw. ,,przemian za przeproszeniem ustrojowych, sami daliśmy sobie założyć kajdanki i łańcuchy na umysł i sumienie, a teraz dziwimy się, że trzeba znów walczyć i dosłownie odwojowywać bojem rzeczy oczywiste.

    Złamane polskie sumienie prostego postępu przez system wirowania w miejscu równowagą 3 x 120 stopni.

    Oczywista jest równowaga liczb parzystych, lecz zapisać to w konstytucji – trzeba znów walczyć i dosłownie odwojowywać bojem rzeczy oczywiste.
  • Przytoczone rozważania dotyczące decyzji rozpoczęcia "Akcji Wisła" dotyczą motywacji decyzji gen Mossora
    Proponowal on wcześniej taką akcję bezskutecznie lecz po zabiciu gen Świerczewskiego Żymierski wydał mu rozkaz do "Akcji Wisła" z dyrektywą zabraniającą wykorzystywania wojska do walki z podziemiem UPA. Gen Mossor zignorował tą dyrektywę i UPA w czasie tej akcji straciło 100 5 struktur i 60 % skladu osobowego.
  • Operacja Wisła
    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/wisla.html

    "...gdyby nie istnienie i działania OUN-UPA, nie byłoby przymusu w trakcie wymiany ludności i nie byłoby operacji „Wisła”.

    Stąd należy sformułować wniosek, że nie w samym istnieniu ukraińskiej mniejszości narodowej w Polsce powojennej leżały przyczyny stosowania przymusu w trakcie wymiany ludności, nie w chęci pozbycia się skupisk ukraińskich w Polsce tkwiły przyczyny podjętych przez władze polskie kroków w postaci operacji „Wisła”, a jedyną ich przyczyną było istnienie i działanie struktur Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Bandery, dążącej do oderwania od państwa polskiego jej południowo-wschodnich terytoriów......

    W związku z powyższym należy również pamiętać, że takie wzory demokracji zachodniej, jak Stany Zjednoczone i Kanada, po przystąpieniu Japonii do drugiej wojny światowej po stronie koalicji hitlerowskiej, dokonały osadzenia wszystkich Japończyków w obozach odosobnienia i pozbawiły ich majątku, w tym nieruchomości, których nigdy japońskim obywatelom Kanady i Stanów Zjednoczonych nie zwrócono. Znów więc w ocenie zaszłości w Polsce należałoby porównać je z działaniami państw demokratycznych..."
  • Operacja Wisła
    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/wisla.html

    "...Przesiedleńcy tymczasem przeżywali oszołomienie, zupełnie nie spodziewali się, że taka spotka ich "kara". "Trudno dziś uwierzyć - pisze jeden z przesiedleńców, obecnie mieszkaniec Kaławy koło Międzyrzecza Wlkp. - ale byli pośród nas tacy, co niszczyli elektryczność (w otrzymanych domach) i zapalali przywiezione z sobą naftowe lampy. Elektryczność ich przerażała. Niektórzy znów zrywali podłogi w domach, nosili glinę, mieszali ją z plewami lub sieczką i ubijali klepisko. Podłoga wydała się im być nazbyt pańska. To był prawdziwy szok, ten przeskok z bieszczadzkiego średniowiecza w poniemiecki dwudziesty wiek. Szczęściem najwyższym znów byt kierat poruszany za pomocą koni, każdy kto go miał, obnosił się z tym po sąsiadach dumnie niby paw..." ,,Mówią dziś o odszkodowaniach za mienie pozostawione w górach, ja bym tej kwestii nie tykał, bo może się zdarzyć, że to nie nam państwo, lecz my państwu będziemy płacić odszkodowanie za dobro, jakim nas obdarzyło ono zabierając z tej mizeroty łemkowskiej w inny, bogatszy świat" - przestrzega znów inny przesiedleniec, mieszkający w Starym Łomie woj. legnickie....."
  • Okupacja banderowska terenów dzisiejszego Podkarpacia
    http://www2.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/banderowcy.html

    "...O skali problemu związanego z ciągłym zagrożeniem ludności cywilnej świadczy liczba zniszczonych i zdewastowanych wsi. W powiecie jarosławskim zniszczono 5612 zabudowań, w lubaczowskim – 7470, w sanockim – 8260, w leskim – 2565, a w gorlickim – 3452. Tyko podczas operacji „Wisła” zostało spalonych 1118 gospodarstw i 3926 ha lasów. Dane te świadczą o braku skutecznego wsparcia ze strony państwowego aparatu bezpieczeństwa i wojska ludności cywilnej, która niejednokrotnie była pozostawiona sama sobie. Nie jest normalna sytuacja, gdzie dwa lata po zakończeniu wojny światowej tj. od maja 1945 r. do lata 1947 roku, w rejonie nowej granicy, która rozgraniczała sojusznicze państwa formacje partyzanckie w miarę swobodnie dokonują takich zniszczeń. Kolejnym przykładem może być tu powiat przemyski, gdzie od 3 września do 12 listopada 1945 roku UPA spaliła 60 wsi z 4592 zabudowaniam.

    Oddziały UPA czuły się na terenie południowo-wschodniej Polski całkowicie bezpieczne. Kwaterowały w wioskach, odbywały przemarsze drogami publicznymi, w biały dzień dokonywały mordów, niszczyły mosty, napadały na pododdziały wojska i milicji. Wprowadzały wśród ludności chaos i panikę. Miały one poparcie miejscowej ludności ukraińskiej, wymuszane niekiedy terrorem. ....

    Z badań autora wynika, że tylko w powiecie przemyskim (dane wstępne) w latach 1944–1948 oddziały UPA dokonały co najmniej 770 napadów, podczas których zamordowali ponad 100 współrodaków. Jeżeli tą liczbę przemnożymy przez liczbę powiaty, to otrzymamy przybliżoną skalę i ogrom cierpień ludności cywilnej związanej z działaniami formacji nacjonalistów ukraińskich...."
  • @Jacek Boki 11:15:25Anders po pobycie na Łubiance spędzil kilkutygodniową "rekonwalescencję" w domu rodziny Berii
    Następnie zaczął pelnić rolę stalinowskiego Mojżesza dla kandydatów na palestyńskich nowohebrajczyków , z którymi ewakuowanych zostalo z ZSRR ponad 100 tysięcy Polaków i "mniejszości" w tym 500 dzieci pod wodzą Hanki Ordonówny (polskie dzieci wysłano do Nowej Zelandii gdzie zostały rozdane do adopcji luterańskim rodzinom) i około 1500 Żydów ignorujących według Andersa nakaz religii żydowskiej i chrześcijańskiej oraz polskiej racji stanu czyli walkę o pańswo żydowskie w Palestynie (także według "Bez ostatniego Rozdzialu") Poza rolą stalinowskiego Mojżesza Anders spełnił rolę likwidatora Polskich Sił Zbrojnych i Rządu w Londynie a także przechwycił ukryty przed nim 1,5 miliona $ z ośmiu, które pozostaly z 12 milionów $ wymolestowanych przez Mikołajczyka i gen Tatara od prez. USA Rosevelta na działalność AK. W tym celu napisał do ppłk. Dorotycz Malewicza ps "Ryszard Hańcza" list z oskarżeniami gen Bora Komorowskiego i dowódców powstania warszawskiego o zbrodnie wojenne i ludobójstwo na ludności Warszawy lecz gdy ten zamiast przekazać mu wszystkie dolary wysłał je zgodnie z rozkazami do dywizji gen Maczka został przez służby prokuratorskiegen Andersa oskarżony o zakazane konszachty z Warszawą , aresztowany i znaleziony jako samobójca. Anders ożenił się drugi raz z mężatką o pseudonimie "Renata Bogdańska" - córką grekokatolickiego popa i w 1965r nadal krzyż Virtuti Militari bylemu dowódcy Dywizji Galicyjskiej SS. Skutecznie interweniowal przeciw przekazaniu jeńców tej dywizji do ZSRR a niektórych włącztł do kompanii wartowniczych , czyli i przedsiębiorstwa ochroniarskiego w jakie zamienił Korpus..( za przechwycone dolary jego zaufani otworzyli przedsiębiorstwa, które szybko splajtowaly oraz kupowali nieruchomości także w Palestynie prawdopodobnie od Palestyńczyków, które szybko drożały. Takich możliwości nie mieli generalowie ani kombatanci polscy z powodu braku życzliwości Berii więc przekazali dolary dla Rządu Bieruta i jak im się wydawało Mikołajczyka)
  • @Jwu 21:38:33
    Z Andersa to był taki generał jak z koziej dupy trąba ... jego największe "osiągniecie" - Bitwa pod Monte Cassino to bitwa niepotrzebna, w której bez sensu przelano polską krew i trudno mówić nawet o zwycięstwie Polaków skoro Niemcy się sami wycofali, wcale nie dlatego że Polacy atakowali tylko zostali oskrzydleni w całkiem innym miejscu frontu i bali się dostania w kocioł. Ciekawe jest natomiast dlaczego Niemcy obsadzili ruiny klasztoru, skoro wcześniej zobowiązali się do klasztoru nie wkraczać. Otóż dlatego że były to już ruiny a nie klasztor po brawurowym nalocie US Force. Ciekawa historia jak się jej przyjrzeć, bo raczej klasztor na szczycie góry trudno jest zbombardować przez pomyłkę a i z premedytacją jest to raczej trudne zadanie.
    Wracając do Andersa - jakim trzeba być skurwysynem żeby zapewnić bezkarność katom powstańczej Warszawy, tym którzy rozstrzeliwali na Woli, rabowali, palili, gwałcili. Bo to wcale nie Niemcy pacyfikowali Warszawę powstańczą tylko podwładni Kamynskiego i Dirlewangera - w większości Ukraińcy i u Dirlewandera częściowo niemieccy kryminaliści. Z Kamynskim jeszcze pod koniec sierpnia Niemcy z SD zrobili porządek a część jego hordy wysłano do nowo tworzonej Armii gen Własowa gdzie spotkała się z wybitną niechęcią etnicznych Rosjan będących jej trzonem. Po wojnie Rosjan wysłano wraz z Własowem na powieszenie do ZSRR a Ukraińców za poręczeniem Andersa do Kanady (pachnącej żywica). Za szczególne zasługi Andersa dla "sprawy polskiej" Kaczelnik Państwa, primo voto Kalkstain ( brat bliźniak prezydenta tysiąclecia ) wyznaczył córkę antypolskiego generała na senatora III RP (chociaż numeracja RP jest zmienna i być może jest to już IV RP a może nawet V) a obecnie osoba ta pilnuje właściwej pamięci "generała" jako ambasador RP we Włoszech
  • @Drab61 23:26:21 Anders był protegowanym Piłsudskiego, który go cenił za dowodzenie oddziałami broniącymi Rządu Witosa przed
    jego faszystowskim zamachem, Obaj byli sjnistycznymi kabotynMI BARDZO ZASŁUŻONYMI DLAPRUSKIEGO ŻYDOSTWA SJONISTYCZNEGO. Podobnie swoj kabotynizm uzasadniali formalnie jako lutrowie (Piłsudski przechrzcił się dla drugiego mariażu) nie odróżniający Starego Testamentu od Ewangelii jako Pisma Świętego (dopiero okolo 20 lat temu prof Hebrajskiego Uniwersytetu a podstawie wynikow badań korzeni sjonistycznych kolonizatorow Palestyny z Polski i ZSRR stwierdził mitologiczność Starego Testamentu pisanego przez proroków w formie poprawnej narodotwórczej historii-Hagady do czasu aż około 2 tysiące lat temu zaistniał naród Heroda).
    Obu interesowalo państwo polskie na terenach zaboru rosyjskiego jako państwo szlachty kresowej (jagiellońskiej) i poprawoslawnych mniejszości w tym "etnicznych Litwinów " po depolonizacji. Korfantemu prosącemu o pomoc dla powstańcow śląskich Piłsudski w Belwederze odpowiedział, że Śląsk go nie interesuje bo może go przykryć palcem na mapie, Żabotyńskiemu tego o Palestynie nie powieział.
  • @Drab61 23:26:21 Jeszcze o Andersie jako bratniej duszy Berii i Stalina oraz sprawach polskich
    https://telewidz.neon24.pl/post/151089,niezlomni-kresowiacy-z-nieba-wdzieczni-kukizowi-i-narodowcom
  • Krytyczne uwagi o bitwie o Monte Cassino
    http://www2.kki.pl/piojar/brygad/brygad/cassino/uwagi/uwagi.html

    .....Gen. Sosnkowski tak pisał o tej sprawie: “Gdy w marcu 1944 roku przybyłem na inspekcję do 2 Korpusu bytem zaskoczony faktem dokonanym, a mianowicie samowolnym zobowiązaniem, zaciągniętym przez gen. Andersa wobec Dowódcy 8 Armii brytyjskiej, gen. Leese. W myśl tych zobowiązań Korpus polski w nowej (majowej) ofensywie, miał wykonać najcięższa cześć zadania, a mianowicie natarcie czołowe na umocniony masyw klasztoru Monte Cassino. Było rzeczą jasną, że uderzenie takie mocno skrwawi nasz Korpus, zaś po osobistym rozpoznaniu odcinka natarcia w terenie, powziąłem przeświadczenie, ze straty nasze będą stosunkowo olbrzymie.

    Zadanie Korpusu podjęte przez gen. Andersa na własna rękę, przekreślało wyniki mojej konferencji z generałem Alexandrem, który jesienią 1943 przyrzekł mi w przydziale zadań dla Korpusu oszczędzać krew polską i porozumiewać się uprzednio ze mną. Na pierwszy rzut oka wydawać się mogło, że generał Alexander postąpił nielojalnie. Zapoznawszy się jednak bliżej z okolicznościami, w jakich nastąpiło przyjęcie przez Andersa propozycji gen. Leese, doszedłem do wniosku, iż generał Alexander, przyzwyczajony do brytyjskich norm dyscypliny i ładu wojskowego, zapewne nie mógł ani na chwilę przypuszczać, że zgoda gen. Andersa na propozycję dowódcy 8 armii powzięta została na własną rękę, poza plecami polskiego Naczelnego Wodza. Oczywiście zgromiłem generała Andersa w słowach ostrych i pełnych zrozumiałej goryczy. Zostały one streszczone w jego książce (“Bez ostatniego rozdziału" ) na stronicy 222 niedokładnie i niekompletnie. Słowa: “Monte Cassino nie zdobędziecie" zostały włożone w moje usta chyba tylko dla efektu.

    Prawdą jest natomiast, że plan dowództwa brytyjskiego wydał mi się wadliwym właśnie w odniesieniu do zadań przydzielonych naszemu Korpusowi: uderzenie frontalne, na wąskim odcinku natarcia, w terenie szalenie trudnym i na pozycję silnie ufortyfikowaną wydawało mi się niepotrzebnym marnowaniem krwi ludzkiej. Byłem zwolennikiem zdobycia Monte Cassino przezeń obustronne oskrzydlenie bastionu Monte Cassino. Prawdą jest również, iż w stosunku do generała Andersa użyłem zacytowanych przezeń słów: “pióropusz biały Panu się śni". Powiedziałem mu jednak wiele więcej: oświadczyłem więc przede wszystkim, że uważam jego samowolny postępek za naruszenie dyscypliny wojskowej, przy tym bardzo niebezpieczne i wysoce szkodliwe na wygnaniu, powiedziałem mu dalej, że dysponowanie krwią polską w ciężkiej walce politycznej o przyszłość i prawa naszego narodu należy do władz zwierzchnich Rzeczypospolitej: że pomijanie tych władz na rzecz obcych ośrodków dyspozycji ułatwia tym ośrodkom wygrywanie ambicji jednostek dla swoich własnych celów, które przecież mogą pozostawać w sprzeczności z naszymi celami narodowymi, jak tego dowiodła konferencja w Teheranie i przemówienie Churchilla w Parlamencie z dnia 22 lutego.

    W normalnych warunkach jedyną właściwą konsekwencją samowoli gen. Andersa byłoby odebranie mu dowództwa Korpusu. Na obczyźnie, wobec zarysowanego już wyraźnie zagrożenia naszej sprawy, oraz w naszych nieszczęsnych warunkach domowych, decyzja podobna z mej strony groziłaby skandalem w stosunkach zewnętrznych, nieobliczalnymi tarciami na wewnątrz. Niemałą rolę w mojej decyzji ówczesnej, oszczędzającej gen. Andersa, odgrywał jeden z głównych celów, który sformułowałem dla siebie, obejmując stanowisko Naczelnego Wodza: mianowicie, aby poprzez sukcesy bojowe jednostek polskich przywrócić zaufanie narodu do Sił Zbrojnych, zaś im samym wiarę w siebie — owe bezcenne wartości nadszarpnięte przez kieskę wrześniową i przez nierozumną eksploatację tej klęski dla wewnętrznych porachunków politycznych. Gen. Andersa znałem i ceniłem jako sprawnego i dobrego dowódce na średnich szczeblach dowodzenia: dzielił on losy swych podkomendnych w sowieckiej niewoli i cieszył się ich zaufaniem: zastąpić go więc na stanowisku dowódcy 2 Korpusu w przededniu ciężkich walk nie było rzeczą łatwa. Postanowiłem wiec poprzestać na wytknięciu generałowi Andersowi niewłaściwości jego postępowania, zaś swoje uwagi krytyczne, dotyczące całości planowanej operacji majowej przekazać za pośrednictwem gen. Andersa dowódcy 8 armii".
  • @Jwu 21:23:28
    Dziękuje za informację , tego nie znałem
  • Państwo PIS przemilcza ten haniebny czyn gen. Andersa w swojej tzw. polityce historycznej. Taka polityka, jakie państwo ...
    Polska zbrodnia miłosierdzia...jak polski generał ukraińskich ssmanów ratował..."Bezczelność dawnych oprawców, czy naiwność Polaków? Jedno i drugie. Do dziś nie mieści się w głowie, że kaci naszych dziadków znaleźli potem ocalenie pod polskimi skrzydłami.

    Zdumiewające są historie ludzi, którzy najpierw byli mordercami Polaków, a potem w desperackiej ucieczce przed sowietami chowali się za polskimi plecami. Tupetu im na ogół nie brakowało, choć nie zawsze mieli szczęście. Na ironię losu zakrawa fakt, że również Dmytro Doncow, główny ideolog zbrodniczego ukraińskiego nacjonalizmu, przyszedł do ambasady polskiej w Bukareszcie, gdzie spotkał Jerzego Giedroycia i gdzie wydano mu polski paszport, który pozwolił Doncowowi wydostać się przez amerykańską strefę okupacyjną do Kanady. Nieprzypadkowo też słynny współtwórca zbrodniczego ruchu ukraińskich nacjonalistów Stefan Bandera mieszkał po wojnie w Monachium, w amerykańskiej strefie okupacyjnej, pod polskim nazwiskiem Stefan Popiel." Natomiast wiedza na temat trzeciej listy generała Andersa jest wstydliwie skrywana przez polskich historyków. Bo też i chwalić się nie ma czym, skoro generał Anders, polski bohater spod Monte Cassino, tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej uratował skórę ukraińskich SS-manów z SS-Galizien i innych formacji wojskowych współpracujących z Niemcami.

    Tylko dzięki Andersowi ukraińscy mordercy, którzy brali wcześniej udział w ludobójstwie Polaków na Wołyniu i krwawym tłumieniu Powstania Warszawskiego, nie zostali po wojnie deportowani do Związku Radzieckiego i mogli spokojnie mieszkać i żyć na Zachodzie. Dzięki temu później rozkwitł nacjonalizm ukraiński w Kanadzie, skąd rekrutują się obecni pogrobowcy UPA. Mało tego, 20 lat po wojnie generał Anders nadał dowódcy ukraińskich SS-manów polski order Virtuti Militari. To się po prostu nie mieści w głowie! Trzecia, tajna i przemilczana lista Andersa, to 8 tysięcy Ukraińców uratowanych przed zemstą Stalina. Z tego 176 Ukraińców zostało wcielonych w szeregi 2. Korpusu Wojska Polskiego. Generał Władysław Anders postanowił jednak pochylić się nad nimi i uratować ich przed zemstą Stalina. Nie wiadomo, czym się wtedy kierował. Niemożliwe, by nie dotarły do niego wiadomości o zbrodniach popełnianych na Polakach przez ukraińskich SS-manów. Niemożliwe, by nic nie wiedział o pacyfikacji Huty Pieniackiej, Podkamienia czy Chodaczkowa Wielkiego. Niemożliwe, by nie zdawał sobie sprawy z morderstw popełnianych przez Ukrainców w czasie Powstania Warszawskiego. A jednak przystał na pakt z diabłem. Zgodził się mianowicie spotkać z generałem Szandrukiem, dowódcą Ukraińskiej Armii Narodowej, w szeregach której kryli się mordercy. Owo spotkanie zaowocowało tym, że generał Anders udzielił ochrony prawnej tym Ukraińcom, którzy byli wcześniej obywatelami polskimi. Po prostu – uznał 8 tysięcy żołnierzy tej jednostki za pełnoprawnych Polaków. Tych 8 tysięcy Ukraińców nie zostało dzięki temu deportowanych do ZSRR. Część z nich wyjechała potem do Kanady, część do Wielkiej Brytanii. W 2001 r. powstał dokumentalny film „SS in Britain”, z którego zdumieni Anglicy dowiedzieli się, że ich sąsiedzi, „spokojni” i „porządni” ludzie, w czasie II wojny światowej zabijali Polaków wraz z Niemcami. W 2009 r. Ambasada Ukrainy w Polsce zaproponowała radzie miasta Skierniewice (w Polsce!), aby jedną z ulic w tym mieście nazwać imieniem generała Pawło Szandruka. Pomysł zrodził się stąd, że przed wojną Szandruk był szefem sztabu 18. Pułku piechoty w Skierniewicach, a w czasie niemieckiej okupacji pracował jako kierownik niemieckiego kina w tym mieście. Na szczęście, zapobiegł temu ostry sprzeciw polskich kombatantów ze Skierniewic, którzy pamiętają jeszcze pana Szandruka, Ukraińca, co chodził najpierw w polskim, potem w ukraińskim, potem znowu w polskim, a na końcu - w niemieckim mundurze. A dokładnie, w mundurze SS.

    http://radiopomost.com/wp/uncategorised ... w-ratowal/
    ''W 2001 roku opinię publiczną nie tylko w Polsce poruszył film dokumentalny BBC autorstwa Juliana Hendy'ego, opowiadający o licznych zbrodniach dokonanych przez SS-Galizien na Polakach, żydach i Słowakach. Hendy wskazywał, że w Wielkiej Brytanii jako szanowani obywatele żyją esesowscy weterani tej dywizji. Dostali się tam dzięki wstawiennictwu generała Andersa, który zgodnie z prawdą zaświadczył, że byli oni obywatelami polskimi i nie podlegają jurysdykcji sowieckiej. O zbrodniach SS-Galizien niewiele wówczas wiedziano.''

    https://www.wprost.pl/154803/IPN-prowad ... ieniackiej

    Polska wniosła o ekstradycję z USA Michaela Karkoca - byłego członka SS "Galizien". We wniosku IPN czytamy, że 98-letni Michael Karkoc to Ukrainiec, który po wojnie wyemigrował do USA. Podejrzewa się go o popełnienie zbrodni przeciwko ludzkości, którą równocześnie uważa się za zbrodnię wojenną. Według informacji IPN 23 lipca 1944 roku "jako dowódca kompanii pozostającego w służbie niemieckiej Ukraińskiego Legionu Samoobrony wydał podległym sobie żołnierzom rozkaz zabicia 44 mieszkańców wsi Chłaniów, Kolonii Chłaniów i Kolonii Władysławin oraz spalenia zabudowań tych miejscowości".

    https://wiadomosci.onet.pl/swiat/polska ... en/76kjmfe

    1 Dywizja UAN - 14 Dywizja Grenadierów SS i wcielony w jej skład w lutym 1945 Ukraiński Legion Samoobrony (biorący w drugiej połowie września 1944 udział w tłumieniu powstania warszawskiego na Czerniakowie i w walkach w Puszczy Kampinoskiej). A gen. Anders ratował tych zbrodniarzy.

    Ukraińscy strażnicy pełnili służbę nie tylko w Oświęcimiu. W obozie przymusowej pracy (Arbeitslager) dla żydów w Treblince straż stanowiło 20-25 niemieckich SS-manów (Niemców i Austriaków) i około 80-120 strażników ukraińskich. Obozie pracy w Budzyniu koło Kraśnika strzegła załoga składająca się z Niemców i Ukraińców, którzy przeszli na służbę niemiecką. Stan załogi wynosił od 50 do 70 funkcjonariuszy. Byli to głównie strażnicy obozowi i policja ukraińska. Straż centralnego obozu w Sztutowie pełniło ponad 600 esesmanów, rekrutujących się głównie z Niemców gdańskich. W 1944 roku do załogi wartowniczej Stutthofu dołączyła grupa 100 Łotyszów i kilkudziesięciu Ukraińców, umundurowanych na czarno i wykorzystywanych jako jednostki pomocnicze dla wartowników niemieckich. Jak pisze Rafał Panas w Dzienniku Wschodnim tzw. „Czarni” byli postrzegani jako najbardziej okrutni strażnicy obozów koncentracyjnych. Jak pilnować więźniów, m.in. ukraińscy ochotnicy uczyli się w Trawnikach niedaleko Lublina. Szkolenia obcokrajowców w Trawnikach ruszyły w 1941 roku. Obóz szkoleniowy uruchomił Odilo Globocnik, szef SS i policji w dystrykcie lubelskim. Zjeżdżali do niego wzięci do niewoli sowieccy żołnierze, którzy zgodzili się współpracować z Niemcami. Nie każdy mógł trafić do Trawnik. Niemcy zrobili dokładną selekcję wśród tysięcy jeńców z Armii Czerwonej. Odpadali żołnierze podejrzani o działalność komunistyczną. Kolejnymi kryteriami był wiek, wygląd, stan zdrowia, chęć służenia Trzeciej Rzeszy oraz znajomość języka niemieckiego. Zdecydowana większość wyselekcjonowanych była Ukraińcami. Wszystkie te „zasługi” ma zatem przekreślić bohaterska postać Ihora Havryłowycza Pobirczenki – dowódcy czołgu, który rozbił bramę obozu w Auschwitz w trakcie jego wyzwalania. Nie znam szczegółów biografii pana Ihora – nie oglądałem filmu, z prostej przyczyny – nie znam języka ukraińskiego. Dla kogo zatem został ten film umieszczony na stronie polskiej instytucji…? Tak, czy inaczej chylę czoła przed bohaterskim żołnierzem – wyzwolicielem obozu. Obawiam się jednak, że niektórzy jego rodacy mają mu za złe służbę w Armii Czerwonej, którą zwalczali służąc w UPA lub formacjach pozostających na usługach III Rzeszy.


    https://rafalby.wordpress.com/2015/02/0 ... racyjnych/
  • @Jacek Boki 11:15:25
    Nieborak miał doczkę z Ukrainy wiec musiał wykonywać jej polecenia bo inaczej zostałby sam. Wychowana w ukraińskiej rodzinie o tradycjach muzycznych. Jej ojciec Mykoła Jarosewycz był księdzem greckokatolickim, kapelanem wojskowym Armii Austro-Węgier i Ukraińskiej Armii Halickiej. Matka, Ołena z Niżankiwśkich była siostrą Ostapa Niżankiwśkiego – znanego ukraińskiego kompozytora, księdza greckokatolickiego i posła na Sejm Krajowy Galicji IX kadencji i Ołeksandra Niżankiwskiego – ukraińskiego śpiewaka operowego.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Irena_Anders
    W głąb Rosji wywieziono całą 27 Wołyńską Dywizję Piechoty AK, zgrupowanie pułkownika A. Krzyżanowskiego (5,5 tys. żołnierzy) biorące udział w wyzwoleniu Wilna (operacja Ostra Brama), 5 Dywizję Piechoty AK pułkownika W. Filipkowskiego (3 tys. żołnierzy) walczącą przy oswobodzeniu Lwowa. A Anders ukraińskich ssmanów ratował.
  • @Jacek Boki 11:15:25
    Celem powstania UAN było skupienie wszystkich żołnierzy ukraińskich walczących po stronie Niemiec. W jej skład weszły resztki 14 Dywizji Grenadierów SS pozostałe po rozbiciu w bitwie pod Brodami i wcielony w jej skład w lutym 1945 Ukraiński Legion Samoobrony (biorący w drugiej połowie września 1944 udział w tłumieniu powstania warszawskiego na Czerniakowie i w walkach w Puszczy Kampinoskiej). Bestialsko zabijano rannych Powstańców w zajmowanych, prowizorycznych szpitalach. Znęcano się nad cywilnymi mieszkańcami kolejnych zdobywanych domów – piwnice pełne ludzi obrzucano granatami. Ukraińscy legioniści dokonywali gwałtów i masowo rabowali co tylko stanowiło jakąś wartość. Pod tym względem, wpisywali się w sposób działania i innych wschodnich jednostek, jakie Niemcy skierowali do Warszawy – azerskich, turkmeńskich, rosyjskich, białoruskich czy kozackich. Jednocześnie zaś, swoim zwyrodnieniem utrwalili obraz Ukraińców jaki rysował się w polskiej świadomości od tragicznego ludobójstwa na Wołyniu w 1943 r

    http://anty-news.waw.pl/2018/04/15/nie- ... -pamietac/
    I taką swołocz ratował Szandruk wstawiając się za nim i u Andersa. Ale wspólny bohater.

    https://tomaszow.lub.pl/forum/viewtopic.php?f=17&t=125159&sid=077065be3085b1905bcd752ae930b1bb&start=15
  • @Jacek Boki 11:15:25
    "...W konsekwencji osobistej interwencji gen. Andersa w Londynie, a także stanowiska Stolicy Apostolskiej — Brytyjczycy mimo sowieckich żądań nie wydali żołnierzy ukraińskich Stalinowi,

    — gdyż uznali ich za obywateli polskich — (byli nimi bezsprzecznie do 1939 – agresja i okupacja sowiecka z 17.09.1939 nie zmieniała ich statusu prawnego) — i umożliwili im osiedlenie się w r. 1947 w Wielkiej Brytanii i krajach Wspólnoty Brytyjskiej..."



    "Po przejściu frontu rozpoczęły się aresztowania oficerów i rozbrajanie żołnierzy. Oficerów wywożono w głąb ZSRR, żołnierze mogli wybierać pomiędzy wcieleniem do armii Z. Berlinga a zsyłką. Nie wszyscy jednak mieli wybór, w głąb Rosji wywieziono całą 27 Wołyńską Dywizję Piechoty AK, zgrupowanie pułkownika A. Krzyżanowskiego (5,5 tys. żołnierzy) biorące udział w wyzwoleniu Wilna (operacja Ostra Brama), 5 Dywizję Piechoty AK pułkownika W. Filipkowskiego (3 tys. żołnierzy) walczącą przy oswobodzeniu Lwowa. Przypadki zbrojnego oporu wobec Armii Czerwonej najczęściej kończyły się fizyczną likwidacją oficerów i żołnierzy, jak np. podczas potyczki oddziału podpułkownika M. Kalenkiewicza z oddziałami policyjnymi NKWD 21 sierpnia 1944 pod Surkontami, gdzie żołnierze radzieccy dobili wszystkich rannych Polaków. Przekroczenie Bugu, uznanego przez władze radzieckie za granicę Polski, nie zmieniło metod ich działania wobec przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego i AK."

    https://zapytaj.onet.pl/encyklopedia/64 ... haslo.html


    Anders ratował ukraińskich ssmanów ( I dywizja UAN to SS Galizien i Ukraiński legion Samoobrony który powstańców na Czerniakowie mordował) a w Polsce w ramach akcji Burza ujawniono się przed Sowietami którzy wywieźli akowców na Sybir.
    Akt ogłoszenia powstania Dywizji nosi datę 28 kwietnia 1943 r. Rekrutów wysłano na szkolenia w połowie lipca 1943 r. Gdy maszerowali śpiewali:

    Śmierć, śmierć Polakom,
    Śmierć moskiewsko-żydowskiej komunie
    Maszerujemy dumnie z OUN
    I gdy maszerujemy
    Zabijamy komunistów i Polaków.
    (tekst podany w języku angielskim przez Littmana)

    W listopadzie 1943 r. członkowie Dywizji składali przysięgę na „absolutne posłuszeństwo” Hitlerowi i że będą walczyć z bolszewizmem.

    Okrucieństwa 14. Dywizji

    Littmann pisze, że ataki na polskie wsie były przeprowadzane ze specjalną dzikością. „Całe polskie wsie były zmiecione z powierzchni ziemi, ich mieszkańcy nieodmiennie torturowani i gwałceni przed zamordowaniem. Mordowano przeważnie nożem lub siekierą, niemowlęta i małe dzieci były mordowane z taką samą dzikością jak dzieci żydowskie”. Littman porównuje zapisy z kroniki oddziału Dywizji i świadectwa świadków i znajduje prawie całkowitą zgodność, np. w kronice jest zapis na temat Huty Pieniackiej: wsie Huta Pieniacka i sąsiednie Benjaki zostały spalone, spacyfikowane i pozbawione mieszkańców. Littman komentuje na podstawie zeznań świadków, że ponad 1200 mieszkańców wsi zostało wówczas zamordowanych a tylko 200 ludziom udało się uratować. Sam oddział Beyersdoffa w okresie od lutego 1943 do marca 1944 r. zastrzelił, powiesił, zagazował w spalinach lub spalił w budynkach 1500 ludzi. Gdy wojna już się kończyła członkowie 14. Dywizji starali się zrzucić swoje SS-owskie mundury i uciekać jak najdalej od Rosjan. Uważali, że Rosjanie dobrze wiedzą o zniszczeniach jakich oni dokonali na ziemiach okupowanych przez Niemców, o miastach i wsiach spalonych „do korzenia”, o zamordowanych zakładnikach, o milionach ofiar, które pozbawili życia. Wiedzieli, że sowiecka odpłata za zło będzie szybka i surowa, podczas gdy na Zachodzie ich czyny jakich się dopuszczali są w dużym stopniu nie znane.

    https://marucha.wordpress.com/2012/10/3 ... alizien-2/
  • @Jacek Boki 11:15:25
    Jako stan prawny w zakresie obowiązującego obywatelstwa przyjęto dzień 1 września 1939 roku. To dało możliwość Ukraińcom do legitymowania się jako Polacy, niepodlegający pod radziecką administrację. Na mocy rozkazu gen. Szandruka wszyscy oficerowie otrzymali awans o jeden stopień. Nie byli to już oficerowie Waffen-SS, lecz UNA. Do obozu przybywali przedstawiciele ukraińskiej diaspory z USA. Ukraińców odwiedzał również abp Iwan Buczko, zwierzchnik duchowy grekokatolików na obczyźnie. Dzięki jego interwencji w sprawę więźniów zaangażował się Watykan, w późniejszym czasie silnie lobbujący na rzecz uzyskania zgody na ich emigrację do Anglii. Do ułaskawienia Ukraińców przyczynił się też generał Władysław Anders, uznając część z nich za Polaków.

    http://nowa.gazetaobywatelska.info/mate ... 852eba8829
  • @Jacek Boki 11:15:25
    W czasie walk w Małopolsce Wschodniej walczył przeciw Armii Polskiej m.in. w czasie ukraińskiej ofensywy czortkowskiej. 10 maja 1920 roku wstąpił do armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, będącej w tym okresie w sojuszu z Wojskiem Polskim. Bisanz w czasie II wojny światowej współpracował z III Rzeszą. W kwietniu 1943 roku stanął na czele zarządu wojskowego zajmującego się formowaniem 14 dywizji grenadierów SS, która jest odpowiedzialna za zbrodnie wobec Polaków m.in. w Hucie Pieniackiej2. Kolejnym ukraińskim sojusznikiem z 1920 roku był Petro Diaczenko. W okresie międzywojennym służył w Wojsku Polskim jako oficer. W czasie II wojny światowej współpracował z UON. W 1943 roku na Chełmszczyźnie zorganizował Ukraiński Legion Samoobrony, którym dokonał masakry polskiej ludności cywilnej w Chłaniowie i Władysławinie. Brał udział w Powstaniu Warszawskim…. po stronie wojsk niemieckich w czasie walk na przyczółku czerniakowskim i przeciw zgrupowaniu Kampinos w Puszczy Kampinowskie


    https://wprawo.pl/2019/09/03/skandalicz ... -zabierek/
  • @Jacek Boki 11:15:25
    TRZECIA LISTA ANDERSA. Jak polski generał ukraińskich SS-manów ratował

    https://ksi.btx.pl/index.php/publikacje/673-trzecia-lista-andersa-jak-polski-general-ukrainskich-ss-manow-ratowal
  • @Jacek Boki 11:15:25
    http://www.nawolyniu.pl/artykuly/frank.jpg
    Hans Frank podczas przeglądu oddziału do ukraińskiej dywizji SS we Lwowie.
    Kolaboranci czy herosi - rzecz o SS-Galizien-Prof.dr hab. Edward Prus Po cięgach otrzymanych przez siły zbrojne III Rzeszy pod Moskwą, Stalingradem i Kurskiem, wystraszona "międzynarodówka" faszystowska postanowiła przyjść Hitlerowi z pomocą. Ruszyli się hurmem naziści z Norwegii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Chorwacji, Danii, Holandii, Flamanowie i Walonowie. Do tej plejady postanowili także dołączyć kolaborujący z Niemcami skrajni nacjonaliści ukraińscy, a ściślej wschodniomałopolscy (galicyjscy) proweniencji melnykowskiej, ale nie tylko: czas pokazał, że również banderowców wśród "ratowników hitleryzmu" nie brakowało. Zresztą nie było różnicy doktrynalnej między banderowcami i melnykowcami, którzy przecież wywodzili się z tego samego faszystowskiego pnia - Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, przeto obie frakcje posługiwały się (i posługują) tym samym skrótem OUN.

    Przypomniał o tym historyczny reportaż filmowy Juliana Hendy'ego wyemitowany 7 stycznia 2001 roku przez londyńską telewizję ITV pt. "SS w Wielkiej Brytanii". Film dosłownie zbulwersował świat, zwłaszcza Brytyjczyków, którzy dowiedzieli się nagle ku swojemu zdziwieniu i przerażeniu, że wraz z nimi żyją i mieszkają w "przeplatańcu" od ponad pół wieku groźni zbrodniarze wojenni a także mordercy pospolici mający ręce po łokcie zbroczone krwią polską i żydowską. Jak miecz Demoklesa zawisła nad głowami "dywizyjników" groźba pozbawienia brytyjskiego obywatelstwa, ekstradycji, sądu i kary. Blady strach padł na starych już przecież zbirów. - Dajcie nam spokój - wołają. - Skąd ten sztucznie rozniecony rejwach? Gdzie były władze przez pół wieku? Czemu dopiero teraz się obudziły? Medialny raban tylko niepotrzebnie obudzi dawne animozje i wzajemne urazy między narodami. Drżą także w przestrachu i ci mołojcy, którzy dotąd żyli w Polsce pod fałszywymi nazwiskami, często nazwiskami swoich ofiar, a dziś już się z tym nie kryją.

    Fala artykułów i rozlicznych komentarzy przetoczyła się przez prasę, radio i TV świata, nie ominęła także Polski. Obok materiału fachowego znalazły się informacje bałamutne lub celowo zamazujące bulwersujący problem, służący jakiejś obronie zbrodniczych dziadków. Właśnie im pospieszył z pomocą "dyżurny satyryk kraju". Niby się zgadza z rzeczowymi opiniami płynącymi znad Tamizy, ale jednocześnie ma zastrzeżenia. Ukraińscy esesmani niby mordowali, ale..., niby byli w Hucie Pieniackiej i Podkamienie, ale... i tak do końca. Przypomina to dowcip o alkoholiku: pije wprawdzie, ale z obrzydzeniem. Cały Grzegorz Motyka! O nim bowiem mowa. Właśnie on, jak na zawołanie zabrał głos trzykrotnie - zawsze pokrętnie i bałamutnie, a przede wszystkim mało kompetentnie. Najpierw w TV przekonywał słuchaczy że, jak dotąd, w Polsce na temat SS-Galizien nikt nie pisał, bo polscy historycy myśleli (rzekomo), że dywizja SS-Galizien zakończyła swój żywot pod Brodami w lipcu 1944 roku. Później w radiu zmienił zdanie mówiąc, że owszem polscy historycy wiedzieli "od dawna", że byli wojacy SS-Galizien znajdują się w Anglii. Natomiast na łamach "Wprost" dał już upust swojej fantazji i knechtowską SS-Galizien nazwał "Hałyczyną" poddając jednocześnie w wątpliwość zbrodniczość jej mołojców. Całość pod linkiem polecam!

    http://www.nawolyniu.pl/artykuly/galizien.htm
  • @Jacek Boki 11:15:25
    SS Galizien - patrioci czy zbrodniarze?


    Fragmenty książki Prof. Edwarda Prusa


    BEZ WYRZUTU SUMIENIA

    Po cięgach otrzymanych przez siły zbrojne III Rzeszy pod Moskwą, Stalingradem i Kurskiem, wystraszona "międzynarodówka" faszystowska postanowiła przyjść fuhrerowi Niemiec, Adolfowi Hitlerowi ze skuteczną pomocą. Ruszyli hurmem nazisci z Norwegii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Chorwacji, Danii, Holandii. Belgii. Do tej plejady "faszystowiskich gwiazd" postanowili także dołączyć kolaborujący z Niemcami skrajni nacjonaliści ukraińscy, a ścisłej wschodniomałopolscy (galicyjscy) proweniencji melnykowskiej, ale nie tylko: czas pokazał, że również banderowców wśród "ratowników hitleryzmu" nie brakowało. Zresztą nie było różnicy doktrynalnej między banderowcami (Stepana Bandery), a melnykowcami (Andrija Melnyka). Wywodziły się przecież oba nurty polityczne z tego samego faszystowskiego źródła - Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (powstałej w 1929 roku pod wodzą Jewhena Konowalca), przeto obie frakcje posługiwały się (i posługują) tym samym skrótem -OUN. Obie też w życiu praktycznym wyznawały faszystowską ideologię opracowaną przez Dmytra Doncowa, który ukraińskim nacjonalistom wskazywał drogę, którą winni dążyć i wzorzec. Wzorcem były hitlerowskie Niemcy, a droga, którą należało kroczyć, to droga przez nich wytyczona. Doncow pisze wprost, że "wyłożona (przez niego) ideologia nie jest fantazją, ani też rozumową teorią - jest ona praktycznym wyznaniem wiary wszystkich zdrowych i szlachetnych ras". Natomiast "wyśmiewana przez filistrów filozofia... niemieckiego nacjonalizmu Deutschland uber Alles powinna stać się - mutatis mutandis - również naszym hasłem". Wreszcie: "Siłę tę możemy zdobyć wówczas, gdy przejmiemy się nowym duchem, nową ideologią. Przed każdym narodem staje dylemat: albo przemoc, albo zginąć" (D.Doncow, Nacjonalizm, Żółkiew 1926). Przypomniał o tym wszystkim światu historyczny reportaż filmowy Juliana Heydy'ego wyemitowany 7 stycznia 2001 roku przez londyńską niezależną telewizję ITV pt. SS in Brittain (SS w Wielkiej Brytanii). Film dosłownie zbulwersował świat, zwłaszcza flegmatycznych Brytyjczyków, którzy się dowiedzieli, ku swojemu zdziwieniu i zaskoczeniu, że wraz z nimi żyją "przemieszani" od ponad pół wieku, groźni zbrodniarze wojenni, a także pospolici mordercy mający ręce po łokcie zbroczone krwią polską, żydowską, słowacką i in. Dowiedzieli się wreszcie prawdy, że władze Zjednoczonego Królestwa nigdy nie ujawniły materiałów dotyczących osiedlonych na Wyspach ukraińskich grenadierów SS. Teraz już wiedzą dlaczego: w dobie zimnej wojny wojacy 14 Dywizji stanowili zbyt cenny materiał dla brytyjskich służb specjalnych; wielu ukraińskich esesmanów było przez te służby zwerbowanych. Zatem nie było na Wyspach klimatu, ani dobrej woli wszczęcia śledztwa w sprawie zbrodni popełnionych w Polsce, Słowacji czy Jugosławii. Nie było też takiego klimatu (i nadal nie ma) w Polsce. Na ten właśnie ważny szczegół zwrócili uwagę dwaj angielscy publicyści Nicolas Hellen i Edin Hamzic w artykule War crimes hunt for SS division sent to Britain ("The Times", 24.12.2000). Nie ukrywają, iż mają do czynienia ze zbrodniarzami wojennymi, których zbrodnie w Wielkiej Brytanii zostały utajnione, a ich sprawcy nadal są bezkarni, choć naturalną koleją losu, po pół wieku, jest ich coraz mniej. Podniesiono też w całej tej sprawie wątek polski, zbrodni popełnionych na przedwojennych ziemiach kresowych Rzeczypospolitej przez ukraińskich esesmanów legitymujących się polskim obywatelstwem. Autorzy przypominają udział dywizji SS-Galizien (bo to o niej mowa) w zbrodniach dokonanych na ludności cywilnej, na partyzantach polskich i sowieckich, na powstańcach słowackich. Rzecz jasna inne zdanie w tej sprawie, co należy przyjąć ze zrozumieniem, ma Jarosław Hrycak, pracownik naukowy uniwersytetu lwowskiego, noszącego dziś imię Iwana Franki nadane mu przez Sowietów w 1939 roku, tak jakby to on, a nie król polski Jan Kazimierz, był jego założycielem. Hrycak przede wszystkim mówi o filmie: "Hendy znalazł temat, który wydawał mu się ważny, kontrowersyjny, trochę sensacyjny. Reżyser staje w aureoli człowieka walczącego z kolaboracją, zbrodniami wojennymi. Nie przypadkowo w filmie pojawiają się zdjęcia z Kosowa, które z II wojną światową nie mają nic wspólnego. Prawie przez cały czas dźwięczy podniosła wschodnia pieśń (sic!) "Bogurodzica", która w zestawieniu ze zdjęciami przedstawiającymi okrucieństwo wojenne rzeczywiście robi wrażenie. Nie zmienia to jednak faktu, że film jest zmanipulowany, powiedziałbym nawet, że bardzo dobrze zmanipulowany. Człowiek, który nie jest historykiem, całkowicie uwierzy w to, co ma mu do powiedzenia reżyser". Dobrym prawem każdego obywatela jest bronić godności osób, które mogą wejść do tradycji narodowej i służyć za wzór dla młodego pokolenia. Historyk, Jednak musi zapomnieć kim jest i wbrew polityce iść pod prąd głosząc prawdę, U nic mijając się z nią. "Dla mnie jako historyka - mówi dalej Hrycak - film Hendy'ego jest całkiem nieprzekonywujący. Z jednej strony dokument zrobiony jest bardzo profesjonalnie. Z drugiej jednak, gdy autorowi brakuje argumentów historycznych, odwołuje się do emocji. Żaden z ekspertów występujących w filmie nie przedstawia dowodów na to, że SS-Hałyczyna (SS-Galizien - E.P.) popełniła jakieś zbrodnie wojenne. Są tylko sugestie... Zamiast dokumentów mamy relacje świadków... Gdzie są jednak dowody? Jeżeli ich nie ma, to nie ma zbrodni" ("Gazeta Wyborcza", 27-28.01.2001). Już z tych informacji można wysnuć wniosek, że spośród wielu nie zakończonych jeszcze spraw z czasów ostatniej wojny, żywe reakcje nadal budzi problem udziału Ukraińców w formacjach zbrojnych SS. Sprawę można by pozostawić do rozliczenia samym Ukraińcom, ale zbrodnie, jakich się dopuściła ta formacja, między innymi na Polakach z Kresów, i próby gloryfikacji esesmanów, szczególnie na tzw. Zachodniej Ukrainie, nie pozwalają przejść obojętnie obok całej, nabrzmiałej sprawy. Jak miecz Damoklesa zawisła nad głowami dywizyjników, jak siebie nazywają ukraińscy esesmani, groźba pozbawienia brytyjskiego obywatelstwa, ekstradycji, sądu i odwleczonej kary. Blady strach padł na starych już przecież zbirów. - Dajcie nam spokój -wołają. -Skąd ten sztucznie rozniecony rejwach? Gdzie były władze przez pół wieku? Czemu dopiero teraz się obudziły. Medialny raban tylko niepotrzebnie obudzi dawne animozje i wzajemne urazy między narodami. Drżą także z przestrachu i ci mołojcy, którzy dotąd żyli w Polsce pod fałszywymi nazwiskami, niekiedy nazwiskami swoich ofiar, a już dziś się z tym nie kryją. Fala artykułów i rozliczeniowych komentarzy przetoczyła się przez prasę, radio i TV świata, nie ominęła także Polski. W Polsce temat podchwyciły niektóre dzienniki i podały informację o ożywionej działalności kombatanckich organizacji ukraińskich w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i USA. Piętnują dowódców i wojaków SS-Galizien. Bodajże tylko raz na łamach poczytnego dziennika znalazł się materiał biorący w obronę ukraińskich esesmanów; poparł go bałamutny reportaż filmowy wyemitowany w lutym 2001 roku przez 3 program TV po ukraińsku (Telenowyny) z wyselekcjonowaną obsadą komentatorów, a do tego mało kompetentnych. Tak naprawdę to na uwagę zasługują tylko dwa nazwiska: Jacek E. Wilczur z łam "Życia Warszawy" i Andrzej Rybicki z "Naszego Dziennika". Czy wieść o pobycie ukraińskich esesmanów na Wyspach jest rzeczywiście odkryciem? I czy wyświetlenie ich sprawy pozwoli zamknąć jeden z najbardziej ponurych epizodów II wojny światowej? Są co do tego wątpliwości. Jeżeli ten ważny problem będzie omawiany w Polsce tak jak obecnie, to zostanie jako nierozstrzygnięty przekazany przyszłym pokoleniom. Rzecz w tym, że obok materiału fachowego znalazły się w polskiej prasie, radiu i TV informacje bałamutne, lub celowo zamazujące omawianą kwestię, służące jakiejś obronie "strasznych dziaduniów". Właśnie im, m.in. pospieszył z pomocą "dyżurny satyryk kraju". Niby się zgadza z rzeczowymi opiniami nadchodzącymi znad Tamizy, ale jednocześnie ma zastrzeżenia. Ukraińscy esesmani niby mordowali, ale..., niby byli w Hucie Pieniackiej i Podkamieniu, ale... i tak do końca. Przypomina to dowcip o alkoholiku: pije ale z obrzydzeniem. Cały Grzegorz Motyka! O nim bowiem mowa. Właśnie on, jak na zawołanie zabrał głos czterokrotnie, w dużej mierze "terkotnie i kłamliwie", a przede wszystkim mało kompetentnie. Najpierw w TV przekonywał widzów, że jak dotąd, w Polsce na temat SS-Galizien nikt nie pisał, bo polscy historycy myśleli (rzekomo), że dywizja SS-Galizien zakończyła swój żywot pod Brodami w lipcu 1944 roku. Poźniej w pierwszym programie radia zmienił zdanie mówiąc, że owszem polscy historycy wiedzieli "od dawna", że wojacy SS-Galizien znajdują się w Anglii. Natomiast na tamach "Wprost" (14.01. 2001) dał już upust fantazji i lancknechtowską jednostkę nazwał "Hałyczyna", poddając jednocześnie w wątpliwość zbrodnie popełnione przez jej mołojców. Nie należy zatem się dziwić, że czytelnicy londyńskiego pisma "Głos Emigracji'" i "Kwartalnik Kresowy" (nr 8) przyznali G. Motyce "Ośle Uszy". W uzasadnieniu napisano: "Dr Grzegorz Motyka w napisanych przez niego dwu książkach (jedna Pany i rezuny, wspólnie z A. Wnukiem) oraz kilku rozprawach "historycznych", nie zna lub często nie liczy się z faktami historycznymi, nagina je do potrzeb swoich teorii, przemilcza niewygodne mu fakty historyczne, bezkrytycznie daje wiarę propagandzie nacjonalistów ukraińskich i przyjmuje je za fakty, demonstruje duże luki w posiadanych wiadomościach z zakresu interesującej go tematyki i chociaż pisze o stosunkach polsko-ukraińskich, nie zna ani języka ukraińskiego, ani dialektu galicyjskiego, co zamyka mu drogę do wielu źródeł. Wydaje się nam historykiem niedokształconym w tematyce jego zainteresowań i jest raczej publicystą szkodliwych sprawie polskiej teorii. Odnosimy wrażenie, że zamierza robić karierę idąc za popularnym dziś w niektórych kołach politycznych prądem, przemilczającym lub starającym się zafałszować prawdę, któremu też dla jemu wiadomych powodów być może postanowił służyć". Mały Hryćko jeszcze koszulę w zębach nosił, gdy autor tych zdań na temat SS-Galizien publikował prace w "Wojskowym Przeglądzie Historycznym" w książce Melnykowcy - kolaboracja, czy opór i jeszcze w kilku innych - łącznie z Rycerzami żelaznej ostrogi. Można tych pozycji nie dostrzegać, ale nie można wykręcać się nieznajomością osiągnięć badawczych Jacka E. Wilczura, czy tak podstawowego dzieła, jak pozycja Aleksandra Kormana Nieukarane zbrodnie SS-Galizien (Londyn 1990). W sukurs Motyce przyszedł Paweł Smoleński z łam "Gazety Wyborczej" - i właśnie on już wiele razy (obok J. Hugo-Badera) dowiódł, że ta gazeta z polskością ma związek bardzo luźny. Już na wstępie swojego artykułu Nie wszystkie koty są czarne ("G.W." 10.01.2001) stwierdza oczywiście jako publicysta, nie zaś historyk: "Z oskarżeniami Ukraińców o zbrodnie wojenne trzeba uważać. SS-Galizien. to nie było to samo SS. Dla Ukraińców to była najpierw szansa walki z Sowietami, a pod koniec wojny ocalenie przed nimi". Teraz akapit, zdaje się dla Smoleńskiego bardzo istotny, choć to najważniejsze zachował na koniec: "Dla Polaków członkostwo w SS to wyrok, hańba, niesława. Jednak SS-Galizien to nie było zwykłe, niemieckie SS, ani nawet oddziały Waffen SS złożone z fanatycznych nazistów: Norwegów, Holendrów, Brytyjczyków (chyba Bretończyków -E.P.), Francuzów (sic!). Dla wielu Ukraińców -jakkolwiek naiwnie by to zabrzmiało - walka w Waffen SS była jedyną możliwością bicia się z bolszewikami, a pod koniec wojny jedyną drogą ucieczki przed Armią Czerwoną. SS-Galizien, podobnie jak oddziały Waffen SS utworzone w krajach bałtyckich, nie zostały uznane za formację zbrodniczą (?), choć przeciwko jej żołnierzom prowadzono szereg śledztw, w tym kilka polskich, m.in. zorganizowane przez polski rząd w Londynie". Najważniejsze dla publicysty "G.W" są niewątpliwie zdania końcowe: "Ostatnie kilkadziesiąt lat walki o niepodległą Ukrainę, w tym epizod z SS-Galizien, to nieustanne pasmo dramatów. Trzeba wielkiego wyczulenia na historyczny szczegół, kontekst, melodię, by nikogo nie skrzywdzić. Nie wolno mówić - jak powiedział "Życiu" prof. Leon Kieres z Instytutu Pamięci Narodowej - że nie można wykluczyć, iż Polska poprosi o ekstradycję 1,5 tys. weteranów SS-Galizien... Brytyjski film, wsparty polskimi relacjami i komentarzami, może obudzić upiory, które - wielu miało taką nadzieję - zostały uśpione na zawsze". Ja bym tych "upiorów" się nie bał - przeciwnie właśnie bym je obudził. Jestem zwolennikiem, jak Żeromski, rozdrapywania ran żeby się nie zabliźniły błoną podłości. Nie było upiorów gdy rozdrapywano rany Oświęcimia, nic się nie stało nadzwyczajnego, jak ujawniono prawdę o Katyniu, także nic się nie wydarzy wyjątkowego (a tylko cos pięknego i wielkiego), gdy zostaną ujawnione zbrodnie SS-Galizien, a "przy okazji" także zbrodnie jej siostrzanej UPA popełnione na Polakach, Żydach, Cyganach, Ukraińcach. Oczyszczona zostanie atmosfera, zniknie nieufność między naszymi narodami, zatriumfuje Prawda, która leszcze nikomu nie zaszkodziła, kłamstwo zaś, które trwało ponad 50 lat, jest wciąż bardzo niebezpieczne. Czas najwyższy przerwać tę męczącą oba narody zmowę milczenia!

    W omawianym angielskim filmie wystąpiło kilka autorytetów historycznych i świadków zdarzeń. Z reportażu wynika, że na Wyspach mieszka rzeczywiście jeszcze około 1,5 tys. dywizyjników -część z nich to ludzie w podeszłym wieku, ale podejrzani o dokonanie zbrodni ludobójstwa na terenie Polski, Słowacji i Jugosławii. "Nie wolno pozwolić by mordercy spali spokojnie" - powiedział BBC przewodniczący brytyjskiej międzypartyjnej grupy posłów lord Janner. Lord Janner zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii Jacka Strawa o pilne zbadanie sprawy, a także przedstawienie poufnych brytyjskich dokumentów w sprawie losów dywizji SS-Galizien. Zastrzegł, że chodzi mu wyłącznie o podejrzanych ukraińskich wojaków, wobec których można znaleźć dowody winy. Rzecznik Home Office powiedział znów (8.01.2001), że zarzuty, iż w Wielkiej Brytanii przebywać mogą ukraińscy zbrodniarze wojenni, traktowane są z należytą powagą. Wyniki śledztwa zostaną przekazane prokuraturze i opinii publicznej. Reżyser filmu J. Hendy w wywiadzie dla "G.W" (10.01.2001) oświadczył, że cały materiał dokumentalny, w tym listy żołdu esesmanów, którzy brali udział w pacyfikacjach, zostaną przekazane Home Office i policji. Jego zdaniem w rękach brytyjskich władz znajduje się nadal lista ośmiu tysięcy ukraińskich esesmanów, którzy w 1947 roku przybyli z obozu internowania we włoskim Rimini do Wielkiej Brytanii. "Zbadaliśmy około 30 archiwów - mówił dalej reżyser - muzeów i instytutów badawczych na całym świecie. Rozmawialiśmy z wieloma świadkami. Usłyszeliśmy, że obok zwykłych żołnierzy w 1944 r. szeregi zdziesiątkowanej ukraińskiej dywizji galicyjskiej zasilili zbrodniarze wojenni z formacji policyjnych, w tym odpowiedzialni za masakrę ludności żydowskiej we Lwowie, pacyfikację Powstania Warszawskiego, masowe mordy w Hucie Pieniackiej (koło Lwowa), Chłanowie i Skalbimierzu". Nie zgodził się z nim, co jest zrozumiałe, Swiatomir Foston, przewodniczący Stowarzyszenia Ukraińskich Kombatantów w Wielkiej Brytanii, były członek SS-Galizien. Film Hendy'ego uznaje za tendencyjny. To oczywista prawda, że w 1944 roku do dywizji weszli różni ludzie - przyznaje. Niemcy podjęli decyzję o uzupełnieniu jej składu. Nie byli to patrioci-idealiści, tylko policjanci - bywało różne typy. Huta Pieniacka, na wschód od Lwowa? Tak, tak brali w tym udział ludzie z batalionu. Prawda mogą być podejrzenia o ukraińskie zbrodnie na Wołyniu - żołnierze z tych jednostek weszli potem do SS-Galizien. Historycznym kłamstwem jest natomiast, że Ukraińcy, którzy później weszli do SS-Galizien, brali udział w mordach na Żydach we Lwowie czy w Powstaniu Warszawskim. Jeszcze jeden głos w opisanej sprawie, głos prof. Davida Cesariniego, wybitnego historyka, byłego dyrektora Wiener Library w Londynie, instytucji prowadzącej dokumentację na temat zbrodni wojennych, konsultanta reportażu. "Informacje zaprezentowane w filmie pochodzą w części ze źródeł polskich, m.in. z prokuratury w Krakowie i od byłego prokuratora. Teraz nie powinno się rozmawiać z historykami, tylko z wymiarem sprawiedliwości. Z pewnością wiele dowodów udziału późniejszych członków SS-Galizien w zbrodniach to nowość, nie tylko w Wielkiej Brytanii. Nie wiem, dlaczego władze brytyjskie nie reagowały na śledztwo prowadzone w PRL, rozpoczęte w latach 70. Można tylko spekulować. Była zimna wojna. Dziwią mnie wątpliwości i lekceważenie tez filmu opartego na rzetelnym materiale. W grę może wchodzić chęć odłożenia historii ad acta w szczęśliwym postkomunistycznym świecie. Reakcje takie są pewnie spowodowane naciskami związanymi ze stosunkami z Ukrainą, wymogami polityki zagranicznej. Ale one powinny ustąpić przed racją sprawiedliwości" ("G.W", 10.01.2001). Takie zastrzeżenia są, wyjaśnia je sam twórca filmu: "Mój film nie jest Żadnym atakiem na naród ukraiński, tylko chęcią pokazania nieznanych dotychczas kart historii dywizji SS-Galizien i doprowadzenia do postawienia przed sądem kilku winnych zbrodni, którzy mogli przeżyć na Wyspach. Nie twierdzę ani przez moment, że do grona podejrzanych należą wszyscy żołnierze tej dywizji. Dylematy Ukraińców podczas wojny i cierpienia tego narodu zajęły wiele miejsca w moim filmie. Chodzi o znaczącą mniejszość ludzi, którzy w mundurach SS popełnili zbrodnie ludobójstwa. Zgromadziliśmy materiał z 30 archiwów, instytutów i muzeów na całym świecie. Rozmawialiśmy z wieloma świadkami. Konfrontowaliśmy listy podejrzanych z listami żyjących w Wielkiej Brytanii ludzi. Lista ośmiu tysięcy żołnierzy wyparowała np. z publicznych archiwów brytyjskich i znajduje się zapewne w tajnych. Druga znajduje się w archiwach w Berlinie. Odmówiono nam prawa obejrzenia tego dokumentu, powołując się na ustawę o ochronie danych osobowych. Wiem, że w Wielkiej Brytanii mieszkają sprawcy zbrodni na Wołyniu, w Skalbimierzu i w Chłanowie, nie sądzę, by dożyło wielu późniejszych żołnierzy odpowiedzialnych za inne mordy - są w Kanadzie". (Tamże). Ukraińscy esesmani ukryli się za fasadą całej emigracji i w tej masie byli bezpieczni pod parasolem ochronnym brytyjskich i amerykańskich służb specjalnych.

    (...)

    PUŁKI POLICYJNE SS-GALIZIEN

    Nagromadziło się dużo nieporozumień wokół ukraińskich pułków policyjnych. Nacjonalistyczni historycy ukraińscy, dążąc do zachowania "czystości" SS-Galizien, starają się pułki te oddzielić od dywizji i traktują je (jeżeli w ogóle o nich piszą) jako oddziały samodzielne, do dywizji nie należące. Jest to oszustwo, albowiem pułki te były integralną i składową częścią tej dywizji, choć były wydzielone, ale podległe jednemu dowódcy. Wydzielono je z uwagi na ich charakter, stanowiły one bowiem rodzaj karnej ekspedycji dywizji SS-Galizien, specjalnie przeznaczone do palenia i mordowania, co było (i jest) poczytywane za "walkę z partyzantką"! Przykłady temu zaprzeczają ale zaprzeczają faktowi, że ukraińskie pułki policyjne stanowiły integralną i nierozłączną część dywizji SS-Galizien jako jeden z jej rodzajów broni, podobnie jak piechota, artyleria czy saperzy. Także oficerowie dywizji, nie tylko jej pułków policyjnych, odkomenderowani zostali ze służby policyjnej. Cytat z artykułu A. Rybickiego: "Historycy ukraińscy twierdzą, że pułki 5 i 6 były pułkami policyjnymi i nie wchodziły w skład dywizji "Galizien". Przemyskie dokumenty (chodzi o dokumenty znajdujące się w przemyskim Archiwum Państwowym - E.P.), które poznałem, choć dotyczą tylko 6 pułku, zaprzeczają temu twierdzeniu w sposób oczywisty. Przemyscy archiwiści w rozmowie podkreślali, że w zbiorze znajdują się również dokumenty ochotników z 4 pułku. Przypomnijmy, że to batalion stacjonujący w Brodach, a wchodząc w skład 4 pułku, byt odpowiedzialny za pacyfikację Huty Pieniackiej w lutym 1944 roku. kiedy to wymordowano około 850 Polaków". A nieco dalej: "Próbuje się jednocześnie tworzyć fikcję o niezwiązanych z dywizją pułkach policyjnych. Wszystko to wbrew faktom, wbrew dokumentom wskazującym, że było zupełnie inaczej. Nawet dowódcą dywizji był policjant Brigadefuhrer Fritz Freytag, generał-major Waffen-SS i Policji..." ("Nasz Dziennik", 19 II 2001). Faktom trudno zaprzeczać, a skoro tak, to "gorzej dla faktów"! zawsze jest na podorędziu kłamstwo. Mitologię pułków policyjnych, niezależnych od SS-Galizien wymyślono dopiero wtedy, gdy nie udało się zrzucić winy za mordy popełnione przez Ukraińców w mundurach esesmańskich na Kresach, na innych aby w ten sposób zachować SS-Galizien (już tylko dywizję "Hałyczyna") jako czystą. Odcięto tę dywizję ("ukraińską" - oczywiście) od zbrodni dokonanej na żywym ciele Huty Pieniackiej, nacjonaliści ukraińscy groźbą i szantażem zmusili nawet polską "Gazetę Lwowską" do zamieszczenia notatki, że zbrodnię tę popełniło gestapo. Podstawą mitu stał się fakt, że 4, 5 i 7 pułki dywizji zostały częściowo przesunięte do działań policyjno-pacyfikacyjnych przeciwko polskiej ludności cywilnej, także do walki z partyzantami sowieckimi i polskim ruchem oporu. Nie było bowiem wypadku walki któregoś oddziału policyjnego z UPA. Wbrew temu co się wypisuje, była to normalna procedura stosowana przez hitlerowców w stosunku do Waffen-SS. Całe dywizje, lub poszczególne pułki były wykorzystywane cło zadań policyjno-represyjnych. Niektóre zaś oddziały powstały na bazie szkół policyjnych i składały się z samych policjantów w mundurach SS. Zatem nie było nic szczególnego w tym, że z 14. Dywizji "Galizien" wydzielono pułki do zadań specjalnych. Pośród tych pułków policyjno-pacyfikacyjnych, był jeszcze jeden "super-pułk", specjalna grupa pacyfikacyjna Beyersdorfa. Ta w sposób szczególnie krwawy i okrutny zapisała się w pamięci Polaków kresowych. Odnosiło się wrażenie, że żołdacy tej grupy byli dobierani w sposób szczególny jako "sadyści i zboczeńcy" ale przede wszystkim jako ci, którzy dobrze przyswoili sobie "doktrynę Dmytra Doncowa".

    (...)

    Na początku lutego 1944 roku dowództwo dywizji SS-Galizien otrzymało rozkaz Urzędu SS Generalnego Gubernatorstwa sformowania z jej składu osobowego specjalnej "grupy bojowej" przeznaczonej do walki antypartyzanckiej. Oczywiście, chodziło tu głównie o polski ruch oporu, a następnie partyzantów sowieckich. Pierwsza "grupa bojowa" w ilości jednego batalionu z baterią lekkich dział w ciągu jednej doby została przetransportowana w okolice Czesanowa, Lubaczowa, Tarnogrodu, Biłgoraja i Zamościa. Po kilku dniach została jeszcze odkomenderowana w okolice Lwowa druga "grupa bojowa". Heyke postrzega, że obie te grupy "działały z dużym powodzeniem". Nie precyzuje tego zdania, trudno mu widocznie przychodzi pisać prawdę, a kłamać nie chce, więc elegancko pisze: "Wkrótce do dywizji zaczęły nadchodzić różne meldunki o niewłaściwym zachowaniu się żołnierzy grupy bojowej. Tego należało się spodziewać. Żołnierze przecież nie ukończyli jeszcze swojego szkolenia wojskowego, a ich niemieccy oficerowie i podoficerowie, byli młodzi i niedoświadczeni. Nie należy jeszcze zapominać, że te grupy bojowe posłano w okolice zamieszkałe licznie przez' ludność polską... Stara wrogość między Polakami i Ukraińcami musiała się! objawić. Trzeba również brać pod uwagę i to, że grupie bojowej dywizji, jako jednostce niemieckiej, inne niemieckie oddziały przypisały wiele spraw niesłusznie, albo to wszystko, co same nabroiły". Warto jeszcze zwrócić uwagę na "drobiażdżek", że 14. grenadierska dywizja SS-Gtilizien tylko przez bardzo krótki okres (marzec-lipiec 1944) pełniła rolę j jednostki liniowej, strzeleckiej. Po klęsce pod Brodami w lipcu tego roku, jej resztki już jesienią znowu się przeformowały w Neuhammer na bazie pułku zapasowego, w zwykłą policyjną (ochronną) dywizję SS wykorzystywaną odtąd nie do walk frontowych, lecz do celów pacyfikacyjnych. Mówi o tym Heyke: "Plutony żandarmerii polowej... przekształcono w kompanię ponad 100 polnych żandarmów...", a także "przydzielono blisko 50 psów, wytresowanych dla ochrony i pościgu". Dla kogo? Oczywiście, chodzi nie o uciekających przed dywizyjnikami czerwonoarmistów, lecz o osoby cywilne ratujące życie z płonącego domu. Pułki policyjne dywizji SS-Galizien skierowane w okolice Tarnopola, starły się z partyzantką sowiecką, która właśnie pojawiła się na Podolu z obszaru Wołynia. W marcu-kwietniu 1944 roku jeden z batalionów grupy Beyersdorfa kwaterował w Załoźcach strzegąc Seretu na odcinku od Czystopad do Wertełki, albowiem istniało podejrzenie, że tędy właśnie poprowadzi swoje zastępy partyzanckie gen. Michaił Naumow. Tkwili między innymi na szczytach ruin starego zamczyska i bacznie obserwowali sośninkę po drugiej stronie błotnistych topielisk, skąd spodziewali się naskoku partyzantów. Jeden wystrzał z moździerza wystraszył niedoszłych twórców imperium, którzy jak spłoszone stado kawek uciekli za Seret. Esesmani z tego pułku objawili się też jako zażarci antysemici i chyba mieli takie polecenie, aby węszyć za ukrywającymi się Żydami. Mówi o tym relacja: "Było to w same zapusty, Kresowianie, jako to ludzie weseli, nie zważając na niewygody wojny, zwyczajnie się bawili po kilka rodzin w jednym domu. Słysząc śpiewy, do tych domów zachodziły patrole SS-Galizien, której pułki policyjne przez jakiś czas kwaterowały w Dolinie Seretu, a jeden z nich w Załoźcach. Zawsze chodzili (żołnierze) dwójkami: jeden Niemiec i jeden Ukrainiec. Do naszego domu, w którym bawiono się przy harmoszce przyszli także, wypili po kieliszku samogonu, zagryźli ogórkiem, podziękowali grzecznie i poszli sobie. Ten Ukrainiec mówił po polsku, chwalił się że pochodził z gór z okolic Sanoka, gdzie Ukraińcy z Polakami żyją w wielkiej zgodzie, ale jedni i drudzy ze szczerego serca nienawidzą wrogów ludzkości - Żydów. Na drugi dzień spotkałem tego Ukraińca w pojedynkę, zaczął do mnie po polsku, mówił że jest Łemkiem (wtedy nie wiedziałem, co to znaczy) i że jego jednostka to pułk policyjny dywizji SS-Hałyczyna. Myślał, że takim szczerym podejściem do mnie pozyska moje zaufanie, bo następnie wypalił: czy nie wiem, gdzie przechowują się Żydzi? Na pewno ten, kto ukrywa Żydów ma piękne konie. Odpowiedziałem mu, że piękne konie mają tylko Ukraińcy, bo Polakom takie konie Niemcy już dawno zabrali. Jak chce to niech tam szuka Żydów. Wtedy ten się zdenerwował i wrzasnął: ja wiem lepiej, kto ma piękne konie i gdzie należy szukać Żydów! Tylko Polacy są tacy niezdyscyplinowani, nie szanują prawa i wbrew prawu chronią Żydów, którzy są nieszczęściem świata. Ale on i wszyscy ukraińscy wojacy-policaje wyłapią i wybiją Żydów co do jednego, bo tego życzy sobie Hitlerzyk i za to da im Ukrainę. Jednak żadnego Żyda wtedy nie znaleziono, choć przeprowadzono kilka rewizji w polskich domach wskazanych przez ukraińskich kapusiów. Wykryli tylko kryjówkę żydowską w gaikach, znaleźli jednego Żyda i po krótkim dręczeniu go i biciu, powiesili..." Najczęściej mówi się o synalkach duchownych, adwokatów, inteligentów i półinteligentów, którym imponował mundur esesmański. Tymczasem Piotr Baj, który dostarczył powyższą relację, "odkrył" Łemka, prostego, parobka szukającego Żydów licząc, że przy tym wykryciu dobrze się obłowi. Zatem przyjmując za pewnik obecność wyżej wymienionych osób, musimy się zgodzić także i z tym, że pułki policyjne SS-Galizien, roiły się od prostych parobków wiejskich, niezbyt oświeconych Hucułów czy Łemków-półanalfabetów. Dobrze, że przypomniał jeszcze o tym na łamach Naszego Dziennika" (18 II 2001) Rybicki w interesującym szkicu Wbrew faktom, na przekór historycznej prawdzie. Materiał swój autor oparł o akta starostwa sanockiego znajdujące się dziś w Archiwum Państwowym w Przemyślu - "4 opasłe teczki, 3200 stron dokumentów, posegregowanych w obrębie nazwisk poszczególnych 258 esesmanów". Rybicki pisze: "Legioniści ukraińscy zgłaszali się do SS w lipcu i sierpniu 1943 r., to jest niewiele miesięcy po oficjalnym powołaniu dywizji, w pierwszym okresie jej formowania. Ochotnicy pochodzili z biednych łemkowsko-bojkowskich rodzin. Jednocześnie na gospodarstwie pozostawiali rodziny: żony z licznym potomstwem, starych rodziców, wszystkich w trudnej sytuacji materialnej". Wielu z tych esesmanów znalazło się właśnie w 6 pułku policyjnym, który chwilowo stacjonował w Załoźcach. Trudna sytuacja materialna ich rodzin, lub wręcz przysłowiowa już, nędza łemkowsko-bojkowska tyle razy opisywana przez polskich "łemkologów", została dopiero faktycznie przerwana w 1947 roku na skutek potępianej dziś "operacji Wisła". To dzięki właśnie tej operacji "lud górski", jak ich nazywano przed wojną, został wyrwany ze średniowiecza, ciemnoty i nędzy i przeniesiony w "sposób niemal cudowny do poniemieckiego XX wieku" - jak pisze w pamiętniku przesiedleńca. Jakoś się o tym dzisiaj nie pamięta. "Gdy przeglądam pożółkłe dokumenty w jednej z czterech teczek - pisze Rybicki - uderza mnie dokładność urzędnicza. Jest, nazwijmy to roboczo, "kwestionariusz ochotnika-esesmana" z wypisanymi danymi osobowymi, pojawiają się ukraińskie nazwiska i imiona, często zapisane w niemieckim brzmieniu, przydział wojskowy i miejsce stacjonowania. I Galiziche SS Freiw. Gren. Rgt. (Galicyjski SS Ochotniczy pułk Grenadierów). W kwestionariuszu tym wymienieni są również pozostali członkowie rodziny esesmana, rzadko kiedy jest ich mniej niż trzech, czterech. Kolejne dokumenty to poświadczenia służby w konkretnej jednostce SS. "Komisja Uzupełnień Waffen-SS - filia Generalnego Gubernatorstwa Lwów, Wydział Prezydialny". Tu następują dane personalne ochotnika, "służy w 14. Dywizji SS-Gulizien", a przydział poświadczony jest odpowiednią pieczęcią. uzupełnioną miejscem stacjonowania, np. Heidelager (Pustków koło Dębicy). Niektóre pieczęcie uzupełnione są numerem pułku "6 Gal(izischen) SS Regt. (iment)", co znaczy 6 galicyjski Pułk SS. Na wszystkich przejrzanych dokumentach z jednej teczki widniał przydział do 6 pułku - o czym świadczył wpis w tzw. główny arkusz personalny. Prawie wszystkie "poświadczenia służby" zostały wypisane na blankietach Komisji Uzupełnień Waffen-SS, a także poświadczone przez oficerów SS, i co najważniejsze-ostemplowane pieczęciami 14. Dywizji Waffen-SS "Galizien". Numer 6 pułku warto sobie zapamiętać. Warto wiedzieć, że rodziny tych zbirów na pewno żyją wśród nas, więcej - otrzymały od nas awans cywilizacyjny dzięki przesiedleniu w ramach "operacji Wisła". I jeszcze jedno warto zapamiętać, że normalna, regularna... walka nie była ich żywiołem, "stworzeni" byli do pacyfikowania, palenia, rozstrzeliwania i wieszania. Zamieszkała w dziewięćdziesięciu procentach przez Polaków Dolina Seretu nadawała się do tego szczególnie, bo lechicka i bogata -jak całe Podole wielokrotnie opiewane w poematach, powieściach i wierszach. ZBRODNIE NIEOSĄDZONE

    Zbrodnie nieosądzone i nie ukarane, to zbrodnie popełnione przez dywizję SS-Galizien - niezależnie od tego, jak się jej oddziały mordujące ludność cywilną, nazywały: pułki piechoty czy pułki policyjne. Zresztą wszystkie zostały w czerwcu 1944 roku połączone w jedną całość. Wcześniej jednak, czekając na wyruszenie na front pod hasłem: "Na Moskwę!" dokonały "oczyszczenia terenu" z Polaków - zgodnie z uchwałą OUN podjętą jeszcze w 1929 roku, a powtarzaną później wiele jeszcze razy dla przypomnienia i zachęty do zbrodni ludobójstwa. W tym strasznym, krwawym dziele, którego przykłady przytoczymy, wiele razy dochodziło do współdziałania dywizyjników z kureniami UPA. Przykładem, już przytoczonym był Podkamień. Podobny los spotkał Hutę Pieniacką, wieś nie tak znów daleko położoną od Podkamienia. Urosła już ona do niechlubnego symbolu okrucieństwa nacjonalistów ukraińskich oraz dowodnego przykładu współdziałania w dziele zbrodni dywizyjników z upowcami, kolaborancką policją i wiejską czernią. Jest też ona dowodem, że podział między złoczyńcami obu odcieni nacjonalizmu ukraińskiego nie był aż tak ostry, jak o tym się pisze - oczywiście gdy chodziło o działania antypolskie, czyli o "czystkę etniczną". Nie dysponujemy całością dokumentacji dotyczącej zbrodni SS-Galizien popełnionej na ludności polskiej. Śledztwo bowiem trwa poza Warszawą w poszczególnych oddziałach Instytutu Pamięci Narodowej. Jednak te dokumenty, którymi dysponujemy, zwłaszcza świadectwa osób ocalałych cudem z pogromów, pozwalają jednoznacznie orzec, że SS-Galizien to formacja zbrodnicza, a jej żołdacy - to zbrodniarze wojenni. "Jedno należy powiedzieć - woła emigracyjny historyk i pisarz z Londynu Romuald Wernik. - Dywizja SS-Galizien była dywizją ochotniczą, tak jak i jej 5 pułków policyjnych. Żołnierze jej brali udział w akcjach ludobójczych bez przymusu - a z ochoty. Powstała dywizja w wyniku obłędnej, nacjonalistycznej polityki OUN oczarowanej faszyzmem. I oddziały SS-Galizien składały przysięgę nie na wierność Ukrainie, ale Hitlerowi, przy dźwiękach hymnu SS-Troelidu. Jej żołnierze i dowództwo wojskowe oraz polityczne wyrzekło się jej jako ukraińskiej, zgadzając się na określenie jako halickiej. Czy ta sprawa nie przypomina przejścia pułków galicyjskich, w czasie zmagań o niepodległość Ukrainy po rewolucji w Rosji, na stronę bolszewików lub Denikina?" ("Głos Polski", Kanada 25 IX 1993). Oto przykłady. Od wsi symbolu, to znaczy od Huty Pieniackiej, której nazwa stała się głośna przy końcu 2000 roku. Ukraińskim nacjonalistom przyszli z pomocą ich obecni kompani -żydowscy syjoniści. Aby odwrócić uwagę od zbrodni ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów, wyeksponowali z dużą siłą sprawę Jedwabnego. Jest to prymitywna prowokacja, ale jak dotąd bardzo skuteczna, bo jedni i drudzy już się upewnili, że "Polacy to naród naiwniaków, którzy uwierzą we wszystko, co my (czyli syjoniści i ukraińscy nacjonaliści) im zaprezentujemy". W 45 (2000) numerze , Na Rubieży" ukazał się "Komunikat w sprawie upamiętnienia tragedii Huty Pieniackiej", a w nim takie oto słowa: "28 lutego 2000 r. minęła 56 rocznica zagłady polskiej wsi Huta Pieniacką w byłym powiecie Brody, w woj. tarnopolskim. Dnia 28 lutego 1944 r. została ona spalona, a jej mieszkańcy i obecni wtedy uciekinierzy z banderowskich rzezi z innych miejscowości w sposób barbarzyński wymordowani. W tym dniu z rąk oprawców z ochotniczej ukraińskiej dywizji SS-Galizienoraz bojówek OUN i UPA z sąsiednich wsi ukraińskich zginęło około 1100 Polek i Polaków..." "Kłamstwem jest - woła gromkim głosem z łam Tygodnika Powszechnego (7 VII 1996) Bohdan Osadczuk -jakoby SS-Galizien, której utworzenie aktywnie zwalczałem (zapisując się doń jako ochotnik - E.P.), brała udział w akcjach antypolskich". I tego człowieka Kwasniewski wziął sobie za doradcę i 3 maja 2000 r. odznaczył Orderem Orła Białego. Osadczuk znany jest ze swoich piramidalnych kłamstw i, być może dlatego jest hołubiony przez obecne media polskojęzyczne. "Panie profesorze Osadczuk - pan kłamie!" Tak wypowiedź Osadczuka skwitował Antoni Walentyn naoczny świadek wielkiej zbrodni popełnionej przez SS-Galizien na bezbronnej, cywilnej ludności polskiej w Hucie j Pieniackiej ("Na Rubieży", nr l (20) 1997). "W Instytucie Pamięci Narodowej - pisze cytowany już Rybicki - który prowadzi śledztwo w sprawie zbrodni Huty Pieniackiej..., w dokumentach przewijają się oddziały ukraińskiej dywizji jako uczestnicy napadu na Hutę. O Ukraińcach w esesmańskich mundurach mówią także świadkowie ze spalonej i wymordowanej wsi. W kraju, ale nie tylko, zebrano już wystarczającą ilość udokumentowanego materiału pozwalającego obciążyć ukraińską formację wojskową winą za błędy polityczne jej twórców. Winę w aspekcie prawnym określi i konkretnych oskarżonych wskaże śledztwo prowadzone przez IPN. Trudno sobie wyobrazić, że jego wyniki będą się znacznie różnić od ustaleń historyków. I właściwie j byłaby to normalna kolej rzeczy, gdyby nie stanowisko historyków ukraińskich, a także niektórych polskich publicystów zaprzeczającym dowodom i faktom. Tworzą oni nowe mity, piszą historię wbrew niej samej" ("Nasz Dziennik", 19 II 2001). Huta Pieniacka, wieś należąca do parafii Pieniaki znane znów z wielkopańskiej rezydencji Cieńskich. Tu mieścił się sztab Podolaków, tu odbywały się narady i dysputy o niepodległości Polski i jej przyszłości z udziałem samego Romana Dmowskiego. W związku ze sprawą Huty Pieniackiej ukraińscy nacjonaliści i ich polscy i "wybielacze" uknuli co najmniej trzy legendy: pierwsza to ta, że pod tą wsią i w samej wsi miała miejsce walka z partyzantami sowieckimi, którzy następnie uciekli i pozostawiając polskich mieszkańców samych sobie, a tak naprawdę to na pastwę , Niemców. Druga legenda głosi - że pułki policyjne nie miały nic wspólnego z dywizją SS-Galizien -jakby to miało jakieś zasadnicze znaczenie. Ważne jest przecież coś innego: Hutę Pieniacka spacyfikowali ukraińscy nacjonaliści w mundurach Waffen-SS, niezależnie od tego, jak się nazywali -dywizyjnicy, czy policaje. Trzecia legenda znów sugeruje, że po wyjściu z Huty Pieniackiej ukraińskich wojaków, którzy Polakom nie zrobili żadnej krzywdy, przybył do wsi jakiś mitologiczny oddział niemiecki, który tę wieś zmasakrował. Być może, iż mogłaby to potwierdzić "komisja Budrenki", która swego czasu na rozkaz Stalina orzekła, że mordu na oficerach polskich w Katyniu dokonali Niemcy "ulubioną hitlerowską metodą strzałem w tył głowy". Co o tym sądzi autor wydanej we Lwowie książki o ukraińskich esesmanach, dr historii Andrij Bulianowśkyj: "23 lutego 1944 r. oddziały 4. pułku policyjnego uczestniczyły w nieudanym ataku na partyzantów radzieckich, którzy ukryli się w Hucie Pieniackiej. Po strzelaninie w której zginęło dwóch żołnierzy, oddział wycofał się ze wsi. Po kilku dniach do Huty Pieniackiej przyjechał niemiecki batalion karny, który doszczętnie spalił wieś. W prowadzonej podczas wojny przez Mychajłę Ostrowerchę kronice SS-Hałyczyna jest wyraźnie powiedziane, że formacje ukraińskie nie brały udziału w pacyfikacji Huty Pieniackiej" ("Gazeta Wyborcza", 27-28 I 2001). Jest to już czwarty mit, albo kolejny bluff. To, że tej haniebnej operacji Ostrowercha nie odnotował w kronice dywizyjnej, o niczym jeszcze nie świadczy. Warto wierzyć nie Ostrowersze lecz 150 relacjom zebranym staraniem Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Ostrowercha - żołdak SS-Galizien robi wszystko aby ją i siebie wybielić i zheroizować - a ponadto: kto wie, co tak naprawdę w tej jego kronice się znajduje? Ostrowersze zaprzecza cytowany już wiele razy Hunczak, który w oparciu o fakty pisze o "akcjach zbrojnych" 4. pułku dywizji SS-Galizien. Pułk ten, według niego, działał w okolicach Brodów, Radziechowa i Zborowa. Zahaczył też o Hutę Pieniacka. "Wydarzyło się to -pisze -jak dowództwo dywizji 23 lutego 1944 roku posłało 4. pułk do szturmu na Hutę Pieniacka. Atak na umocnioną wieś jednak się nie powiódł. Ukraińcy stracili dwóch ludzi - Ołeksę Bobaka i Romana Andrijczuka, którzy zginęli w walce". M. Wojciechowski zadaje ukraińskiemu historykowi kolejne pytanie: "Występujący w filmie (chodzi o reportaż historyczny Hendy'ego -E.P.) świadkowie twierdzą jednak, że żołnierze pacyfikujący wieś mówili po ukraińsku. Czy w karnym batalionie niemieckim mogli być Ukraińcy?" Bolianowśkyj bleffuje jak najęty: "Niewykluczone, że mogli w nim być ukraińscy volksdeutsche. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że w batalionie byli żołnierze z ukraińskich pułków policyjnych, czy tym bardziej z dywizji SS-Hałyczyna" (Tamże). Nie była też Huta Pieniacka "uzbrojona po zęby", i nie terroryzowała okolicznych wsi ukraińskich wespół z partyzantami sowieckimi - za co została ukarana. Partyzanci sowieccy byli w Hucie przejściowo, ale w dniu pierwszego i drugiego napadu na wieś, nie było ich tam wcale. Polski, krótki zapis kronikarski o Hucie Pieniackiej: "Wieś zamieszkana wyłącznie przez ludność polską. Miała 172 numery i około 800 mieszkańców. Od czerwca 1943 r. do Huty zaczęli napływać uciekinierzy, Polacy z Wołynia, i od początku 1944 r. mieszkańcy sąsiednich wiosek, po napadach banderowców lub zagrożeni napadami: z Nowej Huty, Huciska Pieniackiego, Huciska Litewskiego, Huciska Brodzkiego, Litewska, Huty Werchoduskiej i innych. Liczba mieszkańców Huty Pieniackiej przekroczyła 1500 osób. Ukrywało się tu także 20 Żydów zbiegłych z gett. We wsi była zorganizowana samoobrona ... Kilkukrotne próby atakowania Huty Pieniackiej przez terenowe bandy UPA, były skutecznie odpierane przez samoobronę." ("Na Rubieży" 2(12) 1995). Dramat polskiej ludności Huty Pieniackiej rozegrał się 28 lutego 1944 roku. W tym dniu wieś przestała istnieć. Jej zagładę spowodowali wojacy z SS-Galizien wespół z rizunami z UPA i policjantami ukraińskimi. Padło wtedy 850-1100 osób ( źródła radzieckie mówią o 1200 osobach).

    (...)

    ZBRODNIARZE CZUJĄ SIĘ DOBRZE

    (...)

    "Na progu lat dziewięćdziesiątych - pisze Rybicki - Ukraińcy rozpoczęli drogę ku suwerenności, więc potrzebowali oparcia państwowo-twórczego. Szyb. ko z gabinetów historyków na arenę polityczną powrócili strzelcy siczowi, petlurowcy, a także UPA... i 14. Dywizja SS-Galizien. 50 lat po zakończeniu wojny bardziej używana była nazwa "Hałyczyna" bo niemiecko brzmiąca "Galizien" i to jeszcze Waffen-SS budziła lekki rumieniec wstydu na twarzach polityków. Istniał jeszcze Związek Sowiecki, pogromca hitlerowskich Niemiec, żyło nadal tysiące bohaterów tamtej wojny z piersiami obwieszonymi medalami. Nie przeszkadzało to jednak w rehabilitacji esesmańskiej przeszłości. W wielu miastach, szczególnie na tzw. zachodniej Ukrainie, zaczęły pojawiać się ulice imienia Bandery, Melnyka i innych "bohaterów" OUN-UPA. Pojawiła się też 14. Dywizja Waffen SS-Galizien, która znalazła swoje miejsce w ukraińskiej pamięci" ("Nasz Dziennik", 11 I 2001). Tej właśnie dywizji, w miejscu jej rozbicia wzniesiono już w czerwcu 1991 roku obelisk z napisem: "Naszej ukraińskiej dywizji". W sierpniu tego roku rozpadł się Związek Sowiecki, a w grudniu powstała niepodległa Ukraina. Ten doniosły fakt postanowili wykorzystać ukraińscy nacjonaliści i w lipcu 1993 roku w 50. rocznicę powstania Dywizji Waffen-SS "Gaiizien" zorganizowali w Kijowie uroczystości. Dali nimi do zrozumienia, do jakich tradycji zamierzają nawiązywać. Z zaproszonych licznie polityków, przybył, jak się wydaje, tylko deputowany Iwan Dracz i kilku współczesnych oficerów - ale w charakterze biernych widzów. I gdy się wydawało, że rehabilitacja SS-Galizien znajduje się na dobrej drodze, nagle w Londynie "wybuchła bomba" w postaci filmu Hendy'ego. Społeczeństwo ukraińskie nad Dnieprem, które nie zna prawdy, zaczęło jej się domagać. Padły pytania: czemu milczy w tej sprawie Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie, którego archiwa pełne są teczek dokumentów o zbrodniach SS-Galizien Czemu nagle zamilkł Instytut Szymona Wiesenthala w Wiedniu, który tych dokumentów ma jeszcze więcej? W imię jakich celów instytucje te chcą przed światem ukryć prawdę, jakim i czyim naciskom są one poddawane i jakie siły przeszkadzają w ujawnieniu prawdy? Cytowany na początku prof. J. Hrycak wciąż podkreśla "ukraiński kompleks" i to zupełnie niepotrzebnie. Przy tym dla wzbogacenia argumentacji cytuje Normana Daviesa: "Problem historii wojen polega na tym, że zazwyczaj piszą je tylko zwycięzcy". Podbudowany tym cytatem pisze: Jeszcze raz zacytuję Normana Daviesa z jego Historii Europy. "Ukraińcach mówi się tylko, jeżeli popełnili coś złego. Jak stało się coś dobrego, to na pewno zrobili to Rosjanie albo wcześniej ZSRR". W tym sensie film Hendy'ego jest dalekim echem II wojny światowej, która pod pewnymi względami nie zakończyła się do dzisiaj. Chcę natomiast jasno powiedzieć, że jeżeli pojedyncze osoby, które przewinęły się przez dywizję, dopuściły się przestępstw, to trzeba je osądzić jako pojedyncze osoby i za konkretne winy. Co do konieczności ścigania zbrodniarzy w pełni zgadzam się z Hendym" ("Gazeta Wyborcza", 27-28 I 2001). Bez tego ścigania i osądzenia zbrodniarzy z SS-Gulizien, a także z UPA nie ma mowy o autentycznej współpracy polsko-ukraińskiej. "W przeszłości w stosunkach polsko-ukraińskich -zauważa Zb.Wójcik - pełno było wydarzeń krwawych i okrutnych, których przemilczać nie wolno. Ale przyszłość obu naszych narodów i państw wymaga porozumienia i współpracy. Jak słusznie powiedziano, nie będzie niepodległej Ukrainy bez niepodległej Polski i vice versa, dlatego do tych okrutnych kart przeszłości nie dorzucajmy nowych, których nie było. Starajmy się nawiązać do wspólnej tradycji sprzed 80 lat - współpracy Piłsudski-Petlura". Z tym należy się zgodzić pod warunkiem wszakże, że w dochodzeniu do tej współpracy nie śmie nam przeszkadzać banderowskie, czy melnykowskie kłamstwo. Nic nie będzie ż żadnej współpracy międzynarodowej jeżeli opierać ją się będzie na fałszu, kłamstwie lub choćby na omijaniu i przemilczaniu Prawdy! Nie można głosić łgarstwa, jak to np. zrobiła "Polityku" (24 II 2001) w notce, że jakoby "Trybunał Międzynarodowy w Norymberdze określił SS (w tym Waffen-SS) mianem organizacji zbrodniczej. Odmiennie jednak potraktował... Ukraińców, dla których udział w zbrojnych formacjach niemieckich był szansą na niepodległe państwo". To jest bluff, takiego wyjątku nie było, zatem polityka Anglików względem wojaków SS-Galizien była sprzeczna z postanowieniem Międzynarodowego Trybunału. Od pewnego czasu "Polityka" stała się pismem niewiarygodnym, wówczas, gdy zaczęła głosić, że UPA walczyła we własnych mundurach (skąd je wzięła, kto je szył?) i że jej członkowie dziś razem z żołnierzami AK należą do tej samej międzynarodowej organizacji kombatanckiej. Sprostowań w tej sprawie redakcja nie opublikowała choć szło o rzecz istotną - bo rizuni z UPA w ogóle nie są kombatantami i do żadnej kombatanckiej organizacji międzynarodowej nie należą. Wreszcie trochę prawdy o potrzebie badań naukowych: "Prowadząc tego typu badania należy jednak pamiętać, by robić to w sposób rzeczowy i spokojny, tak by dla każdego było jasne, że chodzi w nich jedynie o prawdę, a nie o podgrzewanie ukraińskich resentymentów". I kiedy się wydawało, że właśnie tak wszystko się zacznie, nagle stała się rzecz straszna i wołająca o pomstę do nieba i do ministra sprawiedliwości. Chodzi o wypowiedz prof. Leona Kieresa - szefa Instytutu Pamięci Narodowej, zaprezentowaną Polakom 15 stycznia 2001 roku w programie Polskiego Radia. Na pytanie: jakie będą konsekwencje jego ostatniej wizyty w Wielkiej Brytanii dla przeprowadzenia ewentualnego śledztwa w sprawie zbrodni SS-Galizien, odpowiedź brzmiała: "nie będzie żadnego śledztwa, bo nikt nie zgłaszał pretensji o zbrodnie popełnione na Polakach". No cóż wypowiedź jest istotnie "godna" człowieka na takim stanowisku - zresztą już druga, żeby jeszcze prawdziwa. Pierwsza mówiła, że takie śledztwo się odbędzie, ale w międzyczasie ktoś "zakleił usta" panu profesorowi tak zwaną "poprawnością polityczną" i podpowiedział inne zdania, Jest to jeszcze jeden wkład do wielkiego wstydu dla władz w Polsce, że w ogóle o zbrodniach SS-Galizien zrobiło się głośno w światowych mediach nie za sprawą Polaków, ale za sprawą Anglików. Prof. Kieres mija się z prawdą i to w sposób świadomy, bo na swoim stanowisku nie może nie wiedzieć, że tylko za sprawą Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (SLJZUN) prokuratorzy kierowanej przez niego instytucji przesłuchali 60 świadków zbrodni SS-Galizien większości tej największej, popełnionej w Hucie Pieniackiej. Aby więc sprawę zbrodni SS-Galizien przygłuszyć rozdmuchano niebosiężnie przypadek Jedwabnego, prezentując antypolskie fałszerstwa zoologicznie nienawidzącego Polaków syjonisty -bo jak wiadomo istnieje jawny sojusz antypolski syjonistów i ukraińskich nacjonalistów. Być może, że teraz nie tylko przeleje się kielich goryczy narodu polskiego, ale także i jego ludzkiej cierpliwości! Oprócz IPN istnieje jeszcze, na nasze polskie szczęście, prężne i rozbudowane Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu z jego upartym i prezesem Szczepanem Siekierką. Stowarzyszenie przeprowadzi własne śledztwo i poda je do publicznej wiadomości opinii świata. Nie przyniesie to chluby IPN i nie doda splendoru jego zwierzchnikowi. Zbrodniarze z SS-Galizien czują się dobrze, jak dotąd, nie tylko w Anglii. również niezłe im się wiedzie w Polsce. Rozpoznani przez Polaków kpią sobie z nich, z polskiego prawa i ze zdrowego rozsądku. O jednym z nich doniósł wrocławski "Magazyn Tygodniowy" (2 II 2001): "Do Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów zgłosił się mężczyzna, który twierdzi, że na Dolnym Śląsku mieszka do dzisiaj były esesman z ukraińskiej dywizji SS-Galizien. - "Ten człowiek brał udział w rzezi Huty Pieniackiej". Oto zeznanie świadka, który ujawnił swoje nazwisko tylko redakcji, dlatego umownie jest on "Bolesławem": W czasie wojny mieszkał w Woroniakach (woj. tarnopolskie). Z tej wioski kilku ukraińskich chłopców zaciągnęło się do SS-Galizien. "To było nazajutrz po masakrze w Hucie Pieniackiej - opowiada starszy mężczyzna. - Na dworzec kolejowy w Złoczowie przyszło dwóch. Byli w mundurach. Jeden miał jeszcze na nim plamy świeżej krwi. Obstąpili ich miejscowi. Ja stałem w pobliżu i wyraźnie słyszałem jak przechwalali się: My tę Hutę Pieniacką z ziemią zrównali. Kamień na kamieniu nie pozostał. Rozpoznałem obydwu. Po masakrze dostali w nagrodę urlopy". Po klęsce brodzkiej tenże esesman (Włodzimierz P.) zdezerterował i wstąpił do UPA. Był funkcjonariuszem złowrogiej służby bezpieki OUN - postrach także Ukraińców. W tej funkcji dopuścił się jeszcze jednej zbrodni. "Pewnego ranka - mówi Bolesław - tata wyszedł kosić łąkę. Bandyci porwali go do lasu... Przez godzinę przypalali ojca nad ogniem, wreszcie powiesili..." Jednym z tych morderców był tenże Włodzimierz P. "Ożenił się z Polką i w 1960 roku na jej papierach przyjechał na Dolny Śląsk... W latach sześćdziesiątych został pod Wrocławiem rozpoznany..." I co z tego? Mieszka nadal w jednym z podwrocławskich miasteczek i ma się dobrze. Czy Włodzimierz P. mordował polskie dzieci - tam w Hucie Pieniackiej, a później w UPA? Czy dziełem tego "dzielnego mołojca" jest taki oto "obrazek" z Huty Pieniackiej przekazany przez Bolesława Zagrodnego naocznego świadka?: "Po wycofaniu się esesmanów był jednym z pierwszych, którzy z Huty Werchobuskiej przybyli do Huty Pieniackiej. "Na drogach i polach leżeli martwi ludzie - mówi - starcy, młodzi, kobiety i dzieci. Najwięcej dzieci widziałem na sztachetach płotów lub leżących z rozbitymi główkami..." ("Magazyn Tygodniowy", 26 II 2001). Po światowej sensacji medialnej związanej ze zbrodniami SS-Galizien, zgłosili się nowi świadkowie, dużo świadków. "W naszym archiwum mamy zeznania prawie dwóch tysięcy świadków, dokumentację fotograficzną i listę nazwisk ponad 60 domniemanych zbrodniarzy ukraińskich - mówi Szczepan Siekierka. Wśród tych dokumentów są także te dotyczące działań SS-Galizien... Ja rozmawiam często z Ukraińcami - mówi dalej Siekierka. - Bardzo to przeżywają. Chcą pojednania. My też. Ale stawiamy jeden warunek. Organizacje zbrodnicze trzeba potępić". Tadeusz Szczyrbak, wrocławski polityk i działacz stowarzyszeń kresowych dodaje: "Uważam, że na wzór katyńskiej powinna powstać Wielka Księga Kresowego Holocaustu. Z drugiej strony potrzeba czegoś na podobieństwo izraelskiego medalu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Trzeba upamiętnić tych wszystkich Ukraińców, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków przed fanatycznymi nacjonalistami" ("Magazyn Tygodniowy", 26 I 2001). Po tym, co napisano, czy można się już dziwić, że w poczytnym piśmie na pierwszej jego stronie, w czołówce dużymi literami krzyczy tytuł: "Kieres szef Instytutu Pamięci Narodowej chroni ukraińskich zbrodniarzy" A zaraz po nim "Wniosek o ściganie dyscyplinarne" złożony na ręce rektora Uniwersytetu Wrocławskiego - i uzasadnienie: "Szef IPN prof. Leon Kieres zapowiedział wczoraj (15 I 2001) w Krakowie, że Instytut nie zamierza wszczynać śledztwa w sprawie mordów popełnionych na terenach Polski przez Waffen-SS Galizien... Mimo wielu różnych informacji pojawiających się w prasie, IPN na razie nikogo nie oskarża o zbrodnie w Hucie Pieniackiej, tym bardziej Ukraińców z 14 dywizji Waffen-SS Galizien... Nie ma winnego, dopóki nie udowodni się winy i tak samo nie ma mowy o ekstradycji dopóki się komukolwiek takiej winy nie udowodni..." Z wypowiedzi Kieresa wynika, że kierowany przezeń Instytut Pamięci Narodowej, obowiązany ustawowo do ścigania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, nie zamierza wszczynać śledztwa w sprawie mordów popełnionych w czasie II wojny światowej przez Ukraińców z 14 dywizji Waffen-SS Galizien pod oszukańczym pretekstem, jakoby takiego śledztwa wszczynać nie było można, dopóki wina sprawców nie zostanie dowiedziona. Niemal każde zdanie wypowiedzi Kieresa nosi znamiona perfidnego oszustwa. Ostateczne ustalenie winy sprawcy zbrodni następuje w wyroku sądowym. Jednak aby do takiego wyroku dojść mogło, trzeba najpierw wszcząć śledztwo potem jeśli zarzuty się potwierdzą, sporządzić i skierować do sądu akt oskarżenia w końcu udowodnić winę sprawcy przed sądem. Bez śledztwa postawień kogoś przed sądem i udowodnienie mu winy - jest prawnie niemożliwe. Śledztwo wszczyna się zawsze, gdy "zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa" głosi polskie prawo w art. 303 kpk." Nie warto już do tego cokolwiek dodawać, dość już kompromitacji profesora! Jest wreszcie Kresowy Ruch Patriotyczny optujący bezwzględnie za prawdą. Dlatego w jego Deklaracji Programowej czytamy: "Świadomi, że zbrodni ludności polskiej Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej dopuścili się szowiniści ukraińscy..., którzy z takim samym okrucieństwem jak Polaków mordowi Ukraińców, udzielających pomocy mordowanym Polakom lub odmawiający) udziału w zbrodni - za ważny cel swojego działania uznajemy budowanie przyjaźni i równoprawnej współpracy pomiędzy narodem polskim a ukraińskim. W przekonaniu, że zbliżenie między Polską i Ukrainą nie może być zbudowane na kłamstwie, wykluczamy z tego procesu pojednania duchowych spadkobierców OUN-UPA... Pomni nauk i przykazań naszych przodków, w poczuciu obowiązku wobec następnych pokoleń, powołując do życia naszą polityczną reprezentację: KRESOWY RUCH PATRIOTYCZNY, pragniemy wnieść-na miarę naszych możliwości -pozytywny wkład w rozwiązywanie narodowych problemów. Pragnienmy też, aby nasze bolesne, kresowe sprawy były sprawami całego narodu!... Wzywamy wszystkich Kresowian i ich Potomków, wzywamy wszystkich Polaków którzy podzielają wyrażone w tej kwestii stanowisko: WSTĘPUJCIE DO KRESOWEGO RUCHU PATRIOTYCZNEGO!". Każdy naród ma własną fasadę wspaniałych dokonań, bohaterskich czynów i własne brzydkie podwórko pełne skrywanych ciemnych plam. Taką plamą dla Ukraińców jest Dywizja Waffen-SS "Galizien" i jej współpraca z hitlerowskimi Niemcami w czasie II wojny światowej. I to podwórko należy samemu posprzątać, a nie jeszcze bardziej zaciemniać historię przez tworzenie kłamstw i mitów. Tym bardziej, że są w historii zbrodnie, grabieże, okrucieństwo wobec ludności polskiej zamieszkującej Małopolskę Wschodnią. Aby tak sprawę pojmować, trzeba do tej sprawy dojrzeć - a jak widać nie wszyscy Ukraińcy mają odwagę Wiktora Poliszczuka by uczciwie dokonać rachunku sumienia, a na pewno odwagi tej brakuje ukraińskim nacjonalistom; wypaliła się w nich w czasie mordów. Ci mordując Żydów tylko jednego nauczyli się od swoich ofiar: nigdy nie przyznawać się do żadnego złoczynu! Dlatego tak bardzo przestraszyły się władze Związku Ukraińców w Polsce po wyemitowaniu filmu Hendy'ego; zlękły się, że na kolejnych spotkaniach starannie dobranych historyków polskich i ukraińskich "Polska-Ukraina: trudne pytania" padnie hasło: zbrodnie SS-Galizien - i wtedy się zacznie ujawniać prawda, którą oni pragną ukryć.

    Całość pod linkiem polecam

    http://www.irekw.internetdsl.pl/ssgalizien2.html
  • @Jacek Boki 11:15:25
    Z oskarżeniami Ukraińców o zbrodnie wojenne trzeba uważać - pisze Paweł Smoleński

    Z oskarżeniami Ukraińców o zbrodnie wojenne trzeba bardzo uważać. SS Galizien to nie było to samo co SS po prostu. Dla Ukraińców to była najpierw szansa walki z Sowietami, a pod koniec wojny ocalenie przed nimi. Chciałbym skomplementować Juliana Hendy'ego. Jego trzyczęściowy film naprawdę trzyma w napięciu, jest zrobiony ze znajomością warsztatu, po brytyjsku chłodny i, chciałoby się powiedzieć, dokładny. Kadry archiwalne, np. usuwanie sowieckich pamiątek ze zdobytego przez Niemców Lwowa, a zwłaszcza robione amatorską kamerą zdjęcia pogromu we Lwowie (nagie żydówki ciągnięte za włosy po bruku, gonieni przez cywili rozebrani, bezbronni mężczyźni), są jednymi z najbardziej przerażających, jakie kiedykolwiek widziałem. Zaś zeznania polskich i słowackich świadków szczere i po ludzku wiarygodne. Opinie historyków osadzają całą rzecz w ówczesnym kontekście. Innymi słowy - film prawie bez zarzutów. Hendy trzyma się faktów najmocniej, jak może (popełnia kilka drugorzędnych błędów), a jednak w ogólnym opisie wyślizgują mu się z ręki. Opowiada np. o policyjnym batalionie Nachtigall (Słowiki) odpowiedzialnym za lwowski pogrom, by potem używać tej nazwy wymiennie z SS Galizien. Tymczasem Nachtigall nie został wcielony do SS Galizien; batalion rozformowano, nim dywizja powstała. Dla Brytyjczyka to z grubsza wszystko jedno: wszak idzie mu nie tyle o przynależność, historyczną dokładność, ile o to, że domniemany zbrodniarz być może uzyskał schronienie w jego ojczyźnie. Tak samo postępuje gazeta "Sunday Times", podpisując ilustrację do tekstu - propagandowy plakat Waffen SS: "SS Galizien pacyfikowała Powstanie Warszawskie". Tymczasem SS Galizien w Powstaniu nie było. Podobnie rzecz się ma z tonem narracji. Hendy opisuje historię SS Galizien poniekąd tak, jakby odkrywał Amerykę. Tymczasem to rzecz znana, prześwietlona na wylot przez historyków, publicystów, specsłużby brytyjskie i nie tylko. Dywizja powstała zgodnie z dekretem kolaborującego z Niemcami Ukraińskiego Komitetu Narodowego w 1943 r. Liczyła kilkanaście tysięcy żołnierzy, wchodziła w skład Waffen SS - wielonarodowych sił sprzymierzonych z Hitlerem, została rozbita latem '44 w bitwie pod Brodami, później przemianowana na Ukraińską Armię Narodową. Jej dowódcy uzyskali od Niemców zapewnienie, że nie zostaną wykorzystani do walki z zachodnimi aliantami. Żołnierze UAN wzięci do niewoli w Austrii przez włoskie obozy jenieckie trafili do Wielkiej Brytanii, USA, Kanady i Australii. Dla Polaka członkostwo w SS to wyrok, hańba, niesława. Jednak SS Galizien to nie było zwykłe, niemieckie SS ani nawet oddziały Waffen SS złożone z fanatycznych nazistów: Norwegów, Holendrów, Brytyjczyków, Francuzów. Dla wielu Ukraińców - jakkolwiek naiwnie by to brzmiało - walka w Waffen SS była jedyną możliwością bicia się z bolszewikami, a pod koniec wojny - jedyną drogą ucieczki przed Armią Czerwoną. SS Galizien, podobnie jak oddziały Waffen SS utworzone w krajach bałtyckich, nie została uznana za formację zbrodniczą, choć przeciwko jej żołnierzom prowadzono szereg śledztw, w tym kilka polskich, m.in. zorganizowane przez polski rząd w Londynie. Ostatni dowódca Ukraińskiej Armii Narodowej gen. Pawło Szandruk został nawet po II wojnie światowej odznaczony Virtuti Militari przez generała Władysława Andersa za bohaterską walkę w kampanii wrześniowej. Nie można wykluczyć, że w szeregach SS Galizien znaleźli się zbrodniarze wojenni, ale sama przynależność do tej formacji zbrodnią nie była. I tak na sprawę mogą patrzeć Ukraińcy. W kontekście polskim wszelkie doniesienia o ukraińskich zbrodniach składają się na melodię, która czyni piosenkę - zbitki słowne: "bandyci z SS", "bandyci z UPA", "ukraińskie zbiry", "ukraińscy rezuni", funkcjonują u nas po dzień dzisiejszy. SS Galizien, batalion Nachtigall, Wołyński Legion Samoobrony - a jaka między nimi różnica? Wszak to ci sami Ukraińcy, nacjonaliści, mordercy, hajdamaki, piłami rżnęli, żywcem palili, pacyfikowali Powstanie itd., itp. To uleganie takim właśnie stereotypom kazało naocznym świadkom Powstania Warszawskiego nazywać "Ukraińcami" rabusiów i zbrodniarzy z Russkoj Oswoboditelnoj Narodnoj Armii półkrwi Polaka Mieczysława Kamińskiego. Ostatnie kilkadziesiąt lat walk o niepodległą Ukrainę, w tym epizod z SS Galizien, to nieustanne pasmo dramatów. Trzeba wielkiego wyczulenia na historyczny szczegół, kontekst, melodię, by nikogo nie skrzywdzić. Nie wolno mówić - jak powiedział "Życiu" prof. Leon Kieres z Instytutu Pamięci Narodowej - że nie można wykluczyć, iż Polska poprosi o ekstradycję 1,5 tys. weteranów SS Galizien. Albo - jak zasugerowano w jednej ze stacji TV - że Ukraińcy pacyfikowali Powstanie Warszawskie. Brytyjski film, wsparty polskimi relacjami i komentarzami, może obudzić upiory, które - wielu miało taką nadzieję - zostały uśpione na zawsze.
  • @Jacek Boki 11:15:25
    https://dorzeczy.pl/_thumb/72/52/101f3a22e27c15d50cef38cd1d1f.jpeg

    Francuski gen. Philippe Leclerc rozmawia ze schwytanymi francuskimi żołnierzami SS / Źródło: Wikimedia Commons


    Francuscy SS-mani. Do samego końca bronili bunkra Hitlera. Nosili zielone mundury Waffen-SS. Wyróżniało ich jedno – tarcza z napisem „France” na tle trójkolorowych barw narodowych. Walczyli w strukturach armii niemieckiej jako żołnierze dywizji „Charlemagne”, a dokładniej 33. Dywizji Grenadierów SS (33. Waffen-Grenadier-Division der SS „Charlemagne”), nazwanej na cześć dawnego władcy państwa Franków Karola Wielkiego. Gdy ją tworzono, Francuzi chcieli, by ich jednostka nosiła imię bohaterskiej katoliczkiJoanny d’Arc, będącej patronem francuskich ochotników walczących po stronie gen. Francisco Franco w czasie wojny domowej w Hiszpanii. Propozycja ta nie znalazła u narodowosocjalistycznych przywódców III Rzeszy zrozumienia. Stojący na czele Głównego Urzędu SS SS-Obergruppenführer Gottlob Berger uznał, że lepiej, by patronem francuskich esesmanów był Karol Wielki, bardziej kojarzący się z ponadnarodową tradycją obrony cywilizacji europejskiej.

    https://dorzeczy.pl/historia/107374/Francuscy-SS-mani-Do-samego-konca-bronili-bunkra-Hitlera.html
  • @Jacek Boki 11:15:25
    Jak Ukraińscy żołnierze Wafen-SS zostali Polakami

    https://forumemjot.files.wordpress.com/2016/02/polscy-ukraic584cy-792x350-1.png?w=640&h=283

    https://forumemjot.files.wordpress.com/2016/02/figure04-2.jpg?w=640&h=429

    SSmani z Festung Elbing

    Prawda historyczna opiera się na faktach, a nie wyobrażeniach o nich. Ciszej nad tą trumną – może świat o tym zapomni, albo bezdenna głupota „rządu londyńskiego” minie bez echa.

    — Oto historia polskiej dywizji SS, — którą otrzymaliśmy w spadku po „rządzie londyńskim” i osobliwie Andersie.

    Po II w.ś. Rosjanie żądali wydania wszystkich obywateli rosyjskich służących po stronie hitlerowskich Niemiec w celu ukarania ich jako zdrajców. — Do czego sprowadzał się zasadniczy wymiar kary tłumaczyć nie trzeba. — Czy pod murem, czy na Syberii — śmierć.

    — Wniosek ten dotyczył między innymi SS-manów 14 Dywizji Grenadierów SS „Galizien”.

    I właśnie wówczas dzięki usilnym staraniom „rządu londyńskiego” (a szczególnie Andersa) — wszystkich SS-manów 14 Dywizji Grenadierów SS „Galizien” — alianci (Brytyjczycy), — przychylając się do prośby „rządu londyńskiego” — uznali za obywateli polskich, co uchroniło ich przed deportacją do ZSRR.

    Celem działania „rządu londyńskiego” nie było bynajmniej ukaranie ich, a coś odwrotnego – ochrona ok. 8 000 SS-manów z SS „Galizien” przed karą.

    — W tej sytuacji nie można powiedzieć, że — „Pracownicy są moi, ale zakład, w którym pracują nie jest mój.”.

    W wyniku tego posunięcia — 14 Dywizja Grenadierów SS „Galizien” formalnie stała się polską dywizją SS, — bo służyli w niej sami Polacy.

    — Żeby było śmieszniej – ostatni jej dowódca Pawło Szandruk, — dzięki londyńskim świrom w roku 1965 — stał się kawalerem orderu Virtuti Militari.

    — Nie możemy się więc wyprzeć, że nie było polskiej dywizji SS. Była – to właśnie 14 Dywizja Grenadierów SS „Galizien”.

    Pikanterii dodaje fakt, — że niektóre pododdziały tej dywizji brały udział w Rzezi Wołyńskiej po stronie ukraińskich nacjonalistów, w której zamordowano ok. 200 tys. Polaków.

    Dziś córka Andersa, który uratował od stryczka wielu oprawców Polaków z Wołynia — jest przewodniczącą Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Post o tej treści znalazł się pod jednym z linków do artykułu o wojennej przeszłości Elblążan. Po opuszczeniu na rozkaz generała Pawło Szandruka linii frontu 7 maja 1945, — oddziały dywizji przeszły rzekę Mur, przechodząc do brytyjskiej strefy okupacyjnej Austrii.

    — 10 maja 1945 SS-Brigadeführer Fritz Freitag popełnił samobójstwo, — bezpośrednią komendę nad dywizją przejął gen. Mychajło Krat.

    Oddziały dywizji skapitulowały przed Brytyjczykami i Amerykanami w rejonie Tamsweg. — Po kapitulacji jeńcy zostali przez Brytyjczyków poprzez obóz w Spittal przewiezieni do obozu w Bellaria, — a następnie Rimini (w Romanii), — na terenie operacyjnym II Korpusu Polskiego we Włoszech.

    Generał Pawło Szandruk bezpośrednio po kapitulacji jednostki zażądał od Brytyjczyków spotkania w cztery oczy z generałem Władysławem Andersem, — swym dowódcą z września 1939 r. — (ówcześnie dowódcą II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie na froncie włoskim), które mu umożliwiono.

    W konsekwencji osobistej interwencji gen. Andersa w Londynie, a także stanowiska Stolicy Apostolskiej[25], — Brytyjczycy mimo sowieckich żądań nie wydali żołnierzy ukraińskich Stalinowi, gdyż uznali ich za obywateli polskich — (byli nimi bezsprzecznie do 1939 – agresja i okupacja sowiecka z 17.09.1939 nie zmieniała ich statusu prawnego) — i umożliwili im osiedlenie się w r. 1947 w Wielkiej Brytanii i krajach Wspólnoty Brytyjskiej[26]. Całość pod linkiem polecam!

    https://forumemjot.wordpress.com/2016/02/15/jak-ukrainscy-zolnierze-wafen-ss-zostali-polakami/
  • @Jacek Boki 11:15:25
    https://www.youtube.com/watch?v=EQkd-nvFZro
    W 2001 roku opinię publiczną nie tylko w Polsce poruszył film dokumentalny BBC autorstwa Juliana Hendy'ego, opowiadający o licznych zbrodniach dokonanych przez SS-Galizien na Polakach, Żydach i Słowakach. Hendy wskazywał, że w Wielkiej Brytanii jako szanowani obywatele żyją esesowscy weterani tej dywizji. Dostali się tam dzięki wstawiennictwu generała Andersa, który zgodnie z prawdą zaświadczył, że byli oni obywatelami polskimi i nie podlegają jurysdykcji sowieckiej. O zbrodniach SS-Galizien niewiele wówczas wiedziano.'
    źródła
    http://www.wprost.pl/ar/154803/IPN-pr...

    http://65-lat-temu.salon24.pl/86796,h...
  • @Jacek Boki 11:15:25
    Zmiana nazwisk po wojnie. Niewygodna PRAWDA O ŻYDOKOMUNIE w Polsce | Aldona Zaorska

    https://www.youtube.com/watch?v=ag-3cZw3qeI&t=701s
    Jeden nam potrzebny cud, / aby przejrzał polski lud: / kto jest Polak, a kto wróg. / Żeby tak się mogło stać, / trzeba się już przestać bać / demaskować przebierańców, / oszukańców, obrzezańców. / Niech nazwisko nas nie zmyli / skorpion w barwy wlazł motyli / I obmyśla podły gad, / jak oszukać polski świat.
    [Ten wiersz to fragment ulotki z ubiegłego wieku - jak widać zachowuje wciąż swoją aktualność.] Ciekawe ilu wysokich dostojników kościelnych jest żydami? Z listy 64 najwyższych eminencji w polskim kościele z roku 2013 , 54 to żydowskie przybłędy, 6 to Polacy 2 Ukraińcy i 1 Niemiec. 94 procent ma pochodzenie żydowskie około 2 proniemieckie i inne a 4 proc. to Polacy. Czy myślicie, że coś się zmieniło! Raczej przybyło! ich jak wszy.
  • @Jacek Boki 11:15:25
    II wojna światowa to zaplanowany spisek? Dowody. | S. Pitoń

    https://www.youtube.com/watch?v=shuoP4fHSK8

    Poniżej przedstawiono podobno głębię listu, pokazując, jak Trzy wojny światowe były planowane przez wiele pokoleń:
    „Pierwsza wojna światowa musi być wywołana w celu umożliwienia Iluminatom obalenia władzy carów w Rosji i stworzeniu krajowej fortecy ateistycznego komunizmu. Po drodze oczywiście chodziło o wielkie ilości złota rosyjskiego! Rozbieżności spowodowane "agentur armii" (agentami) Iluminatów pomiędzy imperium brytyjskim i germańskim zostaną wykorzystane do wzniecenia wojny. Pod koniec wojny, zostanie zbudowany komunizm i używany w celu zniszczenia innych rządów oraz w celu osłabienia
    religii.
    „2 Badacze historii uznają, że sojusze polityczne z Anglii z jednej strony a Niemcami z drugiej , zawierane między 1871 i 1898 roku przez Otto von Bismarcka, współspiskowca Alberta Pike, odegrały ważna rolę w doprowadzeniu do pierwszej wojny światowej. „Druga Wojna Światowa musi być podsycana przez wykorzystanie różnic pomiędzy faszystami i syjonistami politycznymi. Ta wojna musi rozegrana tak by nazizm został zniszczony zaś syjonizm polityczny będzie na tyle silny, aby
    ustanowić suwerenne państwo Izrael w Palestynie. Podczas II wojny światowej, międzynarodowy komunizm musi się na tyle silny, aby zrównoważyć chrześcijaństwo, które będzie ograniczone, a następnie znajdzie się pod kontrolą, aż do czasu, kiedy będziemy potrzebować go do ostatecznego kataklizmu społecznego.
    „3 Po II wojnie światowej, komunizm powstał na tyle silny, aby rozpocząć przejmowanie słabszych rządów. W 1945 roku, na konferencji w Poczdamie pomiędzy Trumanem, Churchillem i Stalinem, duża część Europy została po prostu przekazana Rosji, a po drugiej stronie świata, następstwa wojny z Japonią pomogły zamieść tam falę komunizmu w
    Chinach. (Czytelnicy, którzy twierdzą, że terminy Nazizm i Syjonizm nie były znane w 1871 r. powinni pamiętać, że Iluminaci wynaleźli oba te ruchy. Ponadto komunizm jako ideologia pochodzi z Francji z czasów rewolucji. W 1785 Nicolas Restif wymyślił ten termin cztery lata przed
    wybuchem rewolucji. Restif i Babeufa z kolei byli pod wpływem Rousseau – jako najsłynniejszy spiskowiec z nich wszystkich, Adam Weishaupt). „Trzecia Wojna Światowa musi się rozpocząć od przewagi różnic spowodowanych przez agentury Illuminati pomiędzy politycznymi Syjonistami oraz liderami Świata Islamu. Owa wojna musi być prowadzona w taki sposób, ze Islam (Islamski Świat Arabski) oraz polityczny Syjonizm (Państwo Izrael) wzajemnie się zniszczą. W tym samym czasie inne państwa, ponownie podzielone w tej kwestii będą powstrzymywane do punktu kompletnego wyczerpania fizycznego, moralnego, duchowego oraz ekonomicznego. Wypuścimy Nihilistów oraz ateistów oraz sprowokujemy niezwykły socjalny kataklizm, który w całym tym horrorze wykaże jasno i dobitnie narodom efekty absolutnego ateizmu, pochodzenie zdziczenia i najbardziej krwawe orgie. Wtedy na każdym miejscu, wszędzie, obywatele, zmuszeni do własnej obrony przed mniejszościami etnicznymi i rewolucjonistami, będą eksterminować owych niszczycieli cywilizacji a masy pozbawione iluzji wobec chrześcijaństwa, którego boskie duchy, formujące
    chrześcijaństwo bez kompasu oraz kierunku, pożądających ideałów ale bez wiedzy, gdzie umieścić swoje oddanie i adorację, otrzymają rzeczywiste światło poprzez uniwersalną manifestację czystej doktryny Lucyfera, wystawionej w końcu na publiczny widok. To wyjawienie spowoduje w rezultacie generalny reakcyjny ruch, po którym nastąpi zniszczenie chrześcijaństwa oraz ateizmu, obydwu zwyciężonych oraz zniszczonych w tym samym czasie.
    ” 4 Od czasu ataków terrorystycznych z 11 września 2001, światowe
    wydarzenia, w szczególności na Bliskim Wschodzie, pokazują rosnące niepokoje i niestabilność pomiędzy dzisiejszym Syjonizmem i światem arabskim. Jest to całkowicie zgodne z wezwaniem do III Wojny Światowej, żeby wybuchła wojna między nimi dwoma oraz ich sojusznikami po obu stronach. Trzecia wojna światowa jest jeszcze przed nami, a ostatnie wydarzenia pokazują nam, że to nie jest
    daleko.

    Ps... Mała poprawka: pierwsza WŚ miała za zadanie zniszczenie trzech cesarstw : rosyjskiego, niemieckiego i austriackiego i cel osiągnęła. Zaczęto też wprowadzać komunę. Druga miała zniszczyć imperium bryt. a przy okazji japońskie i też stała się to i skończyło po wojnie. Drugim celem było utworzenie i......Uważam, że islam nie będzie zniszczony - w tym planie -jako, że jest religią najlepiej trzymającą za mordę, czyli wymuszającą posłuszeństwo a to oszczędza koszty utrzymania się przy władzy.
  • @Jacek Boki 11:15:25
    https://skribh.wordpress.com/tag/5-kresowa-dywizja-piechoty/
  • @Jacek Boki 11:15:25
    Teraz antysyjonizm to antysemityzm, żydzi w Europie powinni mieć prawo do noszenia broni. Ziobro: Negowanie zbrodni na żydach powinno być ścigane szerzej niż negowanie zbrodni na Polakach na Wołyniu!
    https://skribh.wordpress.com/2019/12/06/951-teraz-antysyjonizm-to-antysemityzm-zydzi-w-europie-powinni-miec-prawo-do-noszenia-broni-ziobro-negowanie-zbrodni-na-zydach-powinno-byc-scigane-szerzej-niz-negowanie-zbrodni-na-polakach-na-wolyn/


    Ps...Polacy, jako ludzie niższej kategorii nie wymagają lepszej ochrony prawnej niż Żydzi, tak rozumuje ważny członek rzekomo patriotycznej partii. Talmud poucza, że nietalmudyści nie są w ogóle ludźmi. Według talmudu nietalmudyści są zwierzętami stworzonymi dla posług dla korzyści ludzi czyli talmudystów. Innymi słowy myli się Pan uważając Polaków jako ludzi niższej kategorii, bo wedle talmudu możemy być co najwyżej zwierzętami podlegającymi różnym kategoriom. Naprawdę jest tak, że są ludzie wyznający taki system wartości. Trzeba to na bardzo poważnie brać pod uwagę. To zaś rodzi konieczność bardzo ograniczonego zaufania w poczuciu obowiązku i odpowiedzialności. Żarty się skończyły…Głoszeniem nierównoprawnej dla gojów i żydów doktryny prawnej pan Zbigniew Ziobro tylko się kompromituje. Uznawanie uprzywilejowania żydów nad gojami jest dobitnym potwierdzeniem wątpliwego patriotyzmu tego ministra. Ze słów ministra jego talmudyczna świadomość prawna przebija, talmudyczne słowa uwiarygadnia, że Dusze żydowskie mają pierwszeństwo, że są częścią Boga, a to tym sposobem są cząstką materialną Boga, jak syn jest z istoty ojca swojego, dlatego też dusza żydowska milsza i przyjemniejsza jest Bogu nad wszystkie dusze innych narodów świata, których dusze pochodzą od diabła i są duszami bydląt i zwierząt. Coś się święci gdy Pan Ziobro tak żydkom czapkuje. Takie zdanie może wypowiedzieć jedynie zdrajca lub antypolak. „Naród wybrany” ma pierwszeństwo, reszta ma drugorzędne znaczenie. Poza tym na Kresach nie była mordowana inteligencja, więc nie jest to dla nich priorytet. Coraz bliżej im do peowskich szumowin, a na dobrą sprawę o wiele więcej ich łączy niż dzieli. Potrafią doskonale zadbać o pozory. Przyjdzie pora na nędznych uzurpatorów i nachalne „ziobranie” o głosy nie wystarczy.

    https://kresy.pl/wydarzenia/polska/ziobro-negowanie-zbrodni-na-zydach-powinno-byc-scigane-szerzej-niz-negowanie-zbrodni-na-polakach-na-wolyniu
  • @Drab61 23:26:21
    Tutaj jest WROCŁAW ! TU SIĘ MÓWI po UKRAIŃSKU ! Świadome działania władz polskich obliczone są na zniszczenie jednolitości narodowej
    /próby zachowania suwerenności są jedynie makijażem i oszukiwaniem narodu/. Dzieje się to na poziomie najwyższym, widać to jak na dłoni,
    /prezydent, premier, ministrowie, sejm/, ale też i na poziomach lokalnych /miasta,np. Wrocław, Gdańsk, Kraków; gminy/. Na dzisiaj, w Polsce, oficjalnie mamy 1.3 miliona emigrantów ukraińskich.

    https://gloria.tv/post/J7CeUdToniDj1LSDxbtemwRTZ
  • @Drab61 23:26:21
    https://kresy.pl/users/sylwia/
  • @Drab61 23:26:21
    https://youtu.be/JXGjicvos5I
    https://kresy.pl/wydarzenia/zniszczony-krzyz-barwy-upa-i-runy-ss-zdewastowano-pomnik-ofiar-rzezi-w-hucie-pieniackiej-video-foto/
  • @Jacek Boki 11:15:25
    To jest film dokumentalny BBC autorstwa Juliana Hendy'ego, opowiadający o zbrodniach dokonanych na Polakach, żydach i Słowakach.
  • @Drab61 23:26:21
    http://otworzksiazke.pl/images/ksiazki/trzy_twarze_jozefa_swiatly/trzy_twarze_jozefa_swiatly.pdf

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

TAGI