Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
275 postów 403 komentarze

Polityka Drugiej Rzeczpospolitej wobec Ukraińców

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Publikuję pierwszy odcinek znakomitej pracy Pani profesor Lucyny Kulińskiej pt. Refleksje nad polityką Drugiej Rzeczpospolitej wobec mniejszości ukraińskiej.

Publikuję pierwszy odcinek znakomitej pracy Pani profesor Lucyny Kulińskiej pt. Refleksje nad polityką Drugiej Rzeczpospolitej wobec mniejszości ukraińskiej. To szczegółowe opracowanie ukazuje prawdziwy obraz stosunku państwa polskiego do Ukraińców w okresie międzywojennym, obnażające obecne, bezczelne kłamstwa banderowskiej propagandy na ten temat, za pomocą której ogłupia się niczego nieświadome i nie znające własnej historii całe rzesze polskiego społeczeństwa.

Profesor Lucyna Kulińska

Ocenianiem działań politycznych II Rzeczypospolitej wobec mniejszości ukraińskiej zajmowało się w przeszłości wielu badaczy. Część książek nie wytrzymała próby czasu, ale wiele uznać należy nadal za istotne. Na uwagę zasługują szczególnie prace J. Borkowskiego[1] Romana Wapińskiego[2] Ryszarda Torzeckiego[3], J. Tomaszewskiego[4], P. Wandycza [5], Cz. Brzozy[6], B. Budurowycza [7],czy A. Chojnowskiego[8]. Z badaczy młodszego pokolenia wyróżnić należy Roberta Potockiego, autora szczególnie istotnej książki zatytułowanej Polityka państwa polskiego wobec zagadnienia ukraińskiego w latach 1930 - 1939[9], prace Barbary Stoczewskiej, w tym „Litwa, Białoruś, Ukraina w myśli politycznej Leona Wasilewskiego”[10], prace Piotra Okulewicza, szczególnie istotna dla tematu pt. Koncepcja „międzymorza” w myśli politycznej obozu Józefa Piłsudskiego w latach 1918- 1926. Należy podkreślić, że te trzy ostatnie prace zawierają bardzo obfitą i szczegółową bibliografię. Warto wymienić też pracę zbiorową historyków polskich i ukraińskich pt. Historycy polscy i ukraińscy wobec problemów XX wieku[11], teksty Jerzego Holzera „Upadek komunizmu i historiografia” czy Włodzimierz Mędrzeckiego „Druga Rzeczpospolita w historiografii polskiej po 1989 roku” (obie zawierają bogate przypisy bibliograficzne, wartościowe refleksje i przemyślenia). Do analizy tematu cenna okazała się też praca Jerzego Ogonowskiego, Uprawnienia językowe mniejszości narodowych w Rzeczypospolitej Polskiej 1918-1939[12], oraz zawierająca wiele nowych nieznanych informacji pracy księdza Adama Kubasika[13].

Warto podkreślić, że oceny naszej przedwojennej polityki narodowościowej są w większości tych prac krytyczne. W starszych dominowała pełna negacja osiągnięć II RP, gdyż ich podstawę stanowiło komunistyczne „klasowe ujmowanie dziejów”. Nowsze, choć już nie tak jednostronne, też chętnie powielają stare tezy lub zgodnie z nową już wykładnią polityczną przyjmują, nierzadko bez należnej refleksji, zarzuty i argumenty stawiane przez stronę ukraińską. Jeśli do tego dodać czarny i uproszczony obraz międzywojnia występujący w pracach większości ukraińskich historyków[14], okazuje się, że nasz ogląd tego okresu daleki jest od obiektywizmu. Nieco zamieszania w ten ustalony obraz wniosły prace amerykańskiego historyka Tymothy Snydera, który w swych książkach ukazuje liczne i nieudane próby ekipy Piłsudskiego pozyskiwania Ukraińców i skłonienia ich do wspólnego przeciwstawiania się Rosji[15]. Okazały się one silny ciosem w obowiązującą tezę o silnym antykomunizmie ukraińskich elit i ich zdolności do dotrzymywania umów i ugód zawieranych ze stroną polską. Przed polskimi badaczami pragnącymi rozszerzyć wiedzę na temat stosunków polsko-ukraińskich piętrzą się jednak problemy.

Pierwszym z nich jest to celowe wyniszczenie po wojnie literatury i źródeł przydatnych do odtworzenia dziejów polskich kresów. Lektura takich prac takich jak: Cenzura PRL. Wykaz książek podlegających niezwłocznemu wycofaniu 1 X 1951[16] pozwala zrozumieć z jak wyselekcjonowanym materiałem na temat przeszłości mieli do czynienia szczególnie młodzi polscy historycy. Większość zniszczonych prac nie została odzyskana, wznowiona, nie wróciły do bibliotek. Nie sposób nie wspomnieć o niszczeniu lub ukrywaniu dowodów zbrodni nacjonalistycznych organizacji ukraińskich skierowanych przeciwko narodowi polskiemu z powodu ich kryminalnego charakteru, bo z takimi faktami mieliśmy i mamy do czynienia do dziś.

Poważnym problemem jest też pozostawienie poza granicami materiałów wytworzoną przez polską państwowość II RP na kresach. Po podstawowe źródła do badań (np. dokumenty samorządowe i administracyjne, wojskowe i policyjne), teczki osobowe, lokalną prasę międzywojenną trzeba do Lwowa, Stanisławowa, Łucka, a nawet Kijowa i Moskwy? Wiąże się to niestety z dużymi kosztami. Tymczasem żyjemy w dobie skanerów, kserokopiarek, Internetu, dzięki tym udogodnieniom i współpracy między archiwami najważniejsze materiały powinny już dawno trafić do Polski. Tak jednak się nie dzieje. Warto też wspomnieć o przeszkodach związanych z wyraźną niechęcią części historyków, nie wspominając już o politykach do weryfikowania wcześniejszych ustaleń i też ze względu na „poprawność polityczną”. W wypadku tego tematu jest to nagminne, a ofiarą pada oczywiście wiedza historyczna.

Nadal w wielu nawet polskich pracach dotyczących dziejów województw kresowych II RP określa się je mianem ziem „rdzennie ukraińskich”. Wydaje się to niesłuszne wobec trwającego przez 600 lat związku tych terenów z Rzeczypospolitą, jej wkładu cywilizacyjnego (materialnego, duchowego, kulturowego) i obecności na tych ziemiach najpierw plemion zachodnio- słowiańskich, a później Polaków. Podobnie rzecz się ma z unikaniem określenia „Małopolska Wschodnia” w odniesieniu do województw oficjalnie i urzędowo nazywanych tak przez polskie władze od roku 1922. Nagminnie używa się terminu Galicja Wschodnia, a nawet Ukraina Zachodnia. Takie postępowanie, podobnie jak używanie tych określeń w odniesieniu do okupacji sowiecko- niemieckiej (co neguje prawomocność istniejących na tych terenach przez cały czas struktur Polskiego Państwa Podziemnego i jego okręgów)[17] wskazuje na negowanie a’priori władztwa Polski nad tymi terenami. Tymczasem były one integralną częścią Polski, nie jego „protektoratem”. Jedną z przyczyn może być fakt, że znacząca część podejmujących problematykę stosunków polsko-ukraińskich autorów jest narodowości ukraińskiej i udało im się skutecznie narzucić pozostałym historykom swój punkt widzenia.

Autorka tekstu zdaję sobie sprawę, że podjęcie się weryfikacji lub obrony polityki mniejszościowej polskiej dwudziestolecia międzywojennego jest zadaniem dość karkołomnym. Nie oznacza to oczywiście, że politykę II RP uznać można za trafną. Jednak z perspektywy czasu i po analizie źródeł podstawowy zarzut stawiany przez Ukraińców polskim władzom przedwojennym, dotyczący niechęci czy wrogości w stosunku do Ukraińców wydaje się nieuzasadniony. Zachowane materiały wskazują na coś innego – na podejmowanie przez kolejne rządy systematycznych prób ułożenia jakiegoś modus vivendi z Ukraińcami. Ujawniają też wyraźną chęć władz do stosowania wobec mniejszości ukraińskiej procedur demokratycznych. Do zmiany tego stanowiska dochodziło tylko w warunkach wyjątkowych, anormalnych, kiedy łamanie prawa i agresja mniejszości osiągała swoje apogeum. Takie postępowanie było zawsze wtórne wobec ewidentnych aktów wrogości i nielojalności ukraińskich obywateli wobec państwa i Polaków. Nie ulega wątpliwości, że zagadnienie mniejszości w przedwojennej Polsce szybko przeszło ze sfery polityki, do podstawowych zagadnień bezpieczeństwa państwa.

Przy prowadzonych badaniach z reguły nie akcentuje się też krótkości trwania II RP. W tym czasie problem ukraiński był poważnym, ale na pewno nie jedynym z jakim musiała uporać się Polska.

Nierzadko pomijana jest też kwestię spuścizny ekonomicznej i kulturowej okresu zaborów, co na ziemiach wschodnich oznaczała skrajną nędzę, zacofanie, analfabetyzm, brak przemysłu itd. Trudno owe niedostatki przypisywać działaniu państwa polskiego, które i tak co mogło to robiło podnosząc się ze zniszczeń wojennych, wojny bolszewickiej, które rychło zamieniły się w katastrofę wielkiego kryzysu ekonomicznego i rosnące zagrożenie hitleryzmem. Nie należy zapominać, że w owym dźwiganiu się z upadku działania nastawionych wrogo mniejszości nie tylko nie pomagały, ale stanowiły realne utrudnienie. Nie bez znaczenia jest też fakt dramatycznie słabej znajomości problematyki kresowej w Polsce zachodniej, ale i części centralnej. Mieszkańcy dawnego zaboru pruskiego wykazywali się w tej mierze największą ignorancją. Brak bezpośrednich związków z tą kwestią eliminował tamtejszą inteligencję z rzeczowej dyskusji nad tym trudnym zagadnieniem. Poglądy mieszkańców dawnej Kongresówki były zdecydowanie proukraińskie, bo po pierwsze nie miała z tą mniejszością bezpośredniego kontaktu, poza tym poczuwano się do solidarności z Rusinami i Ukraińcami w ich walce z „jarzmem carskim”, ale równocześnie patrzono na sprawy te z rosyjskiego punktu widzenia.

Zupełnie inaczej patrzono na ten problem w Galicji. To w tej dzielnicy zdawano sobie sprawę z ogromu niebezpieczeństwa i silnie antypolskiego oblicza ukraińskiej akcji. To tutaj trwała stała walka o dusze i ziemię – niestety w okresie międzywojennym był to głos słabo słyszalny i pokrywany nawet w świetle racjonalnych dowodów niebezpieczeństwa czysto ideologicznymi frazesami i ugodową polityka, nawet tam gdzie państwo nasze winno okazywać siłę i atrybuty suwerena. Wejście w skład naszego organizmu państwowego przyniosło naszym niepolskim obywatelom wiele praw, ale za prawami idą też obowiązki i tego nie chcą uwzględniać w dzisiejszych ocenach badacze, zwłaszcza ukraińscy.

W ocenach krytykujących działania II RP nie zauważa się, że państwo bezskutecznie próbowało robić to, co było możliwe, ale nie było przecież w stanie zaspokoić maksymalistycznych oczekiwań ukraińskich elit żyjących w Polsce. Faktem jest bowiem,że żądania te sprowadzały się do oddania Ukraińcom województw kresowych (zagospodarowanego terytorium, jego infrastruktury itp.) i usunięcia z tych terenów Polaków.

Można też skonstatować, że o niepowodzeniach polskich władz zadecydowała narastająca lawinowo z upływem lat niechęć strony ukraińskiej do jakiejkolwiek współpracy z władzami, poza faktycznie nie liczącymi się i śladowymi ugrupowaniami propolskimi. Rujnujący wpływ na wszelką konstruktywną politykę miały akcje ukraińskich szowinistów. Przejawiała się ona w sabotażach, terrorze wobec instytucji państwowych, mordowaniu i zastraszaniu Rusinów, którzy nie widzieli problemu w życiu pod wspólnym dachem z Polakami. Działania takie stwarzały klimat, w którym władze polskie, nawet najbardziej życzliwe wobec dążeń ukraińskich, stopniowo traciły poczucie sensowności stałych ustępstw.

Koncentrując się na działalności nośnych propagandowo i głośnych dzięki spektakularnym terrorystycznym metodom UWO i OUN, nie można jednak zapominać, że na terenie II RP działały też ugrupowania (przede wszystkim „rusińskie”) Polsce przychylne, nawiązujące do wspólnej wielonarodowej przeszłości kresów. Należy jednak ubolewać, że polskie władze, po krótkim okresie ich kokietowania, pozwoliły im więdnąć, a wspierano i liczono się jedynie z ugrupowaniami polskiej państwowości wrogimi, które oscylowały w kierunku realizowania założeń maksymalistycznych. Jednym z wyników takiego postępowania było zwycięstwo nurtów najbardziej skrajnych[18].

Na uparte dążenie Ukraińców do swej niezawisłości, za wszelką cenę, bez uwzględnienia ewentualnych kosztów dla obu stron i to w specyficznej sytuacji geopolitycznej (grożącej wchłonięciem przez Rosję radziecką i przy pomocy finansowej Niemiec) nie należy patrzeć z pobłażliwością. Także nośny w Polsce argument konieczności „wybijania się Ukraińców na niepodległość”, nie może być przyjmowany bezkrytycznie w konfrontacji z drastycznością stosowanych przez nacjonalistów ukraińskich metod. Nie można też usprawiedliwiać przestępstw kryminalnych i zabójstw wobec obywateli, czy przedstawicieli administracji państwa.

Może warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że na taki, a nie inny, rozwój wydarzeń i sposób postępowania wobec naszych mniejszości etnicznych wpływ miały określone cechy polskiego charakteru narodowego. Ciekawe materiały na ten temat znalazła autorka kilka lat temu w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie[19]. Autor ich zwraca uwagę, że od lat prowadzą „...humanitarną, wspaniałomyślną, jak niektórzy mówią mądrą politykę będącą właściwie polityką narodu leniwego, biernego, który nie umie zdobywać, ale nawet mocno trzymać w garści tego, co posiada[20]”... Ze względu na brak miejsca nie można przytoczyć obszerniejszych fragmentów tekstu, ale zaręczam, że lektura tego opracowania z przed ponad 70 lat jest ze względu aktualność niektórych wątków, jest poruszająca[21].

Autorka pisze te słowa wyjaśnienia, bo, żyjemy w świecie doświadczającym na nowo bolesnych wojen lokalnych i konfliktów etnicznych. Na nowo trzeba rozpoznawać mechanizmy, które prowadzą do masowych zbrodni na terytoriach mieszanych etnicznie. Tolerowanie radykalizmu mniejszości narodowych i ich prawo do separatyzmu, było przez wiele lat w Europie zachodniej uznawane za miernik działania demokracji i jej skuteczności. Tymczasem tragiczne doświadczenia bałkańskie, czeczeńskie, ale i np. korsykańskie, holenderskie, każą na nowo stawiać pytania o granice tolerancji wobec aspiracji mniejszości. Do jakich metod wolno sięgać separatystom, a do jakich nie, w walce politycznej, czy zbrojnej o swoją niezawisłość? Czy cena jaką każą płacić lokalnej ludności owi bojownicy nie jest zbyt wygórowana? Czy nagminnie stosowany terroryzm, może być w świetle tylu złych doświadczeń nadal interpretowany jako „akt desperacji biednych i uciśnionych” czy jest wyrachowanym, cynicznym, postępowaniem politycznym grupy ludzi sięgających po władzę, bronią polityczną nastawioną na skruszenie zaufania do państwa i jego instytucji. Przecież dla terrorystów indywidualne dobro ludzi, w tym i prawo do życia się nie liczy, mają oni jedynie realizować swoje oparte na ideologii, a często i demagogii wizje. Te wizje ubierają często w patriotyczne szaty walki narodowo- wyzwoleńczej, tak jakby mogła być ona wartością absolutną, niezależną od woli innych ludzi zamieszkujących to samo terytorium, jego położenia międzynarodowego, czy układu sił politycznych.

Do tego dochodzą pytania o zbrodnicze nacjonalistyczne ideologie na których opierają się te ruchy. Mimo, że często bezprawnie odwołują się do religii, patriotyzmu, po analizie ich założenia okazują się jawnie areligijne, ksenofobiczne, rasistowskie czy totalitarne. Zawarty w ideach ukraińskiego nacjonalizmu kult przemocy i rasizmu wpisał się doskonale obowiązujące od lat 30-stych w Europie trendy. Ruch ten miał jednak i inna cechę - posiadał silne zabarwienie radykalno- komunistyczne. To, co dane było obejrzeć i zaznać mieszkańcom kresów w czasie rządów komunistycznych- ta wszechogarniająca pogarda dla ludzkiego życia, a zarazem radykalizacja i chęć układania stosunków społecznych i własnościowych na nowo nie mogła pozostać bez wpływu na ukraińskie społeczeństwo. W ciągu dwóch lat szkoły bolszewickiej nacjonaliści ukraińscy ukształtowali swą administrację na wzorach sowieckich, co dużej części małorolnego, niewykształconego i zobojętniałego religijnie społeczeństwa ukraińskiego odpowiadało. Radykalne idee przemówiły szczególnie silnie do młodzieży, która gremialnie przystąpiła do ich realizacji. Należy podkreślić, że w działaniach większości ukraińskich organizacji zarówno komunistycznych jak i szowinistycznych – jak UWO czy OUN wątek „rewolucyjno- radykalny” był bardzo silny.

To, że w wizjach nacjonalizmu ukraińskiego koncepcja państwa demokratycznego, wielonarodowego, tolerancyjnego, obywatelskiego była nie tylko nie do przyjęcia, ale nawet w głębokiej pogardzie, świadczą artykuły z oficjalnych ukraińskich organów prasowych na samym początku okupacji niemieckiej[22]. W „Ukraińskim Słowie” z 10 sierpnia 1941 można było przeczytać: „...Międzynarodowa zgraja jaką tworzył naród polski składający się ze zdrajców innych narodów... Duchowo ograniczone jednostki bez charakteru..., które odpadają przy zdrowej selekcji z poszczególnych narodów i kończą pożałowania godny swój żywot za kratami czy innym śmietniku... w Polsce kończyli inaczej, stawali się Polakami, którym powierzano bardzo często ster życia publicznego... Wszyscy Żydzi zbratali się z Polakami, aby zniszczyć wszystko co ukraińskie...” [23].

Traktujmy więc przypadek Polski, nie jako wyjątek, ale jeden z wielu dramatów, którego przebieg wskazuje jak duże prawdopodobieństwo dojścia do krwawej rozprawy ze słabnącym politycznie i gospodarczo państwem wielonarodowym ze strony mniejszości etnicznych. Mogą one tego dokonać jeśli są wystarczająco liczne, korzystają z pomocy finansowej wrogich sąsiadów i wreszcie zdobędą się w dążeniu do swego celu na odrzucenie wszelkich nie tylko demokratycznych, ale i określanych przez kulturę zachodu jako „cywilizowane” metod. Jeśli do tego pod wpływem demagogii, mniejszość ta pozbędzie się oporów moralnych wynikających z religii i ogólnoludzkiej tradycji dojść może, jak na Wołyniu jak i w Małopolsce wschodniej do ludobójstwa. Prawdopodobieństwo takich wystąpień rośnie, gdy mniejszość narodowa oparcie znajduje w innej religii niż wyznawana przez członków państwa-gospodarza. Niestety choroba nienawiści, jest stałą plagą ludzkości. Warto analizując to zagadnienie zapoznać się także z pracą zbiorową pt. Człowiek i agresja. Głosy o nienawiści i przemocy[24], a szczególnie zawartym w niej artykułem Aleksandry Jasińskiej –Kani pt. Agresja i przemoc w konfliktach narodowych i etnicznych[25], który sugeruje narastanie takich zjawisk we współczesnym świecie.

Urs Altermatt, szwajcarski politolog w pracy pt. Sarajewo przestrzega. Etnonacjonalizm w Europie[26]zwraca uwagę, że prawo narodów do samostanowienia nie oznacza automatycznie ich prawa do secesji. Secesja rywalizuje bowiem z uznaną przez prawo międzynarodowe zasadą suwerenności terytorialnej państwa[27]. Procesy wyodrębniania powinny zawsze odbywać się w warunkach sprzyjających politycznie, kiedy nowe państwo jest już w stanie dźwignąć ciężar odpowiedzialności za wszystkie zamieszkujące je nacje, a także mieć zdolność do samodzielnego administrowania krajem i na zasadach porozumienia się ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Kto rozumie bowiem naród jedynie jako ściśle etniczną wspólnotę staje się wyznawcą ahistorycznej i stricte biologicznej wizji świata.

XXX

W wyniku pierwszej wojny światowej nastąpiło odrodzenie Polski. Nie była ona krajem jednorodnym etnicznie. Mniejszości narodowe sięgały 30%. Co istotniejsze, nie były one rozproszone, ale poza mniejszością żydowską i cygańską- stanowiły zwarte, liczne grupy zamieszkujące tereny przylegające do granic, za którymi żyli ich rodacy, stanowiący naturalną bazę do rodzącej się irredenty. Najbardziej poważne, ze względu na zaszłości historyczne i wrogość do Polaków, były konflikty z mniejszością niemiecką i ukraińską. Z tym ostatnim separatyzmem rodząca się Polska weszła konflikt w pierwszej kolejności. W sposób brutalny zderzyły się na jednym terytorium dwie wizje: polska- nawiązująca po okresie 150 letniej niewoli do nieco okrojonego terytorialnie kształtu dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów i ukraińska- budowy nowej, samodzielnej „wielkiej Ukrainy” na „wszystkich etnicznych ziemiach ukraińskich”, które obejmować miały teren na zachodzie sięgający po Lublin i Kraków, a na wschodzie po Kubań i Kaukaz.

Dziś, z perspektywy lat wydaje się, że znalezienie sprawiedliwego, satysfakcjonującego obie strony kompromisu, i to tuż po zakończeniu I wojny światowej, było nierealne. Rozwiązanie zbrojne- do którego doszło w latach 1918-1919, przyniosło zwycięstwo Polsce i spowodowało powrót w obręb naszego państwa terenów Galicji i części Wołynia. Była to niestety zwycięstwo pyrrusowe. Cena jaką trzeba było wkrótce zapłacić, za utrzymanie kresów wschodnich przy Rzeczpospolitej była duża i z latami coraz wyższa, a płacili ją przede wszystkim żyjący tam Polacy. Mimo wysiłków, z upływem lat słabnące państwo coraz gorzej chroniło ich przed narastającym naciskiem i terrorem ze strony nacjonalistycznych ugrupowań ukraińskich. Wydaje się, że strona polska nie doceniała przeciwnika, ufna w możliwość zaskarbienia sobie lojalności Ukraińców drogą ustępstw i porozumień.

Od lat szukamy odpowiedzi, dlaczego udało się skrajnym ukraińskim nacjonalistom, wywodzącym się z warstw inteligencji i kleru greckokatolickiego i porwać swymi ideami ukraińskich chłopów i przy ich pomocy zrealizować wobec zamieszkujących kresy Polaków najokrutniejszy, eksterminacyjny scenariusz. Czy rzeczywiście państwo polskie było w tym krótkim, dwudziestoletnim okresie, aż tak złym suwerenem i gospodarzem, że jego obywateli spotkała taka odpłata jak narastające zamachy i sabotaż realizowany niemal od początku naszej odrodzonej państwowości i masowy mord na w czasie II wojny światowej?

Należy przyznać, że wszystkie szanse stworzone dla obywateli przez odrodzone państwo polskie wykorzystali tak naprawdę Ukraińcy. Wystarczy przyjrzeć się jak wiele udało im się osiągnąć w okresie nazywanym przez nich „niewolą”, „okresem prześladowań i ucisku” czy „okupacją polską”:

1. Stworzyli ze swojego społeczeństwa karną i zdyscyplinowaną zbiorowość pomimo wszystkich dzielących poglądów politycznych i światopoglądowych,

2. Pozyskali dla idei ukraińskiej całkowicie ludność Małopolski Wschodniej, opanowali Huculszczyznę, dużą część ludności Wołynia i Łemkowszczyznę wiążąc te terytoria z ruchem ukraińskim,

3. W dziedzinie społeczno-gospodarczej rozbudowali potężny ruch spółdzielczy i skupili wokół niego szerokie masy swojego społeczeństwa, dając mu silne podstawy finansowe, założyli własne banki, ubezpieczalnie, przedsiębiorstwa, radykalnie wzmocnili swój stan posiadania w miastach i uświadomili narodowo swój dotychczas nieliczny miejski proletariat,

4. W dziedzinie kultury rozbudowali sieć prywatnego szkolnictwa, wykształcili w polskich szkołach średnich i uczelniach silne kadry własnej inteligencji, prowadzili ożywione życie naukowe, teatralne, muzyczne i kulturalno-oświatowe, zwiększyli kilkakrotnie nakłady swojej prasy i podnieśli jej jakość, pokryli siecią swoich organizacji społecznych wszystkie miasta, miasteczka i wsie i skupili w nich o wiele większy procent swojego społeczeństwa (9%) aniżeli Polacy(tylko 2%),

5. Cerkiew unicką, jeszcze w XIX wieku niemal polską uczynili narodową i wprzęgli w antypolską działalność polityczną i propagandową,

6. Mieli swoja reprezentacje parlamentarną i kształcili swoje kadry w pracy państwowej,

7. Rozwinęli bardzo liczne własne organizacje, towarzystwa, związki,

8. Wykorzystali dla swoich celów wszelkie koncesje ze strony władz (szczególnie na Wołyniu),

9. Przejęli dzięki parcelacjom prowadzonym przez państwo ogromne areały własności ziemskich, które wcześniej były w rękach polskich,

10. Występowali bez przeszkód na forach międzynarodowych i to często przeciw państwu polskiemu,

11. Nawiązali kontakty i korzystali z pomocy finansowej i szkoleniowej-wojskowej Niemiec i Rosji w celu unicestwienia państwa polskiego i przejęcia jego ziem wschodnich.

Widać z tego jak głoszone przez nacjonalistów ukraińskich hasło „wielkiej krzywdy” doznawanej od polskiego państwa nijak miało się do stanu faktycznego. Tym samym nie było realnych podstaw do prowadzenia przeciwko Rzeczpospolitej swoistej wojny podjazdowej przez organizacje terrorystyczne.

Politykę narodowościową prowadziły w naszym kraju dwa ośrodki - sejm i Oddział II Ministerstwa Spraw Wojskowych. Wyższe sfery wojskowe, które grupowały się przy osobie Józefa Piłsudskiego były zwolennikami jego koncepcji federacyjnej i prometejskiej. Od początku ustosunkowane były do sprawy ukraińskiej bardzo przychylnie. Liczono, że współpraca wojskowa i agenturalna z Ukraińcami zapewni Polsce skuteczne szachowanie sowieckiej Rosji. Gdy tylko umilkł zgiełk wojenny, nasze władze przystąpiły do formułowania różnych kolejnych teorii, które miały skutecznie rozwiązać problem mniejszości ukraińskiej, który mimo dobrych chęci objawiły się z całą mocą. Cały katalog polskich błędów w polityce mniejszościowej znajdziemy też w opracowaniu Józefa Zielińskiego[28]. Autor opracowania wymienia cały szereg błędnych posunięć kolejnych polskich rządów okresu międzywojennego i mitów pokutujących w tej kwestii.

Jedna z teorii głosiła, że całe zło zawarte w ukraińskiej ideologii leżało w działaniach buntowniczej inteligencji ukraińskiej, a że z ludem ukraińskim można się łatwo dogadać, jeśli tylko inteligenci by nie przeszkadzali. Ta teoria głęboko zapadła w polskie umysły. W myśl też tej teorii gabinet premiera Juliana Ignacego Nowaka, liberała i demokraty popierał w sejmie w 1922 r. ukraińską grupę „Chliborobów” pod przewodnictwem ks. Ilkowa i Krawczyszyna oraz finansował czasopismo „Selanyn”[29].

Warto też wspomnieć o teorii dwu ministrów z pierwszego gabinetu Józefa Piłsudskiego, Aleksandra Mesztowicza i Karola Niezabytowskiego, że Ukraińców i Białorusinów w Polsce w ogóle nie ma, a są tylko Rusini.

Z kolei Tadeusz Hołówko[30], poseł i naczelnik Wydziału Wschodniego w MSZ, zwolennik koncepcji federacyjnej, autor teorii, że autonomia w Galicji będzie pomostem pomiędzy Polską i Ukrainą, głosił, że powstanie samodzielnej Ukrainy nad Dnieprem powinno być przez Polskę popierane z całej siły, bo wówczas tam skieruje się w celu budowy ukraińskiego państwa energia mas ukraińskiej inteligencji z Małopolski, Polesia i Wołynia, sprawiające aktualnie Polakom tyle kłopotu. Teza ta była abstrakcyjna, krótkowzroczna i szalenie szkodliwa. Miała za to duże poparcie w Polsce, co gorsza bardzo poważne konsekwencje. Między innymi teza ta leżała u podstaw decyzji państwowych dotyczących masowego szkolenia wojskowego tysięcy ukraińskiej młodzieży w organizacjach wojskowych i paramilitarnych do walki z Rosją o Zadnieprze[31]. Jakiż to był błąd! Owe szkolenia przydały się jedynie nacjonalistom z UWO, OUN, a w czasie wojny UPA w wyniszczaniu Polaków na terenach, przed Zbruczem przed i w czasie II wojny światowej.

Kolejną tezę głosił z trybuny sejmowej minister Bronisław Pieracki, zresztą też przyjaciel Ukraińców zamordowany przez nacjonalistów ukraińskich. Twierdził on, że zagadnienie mniejszościowe w Polsce nie jest sprawą polityki, ale bezpieczeństwa i że zapewnienie bezpieczeństwa w państwie problem ten rozwiąże automatycznie.

Była też „propaństwowa” teoria Walerego Sławka i Felicjana Sławoja-Składkowskiego propagująca absolutną równość wszystkich obywateli, bez jakichkolwiek specjalnych przywilejów dla mniejszości. Ukraińcy przyjęli ją niechętnie, bo nie przewidywała dla nich większych przywilejów niż dla Polaków. Z kolei Marian Zyndram Kościałkowski wszystkie żądania ukraińskie sformułowane wiosną 1935 zawarte w kilkunastu memoriałach uznał za słuszne. On też stał się promotorem polsko- ukraińskiego zbliżenia.

Jednym z pomysłów władz na rozwiązanie narastającego problemu ukraińskiego było zastosowanie starej zasady „divide et impera”, czyli próba rozczłonkowania tego narodu na mniejsze grupy: Rusinów, Łemków, Hucułów, tworzenia jak najliczniejszej liczby „tutejszych”, podtrzymywanie stronników moskalofilów, czy wreszcie zakładanie kół szlachty zagrodowej. I te próby władz idące w kierunku dezintegracji regionalnej ludności rusko-ukraińskiej okazały się jednak bezskuteczne, bo towarzyszyła im już silna kontrakcja i konsolidacja ze strony ukraińskich ugrupowań nacjonalistycznych. Akcje „Proświty”, „Ridnej Chaty”, „Ridnej Szkoły” zrobiły wszystko by te przedsięwzięcia władz sparaliżować, nawet stosując metody zastraszania opornych. Decyzje dotyczące prowadzenia akcji uświadamiania narodowego na tych terenach uchwalono na walnym zjeździe „Ridnej Szkoły” 25 grudnia 1936 roku we Lwowie. Na tereny określone jako „zagrożone” wysyłano studentów i działaczy, organizowano akcje zakładania bibliotek i wysyłania do nich na masową skalę ukraińskich książek uświadamiających narodowo, podjęto szkolenia Ukraińców z władz lokalnych i kościelnych.

Wszystkie te przedsięwzięcia strony polskiej okazały się niepowodzeniem. Ukraińcy nie chcieli porzucać drogi antypaństwowej i ich ostateczną odpowiedzią stało się masowe zaangażowanie w realizację programu OUN.

Nie wolno zapominać, że Polska w stosunku do swoich mniejszości, a szczególnie ukraińskiej nie miała wolnej ręki. Poczyniła zobowiązania mniejszościowe wobec państw Ententy 28 VI 1919 r., bo od tego zależała w wielkiej mierze sprawa wskrzeszenia niepodległej Polski. Kiedy ważyły się losy Polski w wojnie bolszewickiej, ówczesny premier polski Władysław Grabski zgodził się również 10 VII 1920 na arbitraż Rady Ambasadorów w sprawach w sprawach mniejszości narodowych w Polsce. Było to ustępstwo wymuszone. Potwierdzone przy zawieraniu traktatu w Rydze 18 marca 1921 roku. Dalej wiązała nam ręce ustawa o wojewódzkiej autonomii trzech wschodnio- małopolskich województw z dnia 26 IX 1922 przyjęta była dla ułatwienia polskiej polityce zagranicznych starań o załatwienie wschodnich granic Polski. Należy jednak pamiętać, że postanowienia Rady Ambasadorów z 15 marca 1923 roku nic nie mówiły o autonomii terytorialnej na ziemiach Galicji wschodniej. Wszystkie te zagraniczne nadzory i kontrole ustały dopiero w roku 1934 kiedy (13 IX) minister J. Beck na forum Ligi Narodów wypowiedział traktat o mniejszościach.

Wspomniane ograniczenia były drastyczne, suwerenność Polski bardzo uszczuplona, a narzucony traktat miał charakter jednostronnego zobowiązania tj. w zamian nie zabezpieczał w jakikolwiek sposób prawa mniejszości polskiej poza granicami kraju. Zobowiązywał za to Polskę w stosunku do mniejszości do całkowitej ochrony życia, wolności, tolerancji, religijnej, prawa do obywatelstwa, zapewnienia praw cywilnych i politycznych, własnego szkolnictwa, zakładów religijnych, dobroczynnych i społecznych, używania języka ukraińskiego, praw do udziału w funduszach publicznych itd.. Strony ukraińskiej nie zobowiązywano do niczego- nawet do najelementarniejszej lojalności- mieli być tylko biorcami. Ponadto nasza polityka mniejszościowa miała być poddana „gwarancjom” Ligi Narodów.

W takiej sytuacji naprawdę trudno było mówić o jakiejkolwiek skutecznej unifikacji państwa, nie mówiąc już o asymilacji mniejszości czy osób narodowościowo niezdecydowanych. Wiele wskazuje na to, że koncertowi zwycięskich mocarstw chodziło o celowe osłabianie pozycji naszego państwa. Mimo ograniczeń i okoliczności wynikających z ostatecznego wypowiedzenia traktatu mniejszościowego przez polskie władze, przepisy mniejszościowe w Polsce należały do wybuchu wojny do najliberalniejszych w Europie[32].

Obok ustaw zasadniczych negocjacje ze stroną ukraińską władze polskie prowadziły, lub starały się prowadzić cały czas[33].

Pierwsze kontakty nawiązał w roku 1921 r. z polecenia ówczesnego ministra spraw zagranicznych Skirmunta, urzędnik MSZ Stanisław Łoś[34]. Zwrócił się on do ukraińskich czynników oficjalnych o umożliwienie mu rozmów z reprezentantami przebywającego na emigracji w Wiedniu rządu byłej Zachodniej Ukraińskiej Republiki. Strona polska oczekiwała od Ukraińców rezygnacji z ich pozwu złożonego przeciw Polsce na forum Ligi Narodów i uznania polskiej państwowości. Miał to być warunek przystąpienia do negocjacji w sprawie autonomii Małopolski wschodniej. Ukraińcy uznali te propozycje za upokorzenie i do rozmów nie przystąpili. Niedługo potem w roku 1922 premier Władysław Sikorski nawiązał kontakt z Ukraińcami za pośrednictwem ukraińskiego działacza z Chełmszczyzny Antoniego Wasylczuka[35]. Ukraińcy wywodzący się z Małopolski Wschodniej, którzy w swej walce na forum międzynarodowym opierali się na 91 artykule układu w St. Germain (o przekazaniu suwerennych praw do krajów b. Austrii państwom Ententy) zbojkotowali wybory w r. 1922, uważając je za bezprawne. Wzięła w nich udział jedynie grupa „Chliborobów”, która osiągnęła pięć mandatów.

Przy prezydium Rady Ministrów istniał Komitet Trzech dla Spraw Mniejszości Narodowych. Jego skład często się zmieniał, a sami członkowie mieli jedynie głos doradczy. Były to jednak nazwiska wielkie i dotyczyły znanych „ukrainofilów” jak: Leon Wasilewski , Stanisław Tugutt, Stanisław Grabski , Aleksander Zwierzyński, czy Tadeusz Hołówko. Po przewrocie majowym komitet rozwiązano, a sprawy mniejszościowe przeniesiono do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie stworzono odrębny wydział dla spraw mniejszości narodowych w departamencie politycznym. Pierwszy minister spraw wewnętrznych po przewrocie majowym, gen. Kazimierz Młodzianowski powołał kolejny komitet, który miał zająć się rozwiązywaniem problemów mniejszościowych, ale jego następca gen. Felicjan Sławoj- Składkowski nie przejawiał zainteresowania polityką wobec mniejszości, więc sprawa znowu utknęła. Z czasem sprawami mniejszościowymi zajął się Wydziału ds. Mniejszości MSW, na którego czele stał Henryk Sucharek wywodzący się z Oddziału II Sztabu Głównego MSWojsk. Jego następca Henryk Kawecki nie interesował się specjalnie sprawami narodowościowymi, a tuż przed wybuchem wojny dyrektorem politycznym departamentu został Wacław Żykowski.

Kolejne rządy starały się negocjować z przedstawicielami ukraińskimi. Np. w roku 1927 prowadził rozmowy Włodzimierz Saczyński, w 1930 roku Michał Haruszczyński. Na próżno - w roku 1930 antypolska ukraińska akcja terrorystycznej w Małopolsce wschodniej przybrała takie rozmiary, że po raz pierwszy rząd Walerego Sławka ze Sławojem- Składkowskim jako Ministrem Spraw Wojskowych, zmuszony był sięgnąć do ostrych środków represyjnych względem ludności ukraińskiej. Doszło do aresztowań, represji, chłosty dokonywanej przez oddziały wojskowe, uwięzienia 30 dawnych parlamentarzystów ukraińskich. Mimo, że za akcją stało terrorystyczne UWO-OUN niepokojące było to, że prawie wszyscy Ukraińcy sympatyzowali z terrorystami, ukrywali zamachowców i podpalaczy. Całość polskiej akcji, niestety w istniejącej sytuacji koniecznej, każde posunięcie i błąd były śledzone przez polityków ukraińskich i hałaśliwie eksponowanie na forach międzynarodowych- szczególnie na forum Ligi Narodów. Szczególną aktywność wykazywała ukraińska posłanka Milena Rudnicka- Łysiakowa, która ściągała do Polski, kontrolne delegacje i oszkalowała Polskę w całej Europie, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Mimo tych propagandowych wysiłków, strona Polska w arbitrażu wygrała przedstawiając odpowiednie dowody. Najpoważniejszym osiągnięciem na polu porozumienia polsko- ukraińskiego było przystąpienie do akcji „normalizacji”. Ojcem tego pomysłu był Bronisław Pieracki ,przyjaciel Ukraińców- który wkrótce został zabity przez OUN.Do rozmów doszło po zabójstwie Pierackiego, kiedy po kilkudniowym urzędowaniu prof. Leona Kozłowskiego ministrem spraw wewnętrznych został Marian Zyndram- Kościałkowski. Poprzedziła je zaś ze strony ukraińskiej przemowa prezesa ukraińskiej reprezentacji parlamentarnej dra Dymytra Lewickiego w lutym 1935 r., w której wskazał on na możliwości załagodzenia historycznego konfliktu między obu narodami. Niewątpliwie ustępliwość ukraińska była wynikiem obaw o konsekwencje zamachu dla tej mniejszości. Ukraińcy określili swe oczekiwania wobec Polaków na piśmie, w 18 memoriałach. Wtedy jednak rozpisano były nowe wybory i stopniowo normalizacja stawała się historią.

Niewątpliwie jedna z głównych przyczyn negatywnego ustosunkowania się zarówno szowinistów ukraińskich, jak i umiarkowanych i liberalnie usposobionych do państwa polskiego Rusinów- Ukraińców była wiara w jego nietrwałość, podsycana z zewnątrz - z Niemiec i Kanady. Wrogowie Polski nie skąpili pieniędzy na działalność antypolską, stale płacili i szkolili setki wywiadowców, dywersantów...

W pierwszych latach Rzeczypospolitej starano się adaptować do nowych warunków stan z okresu zaborów. Pod naciskiem umów międzynarodowych Polska musiała wydać ustawę regulującą samorząd terytorialny, dającą dużą przewagę żywiołowi ukraińskiemu, za to zarządzenia wzmacniające polski stan posiadania na tych terenach szły opornie i były nieskoordynowane. Powodzenie osiągnięto głównie w miastach w których zresztą Polacy byli z reguły w większości. Za to akcja osadnicza i parcelacja majątków ziemskich prowadzona była niestarannie i bez wyobraźni. Właśnie ta kwestia zaważyła wyjątkowo fatalnie na przyszłości. Próba wprowadzania jakichkolwiek reform w tej mierze kończyła się z reguły protestami i szantażowaniem Polski przez Ukraińców na forum Ligi Narodów.

Niekonsekwentna okazała się też reforma szkolnictwa na kresach. Po stronie zysków zaliczyć można jedynie uchwalenie po roku 1923, kiedy gremia międzynarodowe uznały przynależności Galicji do Polski ustawy językowej. Ale nawet ona w konfrontacji z rzeczywistością życia w województwach kresowych często okazywała się fikcją.

Wybitnie niekorzystny dla strony polskiej okazał się też konkordat z Rzymem z roku 1925, który regulował stosunek cerkwi grecko-katolickiej do państwa. Konkordat ten dał cerkwi grecko-katolickiej, ukraińskiemu kościołowi narodowemu pełna niezależność i finanse, które skutecznie wykorzystywał w walce z państwem polskim i rozbudzaniem nacjonalizmu.

Duże zmiany przechodziło też polskie społeczeństwo. Bardziej aktywne jednostki migrowały na zachód – głównie do Warszawy w poszukiwaniu lepszej pracy i awansów. Zmalała aktywność społeczna Polaków, kiedy strona ukraińska po ciosach i zawodach, które dotknęły je w latach 1918-23 rzuciła się do odbudowy swojego życia narodowego.

Pierwsze lata po odzyskaniu niepodległości nie zostały należycie wykorzystane przez Polskę na uregulowanie swego władztwa na kresami.

Znacząca część społeczeństwa polskiego pokładała nadzieje na skuteczne rozwiązanie problemów narodowościowych przez ekipę, która doszła do władzy w wyniku przewrotu majowego w roku 1926. Liczono, że obóz sanacyjny udźwignie to zagadnienie. Stało się jednak inaczej.

Czas pokazał, że podstawowym zadaniem jakie starał się realizować obóz sanacyjny było samo utrzymanie się przy władzy i silna walka z opozycją. Prowadzono ją także na terenach narodowościowo mieszanych, gdzie jedność Polaków była rzeczą najbardziej pożądaną. Z hasła wzmacniania polskiego stanu posiadania przez lata pokpiwano sobie i lekceważono je jako objaw tzw. „endeckiego” szowinizmu. Polski nacjonalizm przedstawiciele władz tępili na równi z ukraińskim, z tym wyjątkiem, że z nacjonalistami ukraińskim robiono od czasu do czasu ugody. Dochodziło więc do takich paradoksów, że posłowie endeccy, czy ludowi trafiali do obozu w Berezie, czy innych więzieńna równi z nacjonalistami ukraińskimi występującymi z bronią w ręku przeciw polskiej władzy i administracji. Kresowa wieś polska, zagrożona wynarodowieniem, pozostawała bez dostatecznej opieki ze strony państwa, a na dodatek była terroryzowana przez ukraiński podziemny ruch nacjonalistyczny. Ziemia będąca wcześniej w polskim posiadaniu w drodze tzw. dzikiej parcelacji przechodziła coraz częściej w ukraińskie ręce. Równocześnie ogromne sumy kierowano na „eksperyment wołyński czy „akcję huculską”. Dopiero przed samym wybuchem wojny przyszło i to głownie ze sfer wojskowych pewne otrzeźwienie. Zaczęto liczyć się z opinią kresowych Polaków, podjęto nieśmiałe próby pomocy dla osadników, przypomniano sobie, że nie tylko „narodne domy”, ale i polskie „domy ludowe” powinny powstawać na kresach. Podobnie jak polskie kościoły i szkoły- bo wiele polskich dzieci polskich szkół, gdzie mogły uczyć się ojczystego języka nie miało.Zaczęto wspierać więdnącą polską spółdzielczość i rzemiosło. Generalnie jednak politykę narodowościową ekipy pomajowej charakteryzowała chwiejność i brak konsekwencji. Władze na kresach balansowały między koncesjami i represjami. Co gorsza, od tego kto był wojewodą, lub starostą zależało, jaką politykę realizowano na jego terenie. Jedni chcieli pozyskiwać sobie Ukraińców koncesjami i subwencjami, inni realizowali politykę „silnej ręki”. Przykładowo starosta w Nadwórnej angażował się w kreowanie „narodu hucułów” i sam paradował w stroju huculskim, starosta w Horodence starając się przypodobać Ukraińcom okazywał żywiołową niechęć do polskich organizacji oświatowych, z kolei starosta w Tarnopolu uznawany był przez Ukraińców za „ukrainożera”. Całkiem specyficzna była za to polityka ekipy sanacyjnej prowadzona na Wołyniu. Tam wojewoda Henryk Józewski postanowił wyhodować ugodowych Ukraińców…Kolejnym grzechem naszej polityki narodowościowej rażąca była dysproporcja pomiędzy obowiązującymi prawami a ich praktycznym zastosowaniem przez lokalne władze. Dlatego władze polskie notowały tak wiele niepowodzeń w polityce narodowościowej. Na ukraińską nienawiść i terror odpowiadano typowo szlachecką pogardą a ukraiński maksymalizm narodowo-państwowy usprawiedliwiano częstym obrażaniem godności i dumy narodowej Ukraińców przez Polaków. Ignorowano symptomy, a gdy dochodziło do ekscesów i aktów terroru proszono o interwencje władze, policję czy wojsko. Tymczasem represje stosowane wobec Ukraińców dopuszczających się przestępstw napędzały jedynie nacjonalistyczną propagandę, która żywiła się „ukraińską krzywdą i męczeństwem”. Nacjonalistom ukraińskim udało się przy tym skutecznie narzucić Europie obraz polskiego ucisku, co skutecznie odwracało jej uwagę od biologicznej eksterminacji ludności dokonywanej przez komunistów na Sowieckiej Ukrainie.

Nadzieje, że w takiej sytuacji polskość na terenach mieszanych wzrośnie okazała się utopią. Polacy na wsi, pozbawieni wsparcia ze strony państwa silnie się ukrainizowali. W miastach polonizacja postępowała bardzo słabo, a towarzyszył temu tłumnie kupcy i rzemieślnicy ukraińscy, którym udało się wygrać (głównie dzięki sprawnie działającej i wspomaganej przez nasze państwo spółdzielczości) rywalizację z ludnością żydowską. Ukraińcy rozpoczęli też swoją ekspansję w dziedzinie wolnych zawodów.

Warto zacytować tu fragment artykułu Stanisława Łosia z roku 1938, czyli stanowiącego pewna klamrę dorobku wzajemnych stosunków w międzywojniu, ale i zawierającego postulaty na przyszłość, której już na kresach nie było:

„...Nie głosiłem też nigdy i nie głoszę, że obowiązkiem naszym polskim jest z góry i bezwarunkowo obiecywać, a nawet narzucać narodowi ukraińskiemu naszą pomoc przy budowaniu państwa. Narody w swoich stosunkach między sobą mogą się kierować jedynie swym własnym interesem, a przyjaźnie ich mogą i powinny polegać na wymianie namacalnych usług. Kładę nacisk na słowo wymiana. Rzeczą Ukraińców będzie tedy - gdy dojdą do przekonania, że zaistniały warunki sprzyjające budowie państwa ukraińskiego-zastanowić się nad tym, czy i w jakich rozmiarach potrzebna im jest przy tym pomoc polska. Polski zaś rzeczą będzie wtedy zastanowić się nad zagadnieniem, czy interesy polskie i ukraińskie są na tyle zbieżne, a przynajmniej równolegle, by usprawiedliwiały udzielenie pomocy.Stawianie zagadnienia na innej płaszczyźnie, to obiecywanie Ukraińcom gruszek na wierzbie, która to obietnica rzadko kiedy wywołuje wybuchy wdzięczności....Wierzę mocno, że nie ma problemu, którego by w końcu nie rozwiązała polityka twórcza, umiejąca wyzyskać czynnik czasu i oparta o odpowiednią znajomość ludzkiej natury. Ukraińcy haliccy nie są ani supernarodem, ani subnarodem. Są po prostu narodem, a jako taki podlegają wszystkim prawom dziejowym....Zajmując się od kilkunastu lat teoretycznie, a czasem praktycznie, polityką tzw. mniejszościową doszedłem do przekonania, że jednym w najważniejszych czynników mogących Polsce w chwili próby, która kiedyś przyjść musi, zapewnić należytą zwartość oraz możność przejścia od postawy czysto defensywnej, prowadzącej zawsze w ostatecznym wyniku do klęski, do postawy ofensywnej, oddającej w polskie ręce inicjatywę w kształtowaniu Europy Południowo -Wsch., to nie co innego, tylko właściwa polityka narodowościowa.Za właściwą politykę narodowościową zaś uważam taką, która u niepolskich narodów Rzeczypospolitej umożliwi wytworzenie się przekonania, że przynależność do Polski i oparcie się o nią- jest jeżeli nie najlepszą ze wszystkich dostępnych możliwości, to przynajmniej najmniej złą…

1. Państwo w którym żyje w zwartej masie więcej niż jedna narodowość, musi wyciągnąć praktyczne, polityczne konsekwencje ze swej narodowościowej struktury.

2. O ile zatem żyjące w jego obrębie narodowości nie dążą do szybkiego zlania się w jeden naród nadrzędny, musi państwo wielonarodowe- we własnym interesie- dążąc do zorganizowania w określonych przez siebie ramach życia każdej z poszczególnych narodowości tak by a) płaszczyzna tarcia między nimi była jak najmniejsza b) by jak najmniejszy zasób sił i państwa i przodującego w państwie narodu marnował się na neutralizowanie dążeń innych żyjących na terenie państwa narodowości oraz c) by związek tych narodowości z państwem miał możliwie najbardziej charakter organiczny, nie zaś czysto mechaniczny. Nie należy, jednym słowem, stwarzać podłoża korzystnego dla powstawania dążności odśrodkowych.

2. Państwo wielonarodowe musi u wszystkich narodowości żyjących w jego granicach budzić świadomość interesów, jakie je z państwem łączą, a to przez umożliwienie im rozwoju i stworzenie stanu posiadania, za którym byłyby odpowiedzialne i którego utraty lub zmniejszenia musiałyby się we własnym interesie lękać...

3. Państwo, które by przeszkadzało w gospodarczej pracy znacznemu odłamowi własnych obywateli, popełniałoby bardzo poważny błąd. Ubożenie bowiem powyższego odłamu mieszkańców państwa uboży pośrednio całą ludzkość, która przecież stanowi jeden organizm gospodarczy.

Odnosi się to również, a może przede wszystkim do gospodarczego życia społeczności ukraińskiej. Gospodarcza walka polsko-ukraińska na południowym wschodzie polega bowiem na szkodliwym nieporozumieniu. Ani Polacy, ani Ukraińcy nie są w dziedzinie ekonomicznej gospodarzami tej krainy. Łączny udział- powtarzam łączny- obu słowiańskich narodowości w obrocie gospodarczym dzielnicy zaledwie osiąga 23%, z czego na Ukraińców przypada ok.8%, na Polaków ok. 15%. Reszta tj. 80%, to udział żydowski. Gospodarcza walka polsko-ukraińska, to walka dwu społeczności żebraczych szkodliwa podwójnie:

1) dlatego, że społeczności których uwaga jest to walka o miedziaki,

2) dlatego, że społeczności których uwaga jest zwrócona nie na wytwarzanie dóbr, lecz jedynie na wzajemne wyszarpywanie sobie tzw. stanu posiadania, będą zawsze społecznościami nędzarzy...Do bogacenia jest jeszcze Polakom i Ukraińcom bardzo daleko. Na razie można mówić w najlepszym wypadku o wysiłkach zmierzających do deproletaryzacji słowiańskiego żywiołu na południowym wschodzie...

Rzeczypospolita jako taka, z narodowościowej waśni szkodę tylko ponieść może. Bo ojczyzna nasza- wspólna od wieków wszystkim ludziom żyjącym między wschodnią granicą etnograficzną niemiecką, a zachodnią granicą etnograficzną rosyjską i niegdyś wspólnym ich wysiłkiem zbudowana, może stać się wielką i ostać się pomiędzy dwoma kolosami, jeżeli w wieku XX-tym uczyni to samo, czego umiała raz- niestety przez dwa stulecia tylko dokonać... tj. znaleźć politykę umożliwiającą zgodne współżycie i współpracę samodzielnych, autonomicznych narodów, wyznań i obrządków, świadomych wprawdzie swej wzajemnej względem siebie odrębności, ale świadomych także, że puszczone samopas i zdane na własne siły zginą marnie zmielone na proszek pod ciężarem sąsiednich kolosów. Nauka historii od czasów Chmielnicczyzny po traktat ryski jest chyba dość wymownym i broń nas Boże od jej powtórzenia[36].

C.D.N.

Bibliografia:

[1] Piłsudczykowska koncepcja państwa, Dzieje Najnowsze 1982, nr1-4.

[2] Endecka koncepcja polityki wschodniej w latach Drugiej Rzeczypospolitej, Studia z dziejów ZSRR i Europy Środkowej 1969,t.V.

[3] M.in. Kwestia ukraińska w Polsce w latach 1923-1929, Kraków 1989; Na temat historiografii stosunków polsko-ukraińskich w latach 1923-1956, Dzieje Najnowsze 1998,t.XXX, nr.3;Przyczyny i skutki konfliktu polsko-ukraińskiego w czasie II wojny światowej, Dzieje Najnowsze 1993,nr.3.

[4] Mniejszości narodowe w prawie polskim1918-1939, Więź 1997 nr.2;Ojczyzna nie tylko Polaków. Mniejszości narodowe w Polsce w latach 1918-1939,Warszawa 1985;Rzeczypospolita wielu narodów, Warszawa 1985.

[5] Np. Odrodzenie narodowe i nacjonalizm [w:] Historia Europy Środkowo-Wschodniej, t.2,Lublin 2000.

[6] Ukraińska reprezentacja polityczna w II Rzeczypospolitej, Krakowskie Zeszyty Ukrainoznawcze 1992-1993, t.I-II.

[7] Polska i problem ukraiński w latach 1921-1939 Zeszyty Historyczne 1983, z.66.

[8] Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich w latach 1921-1939, Wrocław 1979.

[9] Lublin 2003.

[10] Kraków, 1998.

[11] Kraków 2000.

[12] Wydawnictwo Sejmowe , Warszawa 2000.

[13] Arcybikupa Andrzeja Szeptyckiego wizja ukraińskiego narodu, państwa i cerkwi, Lwów –Kraków 1999.

[14] Np. artykuł Mykoły Kuczerepy „Stosunki ukraińsko-polskie w II Rzeczypospolitej we współczesnej historiografii ukraińskiej” [w:] Historycy polscy i ukraińscy wobec problemów XX wieku, red. P. Kosiewski, G. Motyka, Kraków 2000 czy Polityka narodowościowa Drugiej Rzeczypospolitej wobec Ukraińców w latach 1919-1939, [w:] Polska-Ukraina. Trudne pytania, Warszawa 1998, t. 1-2; prace Jarosława Hrycaka Historia Ukrainy 1772-1999. Narodziny nowoczesnego narodu. Lublin 2000, Tarasa Hunczaka Ukrajina: pewsza połowyna XX stolittia. Narys politycznoji istoriji, Kijów 1993, Oresta Subtelnego Ukrajina. Istorija., Kijów 1993. Pomijam prace nurtu nacjonalistycznego ponieważ z reguły nie kierują się żadnymi analizami źródeł, a jedynie propagandowym rewizjonizmem.

[15] T. Snyder , Rekonstrukcja narodów, Polska, Ukraina, Litwa, Białoruś 1569-1999, Sejny 2007 Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę, przekład Pietrzyk Bartłmiej, Kraków 2008.

[16] Wydawnictwo Nortom, Wrocław 2002.

[17] Nasz legalny, uznawany przez świat rząd funkcjonował, aż do 1945 w Londynie, a państwo upadło na skutek zdradzieckiego napadu totalitarnych sąsiadów. To są sprawy oczywiste!

[18] Lektura ostatniej pracy Tymothy Snydera (Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę,, tłum. Bartłomiej Pietrzyk, Kraków 2008), pozwala zrozumieć, że realizatorzy idei prometejskich Piłsudskiego, a szczególnie Henryk Józewski wcale nie chcieli by Wołyń stał się polski- wręcz przeciwnie. Patrz s. 97.

[19] Jednym z nich było opracowanie pt. „O polskim charakterze narodowym” Kazimierza Wybranowskiego, Warszawa 1932. Kserokopia w posiadaniu autorki.

[20] ibidem,s.29.

[21] Aby zachęcić do lektury, tego opracowania, warto przytoczyć kilka spostrzeżeń autora „...ustaliło się przekonanie, iż oświecony ogół polski w Królestwie wyżej stoi pod względem inteligencji od galicyjskiego i poznańskiego...to trzeba stwierdzić, iż pochodzi głównie stąd, że gdy inteligencja przeciętnego Poznaniaka lub Galicjanina zwraca się ku praktycznym zagadnieniom życia...., przeciętny inteligent Królestwa okazuje przede wszystkim skłonność do kontemplacji...będąc do śmieszności naiwnym w traktowaniu praktycznych zagadnień współczesnego życia...zwłaszcza społeczno-politycznego...”, „...Jest u nas, zwłaszcza w Warszawie, ogromnie liczna sfera ludzi których nie można nazwać socjalistami, bo ani nie zajmuje ich szczególnie kwestia proletariatu robotniczego, ani nie przyswoili sobie doktryny kolektywistycznej. Pod każdym jednak innym względem, zwłaszcza w pojmowaniu kwestii narodowych, ludzie ci idą za socjalistami, widząc w starciach narodowych....dowody jedynie reakcyjności, zdziczenia, zboczeń moralnych itp... ale pogląd powyższy przyjmują dlatego, że dogadza ich bierności, że pozwala im bezczynnie, z boku patrzeć na walkę z punktu widzenia ich etyki wstrętną i czekać, aż się ludzie umoralnią i pozwolą zapanować „sprawiedliwości”.

[22] Był to okres gdy Ukraińcy posiadali jeszcze zupełnie wolna rękę w dziedzinie publikacji, a decyzja o nie tworzeniu samodzielnego państwa ukraińskiego jeszcze nie zapadła.

[23] „Ukraińskie Słowo” nr.9 z 10 VIII 1941.

[24] Warszawa 2002.

[25] Tamże s. 115-135.

[26] Wyd. Znak, Kraków 1998.

[27] ibidem, s.107.

[28] Obszerne opracowanie Problem ukraiński na ziemiach polskich (liczące ok. 200 stron, zależnie od wersji) pióra Józefa Zielińskiego, napisane w czasie okupacji (1942-44), odnalezione przez autorkę w „Tekach Zielińskiego”, Biblioteka PAN, Kraków Sygn. 7798, a fragmenty pochodzące z akt procesowych KZW nr akt, SR 1702/48 odnaleźć można [w:] CA MSWiA, zespół SN t. 503 (dziś w IPN).

[29] Wiele na ten temat w tekście Iwana Kedryna „Ewolucja stosunków polsko- ukraińskich” cz. I-III Biul. pol. -ukr. nr 25 (21 VI 1936), nr.26 (28 VI 1936) nr 27 (5 VII 1936).

[30] Jak na ironię ten wielki przyjaciel Ukraińców został zamordowany w 1931 roku w Truskawcu przez nacjonalistów ukraińskich,

[31] Jeszcze przed wybuchem wojny wyszkoleni w „Łuhach” i „Sokiłach” młodzi Ukraińcy przystąpili do akcji antypolskich (m.in. bicia polskich pograniczników, wójtów, nauczycieli)- w raportach i meldunkach służb wojskowych i cywilnych ( zgromadzonych głównie w Centralnym Archiwum Wojskowym w Rembertowie i Archiwum Straży Granicznej w Szczecinie i IPN), nie mówiąc już o ówczesnej lokalnej prasie małopolskiej.

[32] Warto wspomnieć, że Konstytucja Marcowa szła nawet dalej niż narzucone Polsce traktaty mniejszościowe – bo poza prawem wszystkich obywateli do sprawowania władzy publicznej, zapowiadał możliwość tworzenia związków autonomicznych o charakterze publiczno- prawnym w obrębie samorządu terytorialnego.

[33] Szerzej na ten temat w pracy S. Stepnia pt. Wysiłki Polaków i Ukraińców na rzecz wzajemnego porozumienia się w latach 1918-1939, „Warszawskie Zeszyty Ukrainoznawcze” 1994,z.1.

[34] Znany ukrainofil, autor pracy pt. O konstruktywną politykę na Rusi Czerwonej, Warszawa 1932.

[35] Działacz ten z trybuny sejmowej wypowiedział się na rzecz uznania państwowości polskiej, wysuwając w zamian żądania autonomi, ale dzięki niemu cała pierwsza ukraińska reprezentacja parlamentarna głosowała za budżetem państwowym. Niespełnienie jednak obietnic dotyczących autonomii zachwiało pozycją posła Wasylczuka i doprowadziło go do rezygnacji z kariery politycznej.

[36]Łoś Stanisław, „O kwestii ukraińskiej” BPU 27 marca 1938 nr13.

 

Artykuł źródłowy:

Refleksje nad polityką Drugiej Rzeczpospolitej wobec mniejszości ukraińskiej.

http://kresywekrwi.blogspot.com/2021/01/refleksje-nad-polityka-drugiej.html

KOMENTARZE

  • "Publikuję pierwszy odcinek znakomitej
    pracy Pani profesor Lucyny Kulińskiej pt. Refleksje nad polityką Drugiej Rzeczpospolitej wobec mniejszości ukraińskiej."
    ------------------
    Tak - to powinien być elementarz dla Polaków i nie tylko dla nich.
    Wniosek?
    Cóż można powiedzieć - prawda zabija tych - co to ich ojcem jest diabeł - a kłamstwo zabija ludzi. Przecież skłócanie i podjudzanie ludów, narodów, społeczeństw od środka, kobiet z mężczyznami, żon, z mężami, wnuczków z dziadkami, górników ze stoczniowcami, etc., etc. - to podstawowa broń dzieci diabła. Ukraińcy z kolei okazali się bardzo podatni na kompletne opętanie przez Szatana - i stąd mamy niedawne, ponowne wskrzeszenie banderlandu na odwiecznych ziemiach polskich - bo Piekło ciągle łaknie ludzkiej krwi, cierpienia i łez.
  • --------- krzewiciele katolicyzmu , przedmurze chrześcijaństwa i !!
    ---------- ZDRAJCY !! tak o nas mówią : Litwini , Czesi , Białorusini , Ukraińcy i wszyscy Polaków sąsiedzi.

    CZAS Polacy !! na prawdę ! TAM GDZIE KRZYŻ w RĘKU tam !! ból, cierpienie, poniżenie, nikczemność , niesprawiedliwość itd.
    Na Wołyniu, w kościele zginęli min. konwertowani na katolicyzm żydzi , WIECIE O TYM ?? czy rżniecie głupa ?.

    O gnębieniu Ukraińców przez // polaków // wiem od MORALNYCH Polaków Kresowiaków . Żadna ! żadna praca naukowa nie oparta na prawdzie nigdy ! nie da uczciwego , prawdziwego wyjaśnienia DRAMATU.

    https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/09/12/dlaczego-naprawde-doszlo-do-rzezi-wolynskiej/

    ------ DRANG NACH OSTEN ---KRUCJATY ! Cesarstwa rzymskiego narodu niemieckiego ( hebrajskiego).
    https://pl.qaz.wiki/wiki/Northern_Crusades
  • @ninanonimowa 11:35:16
    Od jakich kresowiaków? Tych ukraińskich potomków Bandery, Szuchewycza, Klym Sawura i innych? Bo oni teraz też się podają za kresowiaków. Pozakładali sobie nawet organizacje mające 2 nazwie słowo Kresow Południowo Wschodnich, a także Miłośników Lwowa, a okazuje się, że 99% tych ,, kresowiaków,, to sami halyczyncy.

    A co do tego tzw doktoranta, to Ukrainiec, ounowskiej propagandysta, raki sam jak Pisulinski, Hryciuk czy Motyka. Więc Szanowny Pani strzela kula w płot.
    Serdecznie Pozdrawiam
  • @Jacek Boki 13:49:52
    ----- wiem od mojej rodziny , mamy , Polaków ! z krwi i kości .

    Tutaj trochę prawdy ! PROSZĘ MIEĆ ODWAGĘ na przyjęcie jej !.
    https://www.youtube.com/watch?v=rdDo_rgBLqE

    Ps. filmik grobu bandery - POD KRZYŻEM.
  • 5 *****
    Bardzo dobry opis. Dzięki.


    Pozdr.
  • Autor
    Głos jakże ważny.

    https://m.youtube.com/watch?v=ZY6Calw_VQA

    Pozdrawiam.
  • Naturalnie ☆☆☆☆☆
    Polacy pamiętają i nie zapomną, nigdy.

    Pozdrawiam
  • @ninanonimowa 14:16:47
    Obejrzałem trn film w calosci. Przepiękne świadectwo polskiego męczeństwa, Polaków bestialsko wymordowanych przez Ukraińskie bestie z OUN-UPA i SS Galizien bez żadnego powodu, tylko za to, że byli Polakami.
    Banderowskie bestie były tak zdziczale i pozbawione wszelkiej empatii, że wymordowali również prawie 40 tysięcy Ukraińców, nie chcących mieć nic wspólnego z ich antyludzka ideologia i zbrodniami. Znalazło się też 3 tysiące sprawiedliwych Ukraińców, którzy w tym czasie ryzykując własnym zyciem uratowało kilka tysięcy Polaków. Tak ocalał Pan Stanisław Soroczyński, wraz cała rodzina, dziś mieszkaniec Elbląga, którego uratował Ukrainiec, Świadek Jehowy, gdy jego synowie grekokatolicy, w innej wsi zamordowali 92 swoich polskich sąsiadów. Nigdy nie ponieśli za to kary. Kiedy w latach 90ych Pan Stanisław pojechał na Ukrainę, spotkał się jeszcze z tym człowiekiem, który go uratował. Jedli razem przy jednym stole obiad, do którego odmówili przystąpienia do wspólnego posiłku ci dwaj synowie tego człowieka, który uratował Pana Stasia, a oni mordowali Lachowcw innej miejscowości. Nie ukrywali swojej pogardy o oznajmili, że do stołu z Lachem nie usiada, bo to wróg śmiertelny. O jakim więc pojednaniu i ich krzywdzie Pani mówi? Pojednania na fundamencie nie będzie NIGDY, bo to fikcja.
    10ciu kolegów z kompanii mojego ojca zostało zdekapitowanych przez banderowcow za pomocą noży. Nie mieli żadnej litości, ani jakichkolwiek wyrzutów sumienia, gdy ich schwytano. Nie ponieśli też żadnej kary, bo potraktowano ich jako jeńców wojennych, zamiast potraktować ich jako zwyrodniałym bandytów. Ja sam przez 13 lat mieszkałem w miejscowości, niedaleko Elbląga, zamieszkałej w 82% przez banderowskich rezunow i ich rodziny. Jeszcze w 1963 roku chcieli wzniecic w niej krwawa rewoltę, żeby wyrznac w pień 18% polska mniejszość. Więc o czym mi Pani mówi i do czego chce mnie Pani przekonać?
  • @Jacek Boki 15:25:30
    ------- rozumiem,że wojny religijnej nie zauważył Pan ?, cóż ! nic tu po mnie. Zdrawiam.
  • @ninanonimowa 15:38:29
    Jakiej wojny religijnej? To, że mordami kierowali popi greckokatoliccy i prawosławni, temu nie zaprzeczy Nikt przy zdrowych zmysłach. Ale byli też, wprawdzie nieliczni popi greckokatoliccy i prawosławni, którzy potępili w tamtym czasie jednoznacznie ludobójstwo i ideogie OUN UPA i zostali bestialsko zamordowani. Proszę sobie przestudiować artykuł o ich męczeństwie na moim blogu. To samo tyczy się np. księży katolickich na Wileńszczyźnie w tamtym czasie. Litewscy duchowni katoliccy wzywali do mordów na Polakach i polskich księżach katolickich, a polscy księża nawet w obliczu śmierci, nie czuli do nich żadnej nienawiści, ani chęci odwetu.

    Wojna religijna i owszem, miała tam miejsce, ale wyłącznie pomiędzy dziećmi diabła, które mordowały dzieci Boga. A, że ktoś ma zwichnięcie na punkcie chrześcijaństwa, jako powodu rzekomego całego zła na tym świecie, to takiej osobie pozostaje mi tylko współczuć.
  • @Jacek Boki 15:53:32
    --------- Wołynie i krzyż.
    https://trybuna.info/swiat/kosciol-katolicki-fetuje-chorwackich-nazistow/

    https://opinie.wp.pl/papiez-franciszek-przeprosil-za-postawe-kosciola-podczas-ludobojstwa-w-rwandzie-abpa-hosera-nie-stac-na-taki-gest-6103801736831617a

    https://www.newsweek.pl/wiedza/historia/kolonizacja-slowian-i-baltow-w-sredniowiecznej-europie/xxvj06y
  • @ninanonimowa 16:27:05
    Nie wiem czy Pani zauważyła, że pisałem o dwóch zupełnie różnych postawach na Wileńszczyźnie duchowieństwa litewskiego i polskiego, a wywodzących się z tego samego instytucjonalnego kościoła. Ja w przeciwieństwie do Szanownej Pani nie wrzucam wszystkich do jednego worka i nie wylewam dziecka z kąpielą. Do tych historii w linkach można dodać duchowieństwo i wyznawców kościoła protestanckiego, którzy dopuścili się takich zbrodni przeciwko ludzkości, że ciemne wyczyny kościoła Rzymu błędna przy nich w przedbiegach. Tzw reformatorzy wieku XVI w 100% byli socjopatycznymi zbrodniarzami i zamordysta i, którzy nawet nie kryli co jest ich celem. A jeśli weźmiemy pod uwagę wyczyny plemion poganskich, to i tam nie brakowało zwyrodniałym zbrodniarzy. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę mieszkańców Meksyku, którzy wyzynalu się masowo i urządzali krwawe wojny między sobą, by w ten sposób zdobyć tysiące jeńców, których potem składali jako krwawe ofiary swoim bozkon. Daleki Wschód pod tym względem pobił arcymistrzistwo swuata. Więc, proszę najpierw dobrze odrobić lekcje i trochę ochłonąć i przejrzeć inna literaturę, od tej, która Pani podłożono, bo rzeczywistość jest inna od wielu ludzkich wyobrażeń.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Polacy, Ukraińcy, Rosjanie mają się zwalczać tak samo jak Arabowie - czyja to polityka?
    Współczesny Polak, interesujący się polityką, patrzy na Ukrainę przez pryzmat okrutnego ludobójstwa szowinistów OUN-UPA na Polakach w latach 1939-47. Pozostaje poza wszelką dyskusją konieczność właściwego nazwania, potępienia i godnego upamiętnienia tych zbrodni przez oficjalne władze Ukrainy i Polski. Z pewnością nie doczekamy tego pod rządami żydowskich reżimów IIIRP i Ukrainy.

    Polityka antagonizowania Ukraińców i Polaków realizowana była nie tylko w czasach I RP, ale także i w II RP.
    Żydo-sanaycjne władze likwidowały ukraińskie cerkwie i lokowały w nich żydo-katolickie kościoły. Ukraińcy w II RP byli obywatelami drugiej kategorii – żydo-sanacyjne władze nie wspierały kultury ukraińskiej mniejszości, Ukraińcy mieli utrudniony dostęp do edukacji, niższy był także poziom życia Ukraińców w II RP. (Zupełnie inaczej traktowana była mniejszość żydowska. Ochronę jej praw gwarantował tzw. mały traktat wersalski z 1919r., którego podpisanie wymuszono na państwach Europy środkowo-wschodniej. Nie podpisała tego traktatu rządzona przez Żydów Republika Weimarska i polska mniejszość na terenie Niemiec nie posiadała równoległych praw. Żydowską kulturę, oświatę, w II RP musiał więc całkowicie finansować polski i ukraiński podatnik.)

    Polacy, Ukraińcy, Słowianie, kto między nas sieje nienawiść? - https://wps-neon24-pl.neon24.pl/post/136748,polacy-ukraincy-slowianie-kto-miedzy-nas-sieje-nienawisc
  • @Rzeczpospolita 17:42:31
    Sądziłem, że będzie to mądry komentarz, poparty jakimiś argumentami, a tymczasem czytam kolejny wywód złożony z bredni i nonsensów, ukazujący, że ktoś bardzo pragnie pretendować do roli kolejnego zbawcy naszej biednej Ojczyzny, a okazuje się, że w swoich kwestiach wszechwiedzy, popisuje się jedynie ignorancja i brakiem jakiejkolwiek wiedzy w kwestii, o której wychodzi, że nie ma żadnego pojęcia, powtarzając z braku wiedzy, zarówno stare komunistyczne narrację na ten temat, jak i sofizmaty banderowskie propagandy. A wszystko to jednym tchem i bez żadnej refleksji, ani zastanowienia.

    Pytam więc skąd wziął Pan te niedorzeczności, że Ukraincy przed wojną byli obywatelami drugiej kategorii, mieli utrudniony dostęp do edukacji, czy też że ich kultura była tępiona? Wszystkie te kwestie są omówione i to szczegółowo w tym opracowaniu Pani profesor Kulinskiej,z wykazem szczegółowych źródeł. Będzie o tych wszystkich kwestiach w kolejnych częściach, a jeśli nie chce się Panu czekać, to wystarczy trochę wysiłku, żeby kliknąć w link do całego tekstu na końcu tego artykułu.
    Sądziłem do tej pory, że jest Pan poważnym człowiekiem, ale widzę, że będę musiał skorygować swoje zdanie w tej kwestii. O tej całej szopce slowianszczyzny wymyślonej przez starszych i mądrzejszych już nie wspominając, której wersję wykorzystywali do swoich interesów i rosyjscy carowie, a jak było trzeba to i sowieccy sekretarze, z Koba włącznie. I byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było takie tragiczne.

    Pozdrawiam serdecznie
  • @Rzeczpospolita 17:42:31
    Apropo jeszcze slowianszczyzny, to z tego co pamiętam na pierwsze try zjazdy słowiańskie, które odbyły się w Pradze, swoje braterskie pozdrowienia owocnych towarzyszom Słowianom przesłali, starzy, wypróbowani Słowianie, towarzysze Karol Marks i Fryderyk Engels. Marks w o gole nie mógł się na cmokac z zachwytu nad idea slowianszczyzny, która dopomoże ruszyć z posad bryle świata
    I dlatego właśnie nie ekscytuje mnie ta szemrana idea
  • @Jacek Boki 19:13:47
    //Słowianom przesłali, starzy, wypróbowani Słowianie, towarzysze Karol Marks i Fryderyk Engels//

    Czy aby na pewno ?Z tego co wiadomo było jakby wręcz odwrotnie.Marks jak każdy ortodoksyjny naukowy komunista odrzucał wszelkie inne ludzkie relacje poza klasowymi.Powszechnie znaną sprawą jest że w i po 1863 r (powstanie styczniowe) Marks nie wychodził z zachwytu nad Polakami którzy w obronie swoich interesów potrafili się wznieść ponad więzi etniczne.
    https://ksiegarnia.pwn.pl/Karol-Marks-o-kwestii-polskiej,824843444,p.html

    Marks nie cierpiał Słowian.Lubił wyłącznie Polaków gdyż nie bez racji postrzegał ich jako tych którzy dezorganizują słowiański świat.
    https://www.tvp.info/48318266/friedrich-engels-pisal-w-liscie-do-karola-marksa-ze-polacy-sa-narodem-skazanym-na-zaglade-wieszwiecej
    W pewnym sensie potwierdzał to znany czeski panslawista (późniejszy prezydent odrodzonej republiki) Tomas Masaryk.Uważał on że:
    / . Z czasem jego stosunek do Polski się zmienił. Doszedł do wniosku, że Polacy, z gruntu konserwatywni i autorytarni, chętnie z ofiary stają się prześladowcą, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Uznał, że Polska jest rodzajem mniejszej, znacznie słabszej Rosji/

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Tom%C3%A1%C5%A1_Masaryk
  • @Jacek Boki 15:53:32
    "Ale byli też, wprawdzie nieliczni popi greckokatoliccy i prawosławni, którzy potępili w tamtym czasie jednoznacznie ludobójstwo i ideogie OUN UPA i zostali bestialsko zamordowani."

    Proszę popatrzeć się na obecną Ukrainę. Nacjonalizm jest głównie wśród unitów, zaś prawosławni są przez nacjonalistów prześladowani jako "Moskale".

    Więcej, nacjonaliści tworzą "autokefaliczne" nacjonalistyczne pseudoprawosławie z pomocą Zachodu.
  • @Pedant 19:56:25
    //Nacjonalizm jest głównie wśród unitów, . //

    Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy.Nacjonalizm ukraiński wyhodowały władze austro węgierskie odrywając część rusinów od ich naturalnych etnicznych związków i wmawiając im że stanowią odrębny naród uciskany i sponiewierany.Polacy przyglądali się i z pobłażaniem kibicowali temu "praniu mózgów" bo nacjonalizm ukraiński był antyrosyjski a dopiero w drugiej kolejności antypolski.A kiedy ci sami Polacy (po 1918 r) pozostali z owymi "ukraińcami" sam na sam, to szybko się przekonali że to nieokiełznane "bestie" tym razem zagraża im samym.

    //zaś prawosławni są przez nacjonalistów prześladowani jako "Moskale"//

    Nie są rusofobami,przeciwnie-ciążą ku "ruskiemu miru" dlatego z polskiego punktu widzenia są bezwartościowi.
  • @Pedant 19:56:25
    https://www.youtube.com/watch?v=7Xq83hq1DVQ
  • @ikulalibal 20:23:05
    Pedant jako zadaniowy wypisuje fantasmagorie o jakimś państwie jak widać banderopitekom myli się plemię z narodem . Salute . https://www.youtube.com/watch?v=ec_wU9Q2Gg8
  • @Repsol 20:34:21
    "Pedant jako zadaniowy wypisuje fantasmagorie o jakimś państwie jak widać banderopitekom myli się plemię z narodem . Salute . https://www.youtube.com/watch?v=ec_wU9Q2Gg8"

    To o mnie? Repsolowi znowu coś się pokiełbasiło.
  • @Pedant 20:45:36
    Skoro wypisujesz o tym plemieniu takie głupoty to co mogę wnioskować , albo rezun albo zadaniowy Prawda ? .
  • @Repsol 20:55:03
    "Skoro wypisujesz o tym plemieniu takie głupoty to co mogę wnioskować , albo rezun albo zadaniowy Prawda ? "

    Ma Pan coś do dodania do dyskusji? Czy tylko zaczepia aby zwrócić na siebie uwagę?
  • @Pedant 21:13:16
    Nie : ))))) https://www.youtube.com/watch?v=GZmF-TYCxz0
  • --- od dziecka słyszałam,że ! ZDRADZILIŚMY Petrulę .
    -------Piłsudski ( SELMAN ) wbił nóż w plecy Ukrainie, stąd pózniejsza łatwość utworzenia przez tzw. Niemców , UPA.

    https://www.dowgwillo.nl/Lekcja%20historii/Lekcja%20historii_2016/Jozef%20Pilsudski%20vel%20Selman.html
  • @Jacek Boki 19:13:47
    Może Pan być na bakier z historią i polityką, ale dokąd to Pana zaprowadzi? Na pewno nie do rozwiązania problemów między Słowianami.

    O Ukraińcach może się Pan sporo dowiedzieć np. z przedwojennych roczników statystycznych.
  • @ninanonimowa 21:26:04
    chcę dopowiedzieć,że ! NIC NIE USPRAWIEDLIWIA RZEZI , pod warunkiem, że wcześniej samemu się jej nie dokonało, albo umożliwiło się ją. http://strefahistorii.pl/article/4361-skatowac-glodem-holodomor-na-ukrainie-18
  • @ninanonimowa 21:37:01
    Ninoczka dobra fantastyka , książki powinnaś pisać na wzór swojego idola . Salut . https://external-content.duckduckgo.com/iu/?u=http%3A%2F%2Fwww.fronda.pl%2Fsite_media%2Fmedia%2Fuploads%2Farticle%2F.thumbnails%2Fmichnik_gros_infamia-746x280.jpg&f=1&nofb=1
  • @ninanonimowa 21:37:01
    // http://strefahistorii.pl/article/4361-skatowac-glodem-holodomor-na-ukrainie-18 //

    Z tym problemem trzeba bardzo ostrożnie.Bo w przeszłości bez żenady wykorzystywany był dla celów propagandowych.
    Nie wiem czy pani o tym wiadomo ale w latach 30-stych XX wielu na Zachodzie wszyscy czytali w gazetach o głodujących Ukraińcach w Polsce.
    "Informacje" te rozpowszechniano poprzez ukraińską diasporę w USA i Kanadzie.Wówczas tj w latach 30-stych gównym wrogiem nacjonalistów ukraińskich była Polaka a więc ona ponosiła odpowiedzialność za głód.
    https://en.topwar.ru/151100-kto-moril-golodom-nesovetskuju-ukrainu.html

    https://topwar.ru/uploads/posts/2018-12/1544544512_yf8bt4x1ogsccnt-pxdxwjlr94lkj6m6rkperwdus5e4thmn05qg-c63-scjcdz9k7kq_h1htsd5_iv36rbi2fgjdqqya6ixo4ik5e1wtem.jpg

    Głód na Ukrainie,podobnie jak w innych regionach ZSRR był klęską żywiołową.Nikt nie kreował go jako formy depopulacji.
    Owszem,w przypadku Ukrainy na naturalną klęskę nałożyły się urzędnicze manipulacje mające zakryć rozmiary klęski dlatego rejon ten dostawał mniejszą pomoc niż inne regiony.Odpowiedzialny za to urzędnik był Polakiem i za swą działalność został rozstrzelany.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Kosior
    więc w pewnym sensie jest "ofiarą stalinowskich represji".Postawmy mu pomnik,niech się ruskie wsciekną.
  • @ikulalibal 22:12:20
    Przecież to Homo sovieticus . No to w czym problem RP do tego ręki nie przykładała . Prawda ?.
  • @Repsol 22:55:47
    //Przecież to Homo sovieticus .//
    To nie ma znaczenia.Dla Ukraińców przede wszystkim był Polakiem a Polacy nienawidzą Ukraińców więc radzi ich mordują.
    Ukraińcy starają się (i w przeszłości też się starali ), tragedii klęski głodu nadać kontekst etniczny.Wyłącznie etniczny.Tego wymaga sama definicja "genocyd" którego Ukraińcy chętnie używają w odniesieniu do wiadomych wydarzeń.Za pomocą sztucznie wywołanego głodu mordowano ich z tej przyczyny że byli Ukraińcami.Strona "modująca" była obca etnicznie,nienawidząca Ukraińców dlatego tym ochotniej ich niszczyła.
    Ukraińcy,a przynajmniej obecne "elity,nie chcą nawet słyszeć słowa prawdy tak na temat głodu jak i na temat swoich wiadomych bohaterów.
  • @Rzeczpospolita 21:28:27
    Może Pan być na bakier z historią i polityką, ale dokąd to Pana zaprowadzi? Na pewno nie do rozwiązania problemów między Słowianami.

    Wow! Jak to do brze, że Pan jest wzorcowym przykładem znajomości historii i polityki, i znawstwa rozwiązania problemów istniejących pomiędzy narodami Słowiańskimi. Już posypuję głowę popiołem na znak skruchy, bo niie wiedziałem, że mam przed sobą taaaki autorytet

    O Ukraińcach może się Pan sporo dowiedzieć np. z przedwojennych roczników statystycznych.

    No, to jest argument. Powalający
  • @ikulalibal 23:09:46
    Ma znaczenie dla prawdy historycznej . Tego żaden bandersztadt nie przerobi .Salute .
  • @ninanonimowa 21:37:01
    chcę dopowiedzieć,że ! NIC NIE USPRAWIEDLIWIA RZEZI , pod warunkiem, że wcześniej samemu się jej nie dokonało, albo umożliwiło się ją.

    No, nie wiedziałem, że to My Polacy wywołaliśmy głód na sowieckiej Ukrainie, a przez to zasłużyliśmy w pełni na to, że banderowcy wymordowali Polaków na Kresach.
    No genialna, wręcz odkrywcza myśl w wymiarze światowym,

    A oto jak bohatersko ukraińscy szowiniści walczyli z sowieckimi władzami bezpieczeństwa i wojskowymi na tejże sowieckiej Ukrainie, w czasie trwania tzw, ,,Hołodomoru'', opisałem to przed czterema laty w swoim artykule pt. Wielki głód na sowieckiej Ukrainie, a bestialskie ludobójstwo Polaków na Kresach

    Poroszenko w swoim przemówieniu nakłamał też w sposób zupełnie ordynarny, że jednym z kilku głównych powodów, dla którego Ukraińcy chwycili za broń, były lata stalinowskiego terroru oraz przymusowej kolektywizacji i Hołodomoru. Jest to blaga galaktycznych wręcz rozmiarów, gdyż w czasie trwania stalinowskiego terroru na sowieckiej Ukrainie i prowadzonej tam przymusowej kolektywizacji oraz okresu trwania tzw. ,,Hołodomoru’’, nacjonaliści z OUN mieli Ukraińców po drugiej stronie Zbrucza i ich cierpienia, których doznawali z rąk sowieckiej władzy, tam, gdzie słońce nie dociera nawet w najpiękniejsze dni. Ich los, terrorystów z OUN nie obchodził ani trochę. Wszystkim bowiem, czym byli oni wtedy zainteresowani i zajęci, była zbrodnicza walka z państwem polskim, a nie z sowietami w obronie swoich rodaków zamieszkujących po drugiej stronie granicznej rzeki Zbrucz.

    Nigdy też, żadna, nawet najmniejsza grupa ukraińskich terrorystów z OUN w owych latach, nie wyprawiła się na sowiecką Ukrainę, by tam z bronią w ręku, podjąć choćby tylko symboliczną walkę w obronie swoich ciemiężonych pobratymców. Nigdy do tego nie doszło. Po pierwsze dlatego, że aż taką odwagą i zdeterminowaniem oraz poświęceniem nie grzeszyli, a po drugie takich właśnie przymiotów mieli wtedy i mają zresztą po dzień dzisiejszy jedynie pełne gęby, to akurat w tym przypadku, jakimś dziwnym trafem zupełnie im ich wówczas zabrakło. Choć prawda jest taka, że, takich cech jak odwaga, determinacja, poświęcenie, honor czy umiłowanie jakichkolwiek wyższych wartości, nie posiadali nigdy za psi grosz wtedy i nie mają ich zresztą po dzień dzisiejszy. Dlatego właśnie nie palili się ani przez chwilę, nie postało to nawet w ich głowach, by zmierzyć się w otwartym boju, za swoich eksterminowanych w tamtym czasie przez sowietów rodaków, twarzą w twarz z oddziałami ówczesnego sowieckiego NKWD, i to na jego terenie. A po drugie, doskonale wiedzieli, że wśród Ukraińców z drugiej strony granicy, nie mieli oni nawet w czasie trwania największego terroru sowieckich władz bezpieczeństwa, jak i zresztą w latach późniejszych absolutnie żadnego poparcia. A ich ideologia odrzucana była zawsze przez tamtejszych Ukraińców, z nieskrywaną pogardą jako całkowicie im obca i wroga.

    Potwierdzają ten fakt zresztą ich własne dokumenty z tamtego czasu.

    ,,Wszelkie próby przekroczenia tych granic w stronę wschodniej Ukrainy i zorganizowania się na tamtejszym terenie z góry skazane były na niepowodzenie, zaś głoszona przez OUN antyrosyjskość, połączona z chęcia oderwania Ukrainy od ZSRR, budziła wśród miejscowej ludności zdziwienie, niezrozumienie, wręcz wrogość i zamykała ounowcom drogę. Tym samym antyhitlerowskie ostrze działania Ukraińców, kierowało się również przeciw nacjonalistom uznanym za rzeczników niewoli i realizacji imperialistycznych celów pangermanizmu. Z tych względów nie udało się OUN zorganizować poza zachodnią Ukrainą ani komórek organizacyjnych, ani własnej konspiracyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii, co autor wyjaśnia w pracy, opierając się na materiałach banderowców, ubolewających nie raz nad tym stanem rzeczy.''


    https://kresywekrwi.blogspot.com/2017/11/wielki-god-na-sowieckiej-ukrainie.html

    Pani powinna zacząć pisać książki s-f, tylko proszę nie brać się za historię.
  • @Jacek Boki 23:26:07
    ------- Jak tu napisać książkę w kilku zdaniach hmm..

    Polska część Ukrainy została zasiedlona np. Wołyń przez żydów którzy za przejście na katolicyzm dostawali polskie obywatelstwo,tym samym mogli osiedlać się bez przeszkód, wszak to Rzym, Jezuici rządzili i rządzą Rzeczpospolitą .
    Teraz rozumiem walkę kościoła greckokatolickiego z kościołem katolickim , pomimo,że oba należą pod Rzym .
    INTERESY Watykanu były i są ! nadrzędne nad polskimi , DRANG NACH OSTEN za wszelką cenę !.

    Mieć żyda katolika na Prawosławia terenie , majstersztyk , nieprawdaż ?.

    ------------------TRAKTAT RYSKI
    Mieć żyda po lewej , prawej stronie i w środku , mieć nuncjusza apostolskiego z watykańskimi wytycznymi , mieć partie polityczne, które nie wiadomo już czyjego interesu broniły , mogło skutkować już tylko ZDRADĄ .
    Żyd Piłsudski , Polak Dmowski , Nuncjusz papieski , żyd katolik,żyd syjonista ,biedny chłop polski , biedny chłop ukraiński , city of London i cholera wie kto jeszcze ,MUSIAŁO skończyć się podle i się skończyło.

    https://jagiellonia.org/traktat-ryski-byl-zdrada-klaudiusz-wesolek/
  • @ninanonimowa 05:30:57
    Ponownie wypisuje Pani niedorzeczności, że ziemię polskich Kresow, były naturalnym terenem prawosławia, czym po raz kolejny udowadnia Pani tak jak w poprzednich przypadkach, że w ogóle nie zna Pani historii tych ziem. Do 981 roku n.e. Czyli najazdu na te tereny Włodzimierza Wielkiego, nikt nie słyszał na tych terenach o Rusinach i prawosławiu. To były etniczne ziemię polskich Lędzian mieszkających na nich od zawsze. To Rusini byli najeźdźcami i elementem obcym, który zasiedlił te tereny na skutek zbrodniczego podboju, krwawych mordów i wymiany polskiej ludności poprzez deportacje w głąb Rusi. Pisałem o tym szczegółowo w artykule Rondo Tarnopol. Proszę więc najpierw dobrze odrobić lekcje, a dopiero potem brać się za udowadnianie czegokolwiek.
    Pozdrawiam serdecznie

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031